03.04.2023r. Na oficjalnej stronie BIP (biuletyn informacji publicznej) Starostwa Powiatowego w Gnieźnie w zakładce „przejrzysty urząd” , nadal nie wprowadzono żadnych informacji. O braku danych, bieżącej aktualizacji informowaliśmy naszych czytelników w artykule: Zarząd powiatu gnieźnieńskiego z NIEprzejrzystym Urzędem, ale z
Zdarzenie miało miejsce 1 października 2019r. około godz. 15. O wypadku redakcja GNIEZNO-FAKTY-INTERWENCJE jako pierwsza powiadomiła opinię publiczną. To dzięki pomocy czytelników w błyskawicznym tempie dotarliśmy do nagrania, które udostępniliśmy kolegom z poznańskiej redakcji. Sprawę nagłaśniamy po wyborach parlamentarnych, żeby nasza redakcja nie była podejrzana o
Maciej Gnoiński, Warszawa, 05.07.2021 - zobacz kondolencje i wyrazy współczucia najbliższych osobie zmarłej, prześlij kondolencje z wyrazami współczucia bliskiej osobie
Tajna umowa z 2019 roku ….. mijają lata a tajna umowa nadal pozostaje tajna ….. dlaczego??? (!!!!) Przypominamy …. W dniu 19 grudnia 2022r., o godz.13 w budynku administracji Szpitala Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie odbyło się posiedzenie Rady Społecznej szpitala w sprawie wydania opinii w przedmiocie zawarcia umowy pożyczki w kwocie do 60 mln zł dla szpitala. Podczas LXV sesji
"Odszedłeś cicho, bez słów pożegnania. Tak jakbyś nie chciał, swym odejściem nas smucić, tak jakbyś wierzył w godzinę rozstania, że masz niebawem z dobrą wieścią do nas wrócić.
lirik lagu d masiv tak bisa hidup tanpamu. Andrzeju, „odszedłeś cicho, bez słów pożegnania, jakbyś nie chciał swym odejściem smucić, jakbyś wierzył w godzinę rozstania, że masz niebawem z dobrą wieścią wrócić” – słowa ks. Jana Twardowskiego oddają nasze zdumienie, że jednak każde życie ma swój kres, także Twoje. Nikt z nas nie przypuszczał, że nasze kolejne z Tobą spotkanie odbędzie się na…cmentarzu. Jeszcze niedawno byłeś wśród nas, pracowaliśmy wspólnie, rozmawialiśmy, żartowaliśmy mijając się na szkolnych korytarzach. Jest nam smutno, jest w nas żal, że teraz nasza codzienność naznaczona została kolejną stratą. Niechciana śmierć przekreśliła wszystkie Twoje plany, zniweczyła marzenia…. Non omnis moriar – pozostawiłeś trwały i serdeczny ślad w naszych sercach,będziesz żył w naszej pamięci!Łącząc się w żałobie i smutku, Bliskim Andrzeja składamy wyrazy Pracownicy i Społeczność UczniowskaZespołu Szkół Technicznych im. Eugeniusza Kwiatkowskiegow Grodzisku Wielkopolskim
Jeśli ktoś chce się podzielić wspomnieniami dotyczącymi naszej szkoły zapraszamy do kontaktu: tel. (061) 29-21-559 e-mail: zsnr2szamotuly@ @ Pożegnania Adam Florczyk (1949-2022) „Odszedłeś cicho, bez słów pożegnania. Tak, jakbyś nie chciał, swym odejściem smucić... Tak, jakbyś wierzył w godzinę rozstania, że masz niebawem z dobrą wieścią wrócić. ” Ks. Jan Twardowski Z głębokim smutkiem i żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci naszego Kolegi śp. Adama Florczyka. Pan Adam urodził się w 1949 r. w Uścikowcu koło Obornik. W Obornikach ukończył Szkołę Podstawową a następnie Liceum Ogólnokształcące. W 1972 r. ukończył studia w Wyższej Szkole Rolniczej w Poznaniu uzyskując tytuł magistra inżyniera rolnictwa. Po ukończeniu studiów przez dwa lata pracował w Centrali Nasiennej w Obornikach a od Rolniczym Kombinacie Spółdzielczym w Szczuczynie na stanowisku kierownika zakładu rolnego. Już w trakcie pracy w Kombinacie współpracował z naszą Szkołą. W 1991 r. został nauczycielem przedmiotów zawodowych. Nieustannie doskonalił swój warsztat pracy, podnosił kwalifikacje — ukończył Studia Podyplomowe w zakresie technologii żywności oraz marketingu rolno-spożywczego czego efektem były doskonałe wyniki Jego wychowanków. Przez ponad 20 lat kariery nauczycielskiej pełnił funkcje wychowawcy klasy a od 2007 r. do czasu przejścia na emeryturę kierownika szkolenia praktycznego. Dobry kolega, świetny wychowawca, doskonały nauczyciel — taki, niestety, już BYŁ. Szanował i cenił innych - wydobywał z nich to, co najlepsze. W piękny i szlachetny sposób zawsze pozostawał sobą. W pracy pedagogicznej łączył ciepło i wyrozumiałość z dyscypliną i wysokimi wymaganiami, a wszystko to, bez cienia nachalnego dydaktyzmu. Nic więc dziwnego, ze zapamiętamy Go jako człowieka mądrego, życzliwego i pełnego zapału. Zawsze uśmiechnięty pozostanie w sercach tych, którzy mieli okazję Go spotkać. Teodor Bańczyk (1938-2021) „Odszedłeś cicho, bez słów pożegnania. Tak, jakbyś nie chciał, swym odejściem smucić… Tak, jakbyś wierzył w godzinę rozstania, że masz niebawem z dobrą wieścią wrócić.” Ks. Jan Twardowski Z głębokim smutkiem i żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci naszego Kolegi śp Teodora Bańczyka. Pan Teodor, szamotulak od zawsze, urodził się w 1938r. w naszym mieście. Tu spędził trudny czas okupacji, tu się kształcił. Zaraz po wojnie, w 1945 roku, rozpoczął naukę w Szkole Podstawowej, którą kontynuował w miejscowym Liceum Ogólnokształcącym. Po ukończeniu Studium Nauczycielskiego w Poznaniu rozpoczął pracę jako pedagog. Trwała ona, nie licząc krótkiego epizodu zawodowego w Powiatowym Związku Kółek Rolniczych, niemalże 41 lat. W 1969 r. ukończył studia na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, uzyskując tytuł magistra inżyniera chemii, a w 1975r. stał się nauczycielem dyplomowanym – profesorem szkoły średniej. Mając już doświadczenie pedagogiczne podjął w 1972 roku pracę w naszej szkole na stanowisku nauczyciela chemii i kontynuował ją nieprzerwanie do roku 2002. Nieustannie doskonalił swój warsztat pracy, podnosił kwalifikacje, czego efektem były doskonałe wyniki Jego wychowanków. Dowodem zaangażowania Pana Teodora były także liczne nagrody i wyróżnienia. Dobry kolega, świetny wychowawca, doskonały nauczyciel – taki, niestety, już BYŁ. Szanował i cenił innych – wydobywał z nich to, co najlepsze. W piękny i szlachetny sposób zawsze pozostawał sobą. W pracy pedagogicznej łączył ciepło i wyrozumiałość z dyscypliną i wysokimi wymaganiami, a wszystko to, bez cienia nachalnego dydaktyzmu. Nic więc dziwnego, że zapamiętamy Go jako człowieka mądrego, życzliwego i pełnego zapału. Zawsze uśmiechnięty pozostanie w sercach tych, którzy mieli okazję Go spotkać CZŁOWIEKIEM szlachetnym, pełnym empatii i otwartości na potrzeby innych. Pan Teodor po prostu kochał ludzi i wierzył zawsze, że „są raczej dobrzy niż źli” ( Elżbieta Jaraczewska (1938-2021) Dotarła no nas smutna wiadomość o śmierci naszej Koleżanki śp. Elżbiety Jaraczewskiej. Pani Elżbieta Jaraczewska była przez prawie trzydzieści lat kierowniczką internatu Zespołu Szkół Rolniczych. W naszej pamięci pozostanie jako osoba lubiąca młodzież. Jej myślą w działalności wychowawczej było uczynienie z internatu drugiego domu dla uczącej się w naszej szkole młodzieży. Z racji wykształcenia dużą rolę przywiązywała do spraw kulinarnych. Pani Elżbieta urodziła się 31 grudnia 1938 r. w Pępowie koło Gostynia. Rodzice byli nauczycielami miejscowej Szkoły Podstawowej. Tam też Pani Elżbieta ukończyła podstawówkę a później Technikum Gastronomiczne w Lesznie. Pracę zawodową rozpoczęła w 1956 r. w Szpitalu w Piaskach koło Gostynia. Rok później swoją karierę zawodową związała ze szkolnictwem. Była kolejno nauczycielką przedmiotów gastronomicznych w Dwuzimowej Szkole Rolniczej w Grabonogu, w latach 1965-67 kierowniczką internatu w Technikum Rolniczym w Gołańczy a od 1967 r. kierowniczką internatu w Technikum Rolniczym w Szamotułach. Tę funkcję pełniła przez prawie 30 lat do przejścia na emeryturę w 1995 r. W czasie pracy zawodowej podnosiła swoje kwalifikacje zawodowe, ukończyła w 1967 r. Studium Nauczycielskie w Brwinowie, w 1974 r. Wyższą Szkołę Nauczycielską w Częstochowie. W 1980 r. uzyskała tytuł magistra pedagogiki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Elżbieta Jaraczewska została pochowana 28 czerwca 2021 r. na cmentarzu Nowina w Poznaniu. Jadwiga Krygiel (1942-2021) Dotarła do nas smutna wiadomość o śmierci naszej Koleżanki śp. Jadwigi Krygiel. Pani Jadwiga Krygiel przez prawie trzydzieści lat była nauczycielką Zespołu Szkół Rolniczych w Szamotułach. W pamięci nauczycieli i uczniów zapisała się jako wspaniała, wyrozumiała, pełna humoru Koleżanka, Nauczycielka, Wychowawczyni, wielce zaangażowana w działalność na rzecz całej społeczności szkolnej. Była organizatorką i opiekunką uczniów na zagranicznych praktykach młodzieży, w Czechosłowacji, w Niemczech i na Węgrzech. Przez wiele lat organizowała i prowadziła Ochotnicze Hufce Pracy, dzięki którym ponad sto osób mogło ukończyć szkołę. Była Osobą wielu pasji, inicjatyw i zainteresowań, ale zawsze najważniejszą sprawą był uczeń i szkoła. Pani Jadwiga urodziła się w 1942 r. w Tomaszówce w dawnym województwie wołyńskim. Po wojnie wraz z rodzicami zamieszkała w okolicach Wrześni. W 1962 r. ukończyła Technikum Rolnicze w Witkowie koło Gniezna, a w 1964 r. Studium Nauczycielskie w Kaliszu. W tym samym roku rozpoczęła pracę zawodową w Państwowym Technikum Rolniczym w Starym Tomyślu. W latach 1966-72 była nauczycielką Zasadniczej Szkoły Rolniczej w Chełmnie koło Pniew. Mając już spore doświadczenie w pracy pedagogiczno - wychowawczej w 1972 r. objęła stanowisko nauczycielki produkcji zwierzęcej w Technikum Rolniczym - Zespole Szkół Rolniczych im. Stanisława Staszica w Szamotułach. W czasie pracy zawodowej doskonaliła swój warsztat pracy zdobywając nowe kwalifikacje na wielu kursach i studiach podyplomowych. W 1983 r. ukończyła z wynikiem bardzo dobrym studia na Akademii Rolniczej w Poznaniu jako magister inżynier rolnictwa. Stanisława Meissnerowska (1930-2021) W piątek, 15 stycznia, na cmentarzu parafialnym w Szamotułach odbył się pogrzeb naszej Koleżanki śp. Stanisławy Meisnerowskiej. Pani Stasia, bo tak się do Niej zwracaliśmy, przez kilkanaście lat była nauczycielką ówczesnego Zespołu Szkół Rolniczych w Szamotułach. W naszej pamięci, nauczycieli i uczniów, zapisała się jako wspaniała, wyrozumiała, pełna humoru koleżanka, nauczycielka i wychowawczyni. Była Osobą wielce zaangażowaną w działalność na rzecz całej społeczności szkolnej pracując w Związku Nauczycielstwa Polskiego, czy Komisji Socjalnej. Przez wiele lat była organizatorką i instruktorką Związku Harcerstwa Polskiego w naszej szkole. Jej wielką pasją, której poświęciła wiele pracy był Zespół Folklorystyczny „Wiwat”. Pani Stanisława Meisnerowska urodziła się w 1930 roku w okolicach Żnina w dzisiejszym województwie Kujawsko – Pomorskim. Po ukończeniu w 1951 r. Liceum Ogrodniczego w Toruniu otrzymała nakaz pracy do Państwowych Gospodarstw Rolnych w Malborku i Tczewie. W latach 1955 – 1964 pracowała w Zarządzie Zieleni Miejskiej w Poznaniu i Państwowym Kombinacie Ogrodniczym w Owińskach. W 1964 r. podjęła pracę w Zakładzie Gospodarki Komunalnej w Szamotułach jako kierownik Zakładu Ogrodniczego. Mając duże doświadczenie zawodowe w ogrodnictwie, w 1971 r. przeszła do pracy w Zasadniczej Szkole Rolniczej w charakterze nauczyciela przedmiotów zawodowych, a po zmianach organizacyjnych, do czasu przejścia na emeryturę w 1986 r. była nauczycielką Zespołu Szkół Rolniczych w Szamotułach. Wspomnienia Kapuśniaki rocznik 1956-1961 Zjeżdżali się po skończeniu podstawówki w 1956 r., młodzież zjeżdżała się i z gór, i z nizin, ze wschodu i zachodu, i od morza, cała brać z Ojczyzny, ziemi naszej, z Polski do Szamotuł, grodu Halszki, miasta nad Samą. W 1 956 r. były i kończyły się uroczystości 500-lecia Szamotuł. Tak to na początku drugiego 500-lecia grodu zjechała się młodzież z całej Polski do szamotulskiej Alma Mater rolniczej, naszej ukochanej szkoły. Było to Technikum Hodowlane, wówczas czteroletnie. Na egzamin w czerwcu nie przyjechaliśmy, bo było poznańskie powstanie, właśnie na końcu czerwca. Jak się uspokoiło, to nas setka przybyła do drewnianego baraku - i szkoły nad rzeką Samą w parku przy baszcie i zamku. Do baraku, gdzie stał przy wejściu na początku korytarza drewniany szkielet konia (...). Była to wspaniała młodzież z kilku roczników: 1943, 42, 41, 40, nawet z 39. Miałem do szkoły blisko, bo z Bytynia, do siedziby miejscowego powiatu było 18 km. Po egzaminach zostaliśmy przyjęci do szkoły. Zanim zaczęliśmy we wrześniu naukę, już od chwili przyjazdu na dworzec, opiekowali się nami starsi koledzy z drugiej i trzeciej klasy, wprowadzając nas do internatów. Tak, bo było kilka internatów. W baraku przy więzieniu na ul. 1-go Maja, na "Korei" (bo tak to nazywaliśmy) w budynku dawnej szkoły rolniczej, ładnym i murowanym, gdzie był radiowęzeł na Placu Sienkiewicza przy nieczynnym kościele z krzywą wieżą. Też internaty w Baszcie Halszki i w Zamku, gdzie na parterze był sekretariat szkoły i mieszkanie rodziny pana dyrektora, wspaniałego inż. Bronisława Szczepańskiego. Też na parterze były dwie sale do ćwiczeń - to gabinety z chemii i biologii (jedna z tych sal na pewno była przedtem mieszkaniem chłopaków. Na piętrze mieszkał pan prof. inż. Marian Kuska z rodziną. Tam mieszkały również wychowawczynie internatu dla dziewczyn i nauczycielki - prof. Wilniewczyc i pani prof. Aleksandra Krazue z języka rosyjskiego i wspaniała wychowawczyni w internacie. Rodzinne mieszkanie obok zajmował wieloletni dyrektor i zastępca - mózg szkoły prof. Bohdan Grabowski. Tam też był internat uczennic. Blisko Zamku jest parterowa oficyna, wtedy zamieszkiwały w niej trzy rodziny: pana prof. Juliana Dumani, ułana, długoletniego woźnego pana Kieryka i gorzelanego pana Sidoruka - jego rodzinę mniej pamiętam. Przy szkole było gospodarstwo rolne: obory, świniarnia, gorzelnia na podwórzu i park maszynowy pod wiatą. Za podwórzem sad jabłoniowy (ale nam te jabłka we wrześniu smakowały), za sadem łącznie warzywny ogród ciągnący się od Samy obok mostu na ulicy Zamkowej. Blisko Samy, opodal fosy, na skraju parku przyzamkowego, ciągnącego się od Zamku i Baszty był barak - to nasza szkoła. Na pewno uczyło nas cudowne grono, zapamiętani i niezapomniani wychowawcy i nauczyciele. Teraz z serdecznością wspominam naszych kochanych nauczycieli. W pierwszej klasie wychowawczynią naszą była uczuciowa pani prof. Halina Cynalewska, absolwentka uczelni WSR w Olsztynie. Przez wszystkie lata uczyli nas: polonistka Maria Brzeskwiniewicz, matematyki Romana Bezdekowa, , z wieloletnim stażem wspomniany Bohdan Grabowski, uczący nas uprawy roli i roślin - ogólnej i szczegółowej, Julian Dumania, który wykładał nam hodowlę zwierząt gospodarskich. Przysposobienia wojskowego i wychowania fizycznego uczył prof. Stanisław Sałata, który mieszkał z rodziną blisko Placu Sienkiewicza. Pod jego opieką, w głębi parku, niedaleko Samy, urządziliśmy strzelnicę, gdzie strzelaliśmy z KBKS-u w ramach ćwiczeń z PW. Absolwent szkoły inż. Zdzisław Skobejk szkolił nas i opiekował się nami na praktykach, które odbywały się raz w tygodniu od rannych godzin lekcyjnych do obiadu. Pani prof. Maria Pikul dojeżdżała z Baborówka i szkoliła nas w miernictwie i jeszcze jakąś ekonomię nam wykładała. Historyk prof. Szczepan Moskwa (pracujący od początku szkoły, bo w 1956 r. szkoła miała już 10 lat, o czym wtedy nie wiedzieliśmy), szczególnie na długiej przerwie wyłapywał palaczy, chodząc z dłuższą linijką po ubikacją szkolną i za barakiem. Jednak nikomu nie robił szkody z tego powodu. Jakie to były rolnicze szkoły przedwojenne, mało wiemy, Jednak po nich odziedziczyliśmy spuściznę i ją zasmakowaliśmy. Po reorganizacji w 1957/58 z Technikum Hodowlanego powstało Państwowe Technikum Rolnicze - pięcioletnie - PTR. Nosiliśmy zielone czapki jak studenci i wiatrówki, zielone wierzchnie bluzy i tarcze przyszywane na rękawach. W PTR szczęśliwie ukończyliśmy szkołę i pozdawaliśmy maturę. W trzecim roku nauki do grona nauczycielskiego dołączył inż. mgr Bogdan Kiełczewski, uzyskał później tytuł naukowy doktora, mieszkał z rodziną w nowym internacie przy ul. Zamkowej 2. Prof. Bogdan, patriota, wydał książkę "Klucz i słuchawki", uczył nas mechanizacji rolnictwa. Szamotulanie uczniów naszej szkoły, naszych kolegów i koleżanki nazywali "Kapuśniakami". Po reorganizacji 1957/58 i likwidacji szkół rolniczych w Grzybnie i Międzychodzie, do grona pedagogicznego dołączyła prof. Ludmiła Szulc, która uczyła nas ochrony roślin oraz Kazimierz Rudzki od zajęć praktycznych. Z Międzychodu prof. Józef Kowalski, który był wychowawcą w internacie i młoda nauczycielka inż. Teresa Żórawska, córka ułana. Została naszą wychowawczynią w kl. II b, mieszkała w skromnym pokoju na drugim piętrze w internacie i z nią ukończyliśmy szkołę z maturą w kieszeni. Absolwenci poszli do szkół na dalszą edukację. Z wielką zdobyczą wyniesioną z szamotulskiej szkoły rolniczej - wiedzą zawodową wzmocnioną edukacją moralną i wychowawczą. Rozproszyli się po uczelniach: Wyższej Szkole Rolniczej w Poznaniu, Wrocławiu, Szczecinie, Kaliskim Studium Nauczycielskim, uczelniach wojskowych i innych. Z tymi dobrymi wiadomościami łatwiej im było w szkołach pomaturalnych. Pokończyli je jako cywile, wojskowi, a niejedni zostali profesorami, doktorami i dalej uczyli młodzież, przekazując im wiadomości zdobyte od Kapuśniaków i naszych wspaniałych, kochanych profesorów szamotulskiej rolniczej Alma Mater. Wielu poszło do pracy zawodowej, jak to w życiu. Wielu zostało księżmi i osobami konsekrowanymi. Przecież po tzw. odwilży popaździernikowej w 1956 r. Ksiądz Edmund Klemczak przyjeżdżał na motocyklu na lekcje religii w baraku. Uczył nas, średniaków w szkole, chrześcijańskich zasad życia. Dzięki mu za to. Był duchowym wychowawcą w szamotulskim Domu Dziecka, później proboszczem w Kruszewie i w leżącej nad jeziorem Białej. Jako nieznajomemu plażowiczowi, płynący do brzegu kajakarz powiedział "Dzień dobry, panu". Był to Wujcio ks. Karol Wojtyła, ten wielki Mąż Boży. Wspominam też jedne z rekolekcji wielkopostnych dla młodzieży. Szkoły miały wolne, a młodzież internatowa i z miasta miała rekolekcje w kolegiacie. Była to wspaniała duchowo - wiosenna junacka przygoda, wyryta na całe życie. Pamiętam też kolędę w internacie po Bożym Narodzeniu. Mieliśmy też spotkanie absolwenckie dwóch klas - Teresy Żórawskiej i Bogdana Kiełczewskiego. My, abiturienci zdaliśmy maturę w 1960/61 roku i rozjechaliśmy się po świecie. Szkoła trwa. Następni wspaniali pedagodzy kształcili kadry rolników, a później absolwentami zostały dzieci wcześniejszych absolwentów. Miłość szkolna trwała, niejednokrotnie zakończyła się małżeństwem. Chcę zakończyć uznaniem i podziękowaniem skierowanym do nauczycieli i wychowawców. Pamiętamy, wspominamy i nie zapomnimy tych z rolniczej Alma Mater w Szamotułach, którzy nas wysłali w Polskę i świat lepszymi i mądrzejszymi. Stanisław Teisner (Stachu z Bytynia) rocznik 1956-61 Najlepsza szkoła średnia w Polsce Kiedy po skończeniu drugiej klasy w innym technikum zostałem zmuszony do przeniesienia się do "Kapuśniaków" (Państwowe Technikum Rolnicze nr 5) w Szamotułach, byłem bardzo nieszczęśliwy. Musiałem zostawić środowisko, w którym dość beztrosko dotychczas funkcjonowałem, fajnych kumpli i koleżanki i przenieść się do internatu oddalonego ponad 100 km od domu. W tamtym okresie było to bardzo daleko. Byłem pełen obaw: co to za miasto te Szamotuły? Na jakich kolegów trafię? Jak mnie przyjmą? Jacy są tam belfrowie? Moje obawy spotęgował pierwszy dzień w szkole, kiedy to ówczesny Dyrektor (Józef Koperski) odesłał mnie z powrotem do internatu, ponieważ miałem: za długie włosy, marynarkę w niewłaściwym kolorze, za wąskie spodnie (ówczesna moda) i niewłaściwego formatu torbę. Nie miałem natomiast właściwej zielonej czapki i przyszytej tarczy na ramieniu. Okazało się, że dyscyplina w tej szkole jest znacznie ostrzejsza, od tej do której chodziłem. Obawy rosły. Z drugiej strony zacząłem zauważać, że trafiłem do klasy z pełnymi życzliwości i koleżeństwa uczniami, prowadzonej przez wspaniałego (chyba bliskiego ideałowi) pedagoga, Romanę Bezdekową. Zresztą pozostali belfrowie to w zdecydowanej większości fachowcy, dobrzy pedagodzy (jedni lubiani bardzo, inni trochę mniej), z pewnością wysoka klasa. Brakuje miejsca, aby o nich wszystkich napisać. Nie mogę jednak niektórych pominąć (kolejność jest tutaj zupełnie przypadkowa). Może wykorzystuję sytuację do bardzo subiektywnych ocen, ale gdybym nie wspomniał o prof. Ludmile Szulc, którą nazywaliśmy Miłką, byłby grzech. Pozory surowości, w rzeczywistości serce na dłoni. Przyjaciółka moich rodziców - zawdzięczam jej tyle, że tylko ona wie, ile. Dyrektor Tadeusz Bielaczyk - wzór dyrektora, nauczyciela i człowieka. Bardzo się cieszę, że jego syn był moim studentem i mogłem, przynajmniej w jakiejś mierze zademonstrować mu, jakim nauczycielem był jego ojciec. Prof. Krystyna Zatońska - miała taką pasję zootechniczną, że skończyłem Wydział Zootechniczny Akademii Rolniczej w Poznaniu. Prof. Romuald Malinowski, rusycysta i sportowiec. Wiem, że przysporzyłem mu siwych włosów, ale myślę, że już mi odpuścił. Polonistki prof. Brzeskwiniewicz i prof. Ćwirlej pokazały uczniom technikum rolniczego, że język polski to naprawdę piękna kwestia. Może pani prof. Ćwirlej niezbyt mnie lubiła, ale wie, że bardzo ją ceniłem. Nasz wychowawca w klasie maturalnej - Józef Koperski. Dawał nam szkołę, a my "jemu". Do dzisiaj wspominam dykteryjki czy anegdoty (więcej czy mniej dla niego sympatycznie), będące jego udziałem, ale marynarką noszę zapiętą. Wzór fachowości i obiektywnej, do bólu sprawiedliwej oceny, - Prof. Bronisław Szczepański. Jego pogląd na piłkę nożną (22 durniów biega za jedną piłką, a 100 tysięcy pije i wyje) przeszedł już do historii szkoły. Prof. Pruszkowski - bardzo lubiany nasz gość od przysposobienia obronnego i sportu. Chyba dobrze, że byłem w miarę dobrym sportowcem, bo miłością mnie specjalnie nie darzył. Prof. Helenka Wojciechowska dla nas świeżo upieczona nauczycielka w-f. Była tak sympatyczna, że nie chodziła do naszej klasy. Prof. Elżbieta Jaraczewska - kierowniczka internatu. Jak ona mnie nie lubiła, a ja zawsze uważałem, że internat prowadziła wzorowo. Pozostała nasza wychowawczyni - Romana Bezdekowa. Nic o niej nie piszę, bo wszystko będzie za mało. Ona była po prostu super. Zawsze się można zastanowić, jaki był poziom nauczania w naszej szkole? Mogę to pokazać na swoim przykładzie. Spokojnie zdaliśmy maturę. Po maturze spokojnie dostałem się na studia na Akademii Rolniczej w Poznaniu, na Wydział Zootechniczny, który uchodził wówczas za swego rodzaju elitarny kierunek studiów. W czasie studiów wszystkie przedmioty zawodowe były dla mnie, absolwenta Szamotuł, bardzo łatwe. Wiedza wyniesiona w tym zakresie z technikum w pełni wystarczała na spokojne zdawanie egzaminów (studia skończone z wynikiem bardzo dobrym). Wiedza ta mi pomogła niewątpliwie w napisaniu i obronieniu doktoratu z zakresu ekonomii w Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Doktorat dotyczył oczywiście ekonomiki rolnictwa. Do dzisiaj wykorzystuje w swojej pracy, jako wykładowca akademicki, wzory, jakie podpatrzyłem u swoich szkolnych nauczycieli. Do dzisiaj zresztą te wzory (kompetentność, życzliwość, sprawiedliwość) są cały czas aktualne. A uczniowie? Takie ekstra towarzystwo, jakie w tamtych czasach stanowili uczniowie PTR i PTOR, trudno znaleźć. Pomijają naszą super klasę (rocznik maturalny 1972 - jak mogło w jednej klasie znaleźć się tyle wspaniałych osób?) dotyczy to zarówno starszych jak i młodszych kolegów, a w szczególności koleżanek. Piękne natomiast jest to, że wiele z tych kontaktów funkcjonuje do dzisiaj i wiadomo, że na kolegów "kapuśniaków" zawsze można liczyć. Dzisiaj wiem, że gdybym nie trafił do tej szkoły, nigdy nie osiągnąłbym tego, co osiągnąłem. Wiem, że dokonało się to dzięki otoczeniu, w którym się znalazłem: nauczyciele, dyrekcja, kierownictwo internatu, koleżanki i koledzy. Dlatego też w imieniu własnym i moich bliskich wszystkim wymienionym dziękuję. Na koniec pytanie: czy można być dumnym z tego, że było się, czy jest się "kapuśniakiem"? Myślę, że nie tylko można, ale i trzeba. Chodziliśmy naprawdę do wspaniałej szkoły (przynajmniej ja ją tak odebrałem). Naszej szkoły. Przecież to my wszyscy tworzyliśmy i tworzyć będziemy jej wizerunek. Kiedyś w Warszawie powiedziałem zdanie, że chodziłem do najlepszej szkoły średniej w Polsce. W wesołej atmosferze zaczęto dyskutować, które to warszawskie liceum jest najlepsze. Ktoś zauważył, że przyjechałem z Poznaniu, a więc które z poznańskich? Było wesoło. Wreszcie powiedziałem, że mówię o Technikum Rolniczym w Szamotułach. Przestano żartować. Pokiwano głowami. Bądźmy dumni z naszej szkoły! Dr Wojciech Chomicz Akademia Ekonomiczna w Poznaniu absolwent 1972 Wspomnienia o szkole i nauczycielach Przed ukończeniem przeze mnie szkoły podstawowej mój wujek powiedział mi, że najmilej wspomina czasy szkoły średniej. Z jego opowiadań wynikało, że to nie tylko okres nauki, ale poszukiwania wartości, ideałów, kształtowania charakteru i osobowości. Był to w jego życiu również okres podróżowania, zabaw ze znajomymi i czas zauroczenia koleżankami z innych klas. To samo powiedziałbym dzisiaj młodym ludziom, którzy zaczynają naukę w szkole średniej. Na początku strach, ustawianie pierwszych klas przez nauczycieli poszczególnych przedmiotów, "szkolenie kotów", i mycie głów przez kolegów ze starszych klas. W pierwszej klasie najzabawniejsze zadania do wykonania zadawano nam na lekcjach biologii. Pamiętam jak musieliśmy przenieść różne owoce do przygotowania do przygotowania plansz morfologicznych w połowie grudnia. Musieliśmy pootwierać w domach wiele słoików z kompotami, aby wyciągnąć po jednym owocu. Na lekcji uprawy roślin zadano nam przyniesienie próbek gleby do analizy zwartości wapnia. Akurat wtedy złapał już mróz i musiałem łyżeczką skrobać twarde skiby, aby zdobyć małe próbki ziemi. Siedząc na tym zamarzniętym polu zacząłem się zastanawiać, czy mój wybór szkolny był trafny. Prawdziwe życie w szkole zaczęło się dla mnie dopiero po drugiej klasie. Nauczyciele przestali nas już tak piłować, mniej zadawali nauki do domu i byli bardziej sympatyczni. Co wspominam najczęściej i najprzyjemniej? Oczywiście zajęcia pozalekcyjne. Najmilej wspominam wyjazdy z Zespołem Folklorystycznym Janiny Foltyn. Wspaniały okres w życiu, w którym młody człowiek zdobywał nowe doświadczenia, poznawał koleżanki i oczywiście uczył się tańczyć. Zwieńczeniem tych trudów i wielu godzin prób były wyjazdy na Przeglądy Twórczości Młodzieżowej, na których bardzo często zdobywaliśmy nagrody i wyróżnienia dla naszej szkoły. Po próbach Zespołu Regionalnego, które odbywały się w internacie, przechodziłem na salę gimnastyczną na treningi zapaśnicze prowadzone przez pana prof. Jerzego Śwista. Muszę przyznać, że ten nauczyciel potrafił przekuć nasze ciała w hartowaną stal. Nigdy przedtem ani potem nie osiągnąłem takiej sprawności fizycznej. Jakie przedmioty utkwiły mi najbardziej w pamięci? Na pewno specyficzne lekcja biologii, humorystyczne zajęcia z przysposobienia obronnego, pełne koncentracji, skupienia i zdziwienia lekcje matematyki. Dziwiliśmy się wtedy, że wychodziły nam zupełnie inne wyniki niż powinny być na tablicy. Słyszeliśmy wtedy, że popełniliśmy zbrodnie matematyczną. Wspominam również ciężką orkę na uprawie i strach na chemii, aby przy doświadczeniach coś się nie zapaliło albo nie wybuchło. Z języka polskiego silne wrażenie wywierał na nas zawsze wirujący długopis; nigdy nie wiadomo było na kogo padnie i kto pójdzie do odpowiedzi. A tak na poważnie była to kuźnia tworzenia własnego stylu pisania oraz wyrażania własnych myśli i wypowiedzi. Podczas poznawania kolejnych epok biesiadowaliśmy w oświeceniu, sięgaliśmy tam, gdzie wzrok nie sięga, mieliśmy serca i patrzeliśmy w serca, bawiliśmy się na "Weselu" i poznawaliśmy jak żyli "Chłopi". Jednak najwspanialsze po 45 minutach lekcji były dla nas przerwy. Przez ten krótki czas żyło się bardzo intensywnie, miało się chęć zamienić kilka zdań z jak największą liczbą znajomych i jeszcze zjeść śniadanie. A śniadania najlepiej było ze znajomymi spożywać na parapetach w toaletach "w specyficznym zapaszku dymu papierosowego i nie tylko". Wtedy to było "trendy". Do dziś nie wiem na czym polegał fenomen tego miejsca spotkań - otoczenie czy towarzystwo? Co dała mi nauka w Technikum Rolniczym w Szamotułach? Solidne podstawy i możliwość dostania się i wytrwania na studiach wyższych. Wiedza zdobyta w szkole średniej i na studiach jest dla mnie cały czas użyteczna. W kształtowaniu poglądów i osobowości młodych ludzi oprócz rodziców ogromną rolę odgrywają wychowawcy i nauczyciele. To właśnie z ich umiejętności, wiedzy i doświadczenia korzystamy przygotowując się do dorosłego życia. Jest tylko jedna zależność - czy tę wiedzę chce się w życiu wykorzystywać czy nie? dr Waldemar Zielewicz Adiunkt Uniwersytetu Przyrodniczego im. A. Cieszkowskiego w Poznaniu, Katedra Łąkarstwa rocznik 1983-88 Mozaika pozytywnego koleżeństwa Wspomnienie "Rolnika", po 20 latach od pożegnania się z tą szkołą, to jak odkopanie skarbu ukrytego w czasach dzieciństwa. W skarbie tym mnóstwo prostych rzeczy, w kontekście emocjonalnym, cieszą do dzisiaj. Tak właśnie po latach postrzegam Kapuśniaka, jako mały skarb dzieciństwa. Bo choć wtedy uważaliśmy się za dorosłych, to dzisiaj ta optyka się zmieniła. Przecież byliśmy dzieciakami, tylko trochę wyrośniętymi. I na finał mojego dzieciństwa, szkoła ta pięknie je wyrzeźbiła. Jak to zazwyczaj bywa, ważne momenty w życiu są dziełem przypadku. Dla mnie "Rolnik" był potwierdzeniem tej tezy. Po zdaniu egzaminów do szamotulskiego "Ogólniaka" w sierpniu podjąłem niezrozumiałą dla wielu decyzję o zmianie szkoły. Dlaczego wybór padł na Jubilata? Może dzieciństwo wrośniętę w wieś, może Rolnik miał spełnić marzenia o zostaniu weterynarzem? A może pragmatyczne spojrzenie rodziców, że dobrze mieć po szkole średniej zawód? To był pierwszy w moim życiu ważny wybór. Choć wtedy wybór ten - jak to w przypadku 15-letniego dzieciaka - nie był oparty na rzeczowych argumentach, ale też na sporej dawce emocji i intuicji. Dziś wiem, że to właśnie jeden z życiowych wyborów, który pomógł mi doprowadzić mnie do stanu "życiowego szczęścia", z jakim się obecnie identyfikuje. Tak też dzisiaj postrzegam "Kapuśniaka" jako szkołę życia, która musi być słodka i gorzka. Ta słodycz to dla mnie głównie przyjazna atmosfera szkoły. Tworzyli ją niektórzy nauczyciele, ale przede wszystkim koleżanki i koledzy uczniowie. Po dość trudnych doświadczeniach w tej dziedzinie z szamotulskiej podstawówki, "Kapuśniak" okazał się dla mnie mozaiką pozytywnego koleżeństwa. Przez pięć lat - nie tylko w mojej klasie, ale w całej szkole - nie napotkałem negatywnej postaci wśród uczniów. Myślę, że rodzaj szczególnej więzi pozwoliły nam ukształtować wspólne doświadczenia poza szkołą, których uczniowie innych szkół mogli doświadczyć np. tylko podczas wycieczek szkolnych. My takie "wycieczki" mieliśmy fundowane dość często. A nazywały się one: "praktyki szkolne". Jako przyszli rolnicy byliśmy wysyłani na tę praktyczną naukę zawodu na łono natury. Aby wejść na pokład wyjątkowego środka transportu zwanego "Arizoną" (osobowa przyczepa rolnicza), należało przejść weryfikację umundurowania, czyli kombinezonu i głównej części garderoby praktykanta - beretu z antenką. Weryfikacji tej dokonywała postać wyjątkowa - profesor Józef Koperski. Poległem przy pierwszym podejściu z powodu braku antenki. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego ona była taka istotna. Wtedy Pan Koperski był dla mnie gorzką stroną "Rolnika". Dzisiaj ta gorycz ma kolor złota. A wspomniane więzi i lepsze poznanie kształtowaliśmy nie tylko przy ciężkiej pracy, ale także podczas bitew na pomidory, spotkań o 5 rano przy dojeniu krów w Gałopolu, czy pieczeniu ziemniaków na ognisku podczas wykopków. Wspominając szkołę z tamtych lat zawsze będę mówił o trzech wyjątkowych nauczycielach, bo do dziś mam ich w sercu. I do dziś każde przelotne spotkanie z nimi to dla mnie wielka radość. Zdzisław "Zdzichu" Kostrzyński był dla mnie wtedy rewolucyjnym nauczycielem. Wcześniej nie wiedziałem, że nauczyciel może w tak partnerski sposób traktować ucznia i w tak fascynujący sposób przekazywać wiedzę. Arkadiusz Majer to był szczyt inteligencji i taktu, który w doskonały sposób potrafił oczekiwać tego samego od uczniów. I postać dla mnie wyjątkowa - Anna Wicher (nawet teraz mam obawy ile znajdzie tu błędów). Potrafiła dać mi impuls do kreatywnego działania. To dzięki niej napisałem pierwszy w życiu tekst (o paleniu papierosów w uczniowskiej toalecie) do gazetki szkolnej. Może dlatego po ukończeniu "Rolnika" przez kilkanaście lat pracowałem jako reporter w gazetach... Co zawdzięczam "Kapuśniakowi"? Ta szkoła dała mi możliwość poczucia mocy rozwiniętych skrzydeł. Do dziś też chwalę się w towarzystwie i przed moimi trzema synami, że mam "prawo jazdy" na kombajn zbożowy. Piotr Michalak Dyrektor Szamotulskiego Ośrodka Kultury rocznik 1991-1996 Zaglądamy do kronik szkolnych "Rolnika". Może i Ty znajdziesz się na zdjęciu? - artykuł ze strony internetowej Kadra nauczycielska w roku szkolnym 2005/2006 Aleksandra Adamczak - język angielski Jacek Bartusch - geografia Renata Bednarczyk - przedmioty zawodowe Ewa Bielaczyk - bibliotekarz Marian Borowiec - przedmioty zawodowe Paweł Borowiec - informatyka Urszula Budniaczyńska - przedmioty zawodowe Elżbieta Czarnecka - przedmioty zawodowe Karolina Czyż - Dukat - matematyka Izabela Dąbrowska - język angielski Anna Dolińska - matematyka Izabela Dubiel - wychowanie fizyczne Adam Florczyk - przedmioty zawodowe Anna Gawlak - język niemiecki Urszula Golon - przedmioty zawodowe Piotr Gotowy - historia, wiedza o społeczeństwie Magdalena Grążka - geografia Marlena Grenda - język niemiecki Grażyna Hadyniak - pedagog Katarzyna Jakubowska - biologia Renata Jędrzejczak - język polski Kaliszan Joanna - język angielski Knutowicz Julita - wychowanie fizyczne Ewa Kobylińska - język niemiecki Zdzisław Kostrzyński - wychowanie fizyczne Anna Kustoń - historia Martyna Kustoń - język angielski Daniel Kuzara - matematyka ks. Szczepan Łakomy - religia Arkadiusz Majer - przysposobienie obronne Edyta Mazur - język niemiecki Jacek Napierała - język polski Katarzyna Nowak - biologia Ewelina Otulakowska - język polski Żaneta Pawlak - język angielski, informatyka Ewa Peraj - podstawy przedsiębiorczości Maria Perz - fizyka Małgorzata Piechota - wychowawca internatu Lidia Piotrowska - fizyka Katarzyna Ratajczak - chemia, informatyka Hanna Rys - historia Aleksandra Sadek - przedmioty zawodowe Piotr Sołtysiak - przedmioty zawodowe Beata Szeffler - matematyka Irena Szymańska - język polski Bartosz Świst - wychowanie fizyczne Jerzy Świst - wychowanie fizyczne Joanna Vowie - biblioteka Anna Wicher - język polski Magdalena Wilska - język niemiecki Beata Witczak - przedmioty zawodowe Iwona Witkowska - przedmioty zawodowe Helena Wojciechowska - wychowanie fizyczne Natalia Wolska - wychowanie fizyczne Katarzyna Zielewicz - przedmioty zawodowe Nauczyciele dochodzący: Teodor Bańczyk - chemia Przemysław Bąk - wychowanie fizyczne Urszula Ćwirlej - język polski Genowefa Florczyk - przedmioty zawodowe Alina Kaczmarek - język polski Mariola Kasper - religia Romualda Krusicka - techniki biurowe i komputerowe Koperski Józef - przedmioty zawodowe Feliks Korbik - przedmioty zawodowe Renata Madejek - wychowawca internatu Beata Matuszak - wychowanie muzyczne Alina Mielcarek - religia Zygmunt Sługocki - wiedza o społeczeństwie Krystyna Warguła - język niemiecki Barbara Zielińska - matematyka Nauczyciele uczący w filii Pniewy Anna Biniaś - Mierzkowska - język niemiecki Józef Biniaś - przedmioty zawodowe Hanna Brodowska - przedmioty zawodowe Wanda Gomuła - język polski Krzysztof Hojan - matematyka, informatyka Jan Kowalczyk - fizyka Piotr Kwita - historia Anna Nepelska - Budych - chemia Eleonora Novanska - geografia Wojciech Rabski - przedmioty zawodowe Maciej Siemieniak - biologia Julita Zuzek - przedmioty zawodowe Rozbiórka budynku "C" Pod koniec października 2019 r. do historii przeszedł budynek przy Zespole Szkół nr 2 w Szamotułach, w którym dawniej odbywała się część zajęć z przedmiotów zawodowych Rozpoczęła się wtedy rozbiórka baraku przy ulicy Zamkowej w Szamotułach, wchodzącego w skład Zespołu Szkół nr 2. Przez lata prowadzono tu zajęcia z przedmiotów zawodowych dla uczniów technikum. Budynek od dawna nie był użytkowany przez wzgląd na zły stan techniczny. A oto niektóre komentarze internautów z profilu na portalu społecznościowym - A tak tam fajnie było, zimno - Chodząc do Technikum miałam tam lekcje trochę zimno, ale dało się przeżyć - oj tak tyle uwag co w tym budynku dostaliśmy to chyba nikt nie miał - to były fajne czasy... - ja pamiętam, że tam zawiewało chłodem. - no zimno tam było strasznie, ale wspomnienia z tego miejsca super - Tyle wspomnień. Specyficzny klimat - Lekcje w zimie najlepsze i najcieplejsze wspomnienia Produkcja zwierzęca, roślinna, mechanizacja no i kantorek Pana Tadzia ( wtedy woźny - dziś parkingowy na Rynku), w którym pijało się kawkę - Pamiętam Pana Popko i jego tekst "do wiaty i z powrotem" - Mechanizacja z panem Tomczakiem - Super czasy baraki - Stare dobre czasy "baraki" tyle wspaniałych wspomnień - Mechanizacja z prof. Tomczakiem, Korbikiem, Bhp z prof. Gawrońskim. - Super czasy i plac apelowy - i odróbki w ogrodzie , którego już dawno nie ma - Lekcje z panem Rysiem Tomczakiem - to najlepsze wspomnienia z technikum. - Ja wspominam zajęcia z Panem Korbikiem Feliksem no i jazdy na ZETOR 7211!! Pan Włodek Stelmaszyk prowadził! No i mechanizacja Pan Gawronski! Pozdrawiam wspaniałych nauczycieli!! - Gdzie masz teraz lekcje? W Barakach to były czasy... - Mechanizacja z Panem Marian BorowiecNauka jazdy na placu, oczywiście cięgnikiemPraktyki z Panem Koperskim - I ta siatka w oknach - Miałam przyjemność mieć tam lekcje - Mechanizacji - Ale ten plac obok to lepsze wspomnienia... Zbiórka na praktyki i pan Koperski - Drabina - urządzenie służące do poruszania się w pionienajlepsze wspomnienia TRy - Lekcje w barakach miały swój klimat zwłaszcza z panią Urszulą Golon - Mechanizacja tam była! Miło wspominam! No i apel z Łza się kręci! Kroniki klasowe Kronika klasy Technikum Rolniczego (1994-1999) Wych. p. Marlena Grenda
Posts Ask me anything Archive „Odszedłeś cicho, bez słów pożegnania. Tak jakbyś nie chciał swym odejściem smuci… tak jakbyś wierzył w godzinę rozstania, że masz niebawem z dobrą wieścią wrócić.”— ks. Jan Twardowski pożegnanie słowa utraty strata utrata powroty See more posts like this on Tumblr #pożegnanie #słowa #utraty #strata #utrata #powroty More you might like martwe-zyciexxi-deactivated2019 Ostatnio nasza rozmowa skończyła się tak, jakby to było ostatnie pożegnanieYoungblood zagubiona-w-depresji “Utrata przyjaciół jest bolesna, zwłaszcza gdy nie rozumiesz dlaczego ich straciłeś.” — 13 powodów mymindmystars Uczucia są niepotrzebne. Nikt nie zwraca na nie uwagi. Ale słowa tak. siedemnasty-marca “Kurwa mać, wiadomość do wszystkich którzy rzucają słowa na wiatr: wrażliwe osoby to zapamiętują, później cierpią przez to, że są tak naiwne i łatwowierne, a przez to przywiązują się do takich ludzi. Uważajcie na to co mówicie i dopóki nie wiecie jak wielka wartość mają słowa to zamknijcie buźki.” — moje, starość ruskidiabel Nie pamiętałam o Tobie przez długi czas. Nawet powiem więcej - zauroczyłam się kimś innym. Nie wspominałam już tych wspólnie spędzonych chwil. Wyparłam z pamięci wszystkie słowa, które od Ciebie usłyszałam. Przez pewien czas czułam się wolna. Byłam pewna, że pokonałam to uczucie. Aż nagle, pewnego smutnego wieczoru, zatęskniłam. Zatęskniłam za Tobą, mimo że ktoś inny właśnie mi pisał, że jestem piękna. Zatęskniłam za Tobą, mimo iż obiecywałam sobie, że nie dopuszczę do siebie tej tęsknoty. Ale zatęskniłam. I nawet nie wiesz, jak bardzo. Czułam przy Tobie, że jestem w jestmizimnowserce “Przeżywam swój własny koniec świata i nie pierdol mi o tym, że nie wiem, jak boli strata.” — @jestmizimnowserce malusiaagwiazdka whiteanegeles whiteanegeles “Potrzebuję kogoś, kto się nie podda. Potrzebuję kogoś, kto nie pozwoli mi martwić się o jutro, kogoś, kto każdego wieczoru będzie zapewniał mnie, że rano nadal będzie obok i zawsze dotrzyma słowa. Kogoś, kto będzie chciał być nawet wtedy, kiedy sama siebie nie będę mogła znieść. Wszystko, czego potrzebuję, to obecność. Poczucie bezpieczeństwa, że ten, którego kocham, nie zniknie nagle, niezapowiedzianie, bez słowa. Wyobrażasz sobie, jak wspaniałe muszą być noce, kiedy zasypiasz z pewnością, że już nic złego nie może się stać” — nieznany niebotysiacagwiazd 19/06/18Odeszłaś bez słowa Powoli opuszczając moje życie Pozbierałaś po sobie wszystkie wspomnienia Wszystkie wspólne chwile Postanowiłaś mnie wymienić Podarować siebie komuś innemu Lepszemu Nie zatrzymałam cię gdy zamykałaś za sobą drzwi za którymi stałam jaLecz powiedz mi Czemu ciągle je otwierasz gdy okazuje się że potrzebujesz pomocy?AW nieidealna--ksiezniczka “MOŻESZ… Kochać się z nią namiętnie na kuchennym blacie lub odwalić szybką pozycję i do spania. Zaprosić na kolację lub narzekać, że nie zrobiła nic do jedzenia. Przegadać z nią całą noc lub zasnąć bez słowa. Wziąć ją na spacer lub przełączać kanały w telewizorze. Oddać jej swoją bluzę lub patrzeć jak przy tobie marznie. Przytulić ją, gdy się boi lub wyśmiać by nie dramatyzowała. Wysłuchać, gdy opowiada Ci o zmartwieniach lub mieć pretensję, że przesadza. Wysłać jej krótką, miłą wiadomość z pracy lub iść w zaparte, że nie miałeś wolnych 15 sekund. Przygotować kąpiel, zrobić masaż lub stwierdzić, żeby poszła spać jak jest zmęczona. Dać w sobotę okazję, aby włożyła sukienkę i szpilki lub pozwolić, aby spędziła wieczór sama. Pokazywać swoją miłość w czynach lub wciąż serwować słowa bez pokrycia. Zapewnić, że jest twą jedyną, piękną lub oglądać inne dupy na instagramie. Możesz… Sprawić aby czuła się kochana lub narzekać, że dziwnym trafem Wam się nie układa. Możesz skończyć wymyślać, że do kochania są potrzebne pieniądze i Bóg wie co. Do kochania jest potrzebne przede wszystkim… KOCHANIE i odrobina szczerych chęci.” — Kobus niemily wytłumacz mico takiego masz w sobie, że tylko ciebie spośród miliardów ludzi pragnę kochać
4 stycznia 2020 r. zmarł ks. kanonik Wojciech Jasiński, wieloletni proboszcz parafii Starczów i nauczyciel religii w Szkole Podstawowej nr 2 im. Papieża Jana Pawła II w Kamieńcu Ząbkowickim Odszedłeś cicho, bez słów pożegnania. Tak jakbyś nie chciał, swym odejściem smucić… tak jakbyś wierzył w godzinę rozstania, że masz niebawem z dobrą wieścią wrócić. Z głębokim żalem i smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci ks. kanonika Wojciech Jasińskiego, proboszcza parafii Starczów, który swoją dostojną posługą przy ołtarzu wyzwalał spokój i dobro duchowe Kościoła. Był szanowanym, lubianym, zawsze oddanym dla wiary i drugiego człowieka kapłanem. Śp. ks. kanonik Wojciech Jasiński pozostanie w naszej pamięci zarówno jako wspaniały proboszcz, bardzo zaangażowany przez dwadzieścia dwa lata w swoją duszpasterską pracę na terenie Starczowa i Kamieńca Ząbkowickiego 2, jak i znakomity nauczyciel religii oraz prawdziwy przyjaciel szkoły. Był z nami, jak prawdziwy Ojciec, do ostatniej chwili swojego życia, pomimo ciężkiej choroby i związanego z tą chorobą cierpienia. Pokazał nam, jak z godnością przeżywać trudne chwile w życiu, jak pokonać własny strach przed śmiercią. Do ostatnich dni swojego życia troszczył się o nasze kościoły i o swoich parafian. Dawał wspaniały przykład żarliwej wiary i umiłowania Boga. Cierpliwie uczył nas znaczenia codziennej modlitwy i praktyk religijnych. Odprawiał wspaniałe, niezapomniane Msze święte i nabożeństwa. Podejmował wiele działań w kościele, szkole i środowisku służących budowaniu lokalnej wspólnoty. Prowadził owocne katechezy, które zapamiętamy jako wspólne poszukiwanie prawdy i dobra, konkretne wymagania, motywowanie nas do wysiłku oraz docenianie i wynagradzanie tego wysiłku. Był zawsze pogodny, serdeczny, życzliwy, uśmiechnięty, żartobliwy, pełen pomysłów, zaangażowania i poświęcenia, w każdej sytuacji gotowy otoczyć swoich parafian prawdziwie ojcowską opieką. Śp. ks. kanonik Wojciech Jasiński włożył istotny wkład w budowanie historii i tradycji naszej szkoły. Był bardzo zaangażowany w nadanie szkole imienia Papieża Jana Pawła II i sztandaru, powstanie i wzbogacanie Izby Patrona, budowę i odsłonięcie pomnika Papieża Jana Pawła II, przygotowanie spotkania przedstawicieli społeczności szkolnej z Papieżem Janem Pawłem II w Krakowie oraz pielgrzymek do Wadowic i miejsc świętych, organizację pełnych wrażeń i wzruszeń spotkań społeczności szkolnej z kardynałem Henrykiem Gulbinowiczem, biskupem Ignacym Decem, biskupem Adamem Bałabuchem oraz z wieloma misjonarzami. Włączył szkołę do ogólnopolskiej oraz diecezjalnej Rodziny Szkół imienia Jana Pawła II. Pozyskał dla społeczności szkolnej osobiste Błogosławieństwo od Ojca Świętego. Zawsze uczestniczył w spotkaniach i wspólnych modlitwach społeczności szkolnej, parafialnej i gminnej w kościele oraz przy pomniku Papieża Jana Pawła II z okazji kolejnych rocznic pontyfikatu, urodzin, śmierci, beatyfikacji i kanonizacji Jana Pawła II. Odprawiał niezapomniane liturgie z okazji ważnych szkolnych uroczystości i wydarzeń. Był z nami podczas spotkań opłatkowych, Jasełek, licznych szkolnych uroczystości, imprez i wycieczek. Udzielał nam swojego kapłańskiego błogosławieństwa. Wspierał wiele szkolnych przedsięwzięć, które uczyły nas miłości bliźniego, szacunku wobec drugiego człowieka, budowania więzi międzyludzkich, refleksyjnej postawy wobec ludzi znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej, umiejętności dzielenia się z innymi, pomocy potrzebującym. Gdyby miłość mogła uzdrawiać, a łzy wskrzeszać – dziś byłbyś z nami. Czcigodny Księże Proboszczu – spoczywaj w pokoju! Niech spotkanie ze Zmartwychwstałym Chrystusem będzie dla Ciebie nagrodą za owocną i pełną oddania drugiemu człowiekowi posługę kapłańską. Rodzinie i Bliskim Zmarłego ks. kanonika Wojciecha Jasińskiego składamy wyrazy głębokiego żalu i współczucia. Łączymy się w modlitwie z wszystkimi, którym nasz Czcigodny Ksiądz Proboszcz był bliski. Dyrekcja, nauczyciele, pracownicy administracji i obsługi, uczniowie, przedszkolaki i rodzice Zespołu Szkół nr 2 w Kamieńcu Ząbkowickim
Józef Serkowski Mój kochany Mąż, nasz Tatuś, Brat i Wujek "Odszedłeś cicho, bez słów pożegnania. Tak jakbyś nie chciał swym odejściem smucić, Tak jakbyś wierzył w godzinę rozstania, że masz niebawem z dobrą wieścią wrócić" Z głębokim żalem zawiadamiamy, że dnia 30 listopada 2016 roku zmarł nagle śp. Józef Serkowski, lat 60 Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się w poniedziałek, 5 grudnia 2016 o godz. pożegnaniem Zmarłego w kaplicy spopielarni przy ul. Grudziądzkiej 190/192. O godz. w kościele pw. św. Józefa zostanie odprawiona Msza Święta żałobna. Po Mszy Świętej ceremonia pogrzebowa odbędzie się na Cmentarzu Komunalnym nr 2 przy ul. Grudziądzkiej (naprzeciw Spomaszu). Pogrążona w smutku i bólu RODZINA Józef Serkowski Mój kochany Mąż, nasz Tatuś, Brat i Wujek "Odszedłeś cicho, bez słów pożegnania. Tak jakbyś nie chciał swym odejściem smucić, Tak jakbyś wierzył w godzinę rozstania, że masz niebawem z dobrą wieścią wrócić" Z głębokim żalem zawiadamiamy, że dnia 30 listopada 2016 roku zmarł nagle śp. Józef Serkowski, lat 60 Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się w poniedziałek, 5 grudnia 2016 o godz. pożegnaniem Zmarłego w kaplicy spopielarni przy ul. Grudziądzkiej 190/192. O godz. w kościele pw. św. Józefa zostanie odprawiona Msza Święta żałobna. Po Mszy Świętej ceremonia pogrzebowa odbędzie się na Cmentarzu Komunalnym nr 2 przy ul. Grudziądzkiej (naprzeciw Spomaszu). Pogrążona w smutku i bólu RODZINA Informacje Miejscowość spoczynku: Toruń Miejsce spoczynku: Cmentarz Cmentarz Komunalny nr 2 przy ul. Grudziądzkiej (naprzeciw Spomaszu).
odszedłeś cicho bez słów pożegnania