Maciej Zieliński - Basia i Marek - zobacz cały soundtrack z serialu Kryminalni wraz z teledyskami. Logowanie | Rejestracja | FAQ | Regulamin | Kontakt Główna
Basia i śmieci w.2021 Harperkids już od 14,41 zł - od 14,41 zł, porównanie cen w 24 sklepach. Zobacz inne Literatura dla dzieci i młodzieży, najtańsze i najlepsze oferty, opinie..
Muzyka z serialu Kryminalni. Przesłuchaj soundtrack i zobacz teksty oraz tłumaczenia piosenek wraz z teledyskami. Maciej Zieliński - Basia i Marek. 20.
Basia i Adam wymienili spojrzenia. Dumicz, w przeciągu jednego przesłuchania, wyczerpał prawdopodobnie miesięczną normę przeklinania. – Wszyscy wiedzieli. – Zatrzymany wzruszył ramionami. – Kaktus też? – Przede wszystkim. To dzięki niemu się poznali. – No dobrze, ale co to ma wspólnego ze śmiercią Chmielnickiego?
Avada_kedavra najlepsze było bo ona na początku zaczęła krzyczeć ''marek na pomoc!! marek.. !!'' on w tym czasie gonił tego drugiego i myślał że baśce co się dzieje albo nie daje rady. no to puścił tego swojego co gonił i biegnie do tego stawu a baska cały czas sie drze.
lirik lagu d masiv tak bisa hidup tanpamu. Marek i Basia - Kryminalni cz. 1 Pierwsze spotkanie Średniego wzrostu blondynka właśnie weszła na gmach komendy stołecznej w Warszawie. Dziś miała spotkanie o pracę . - Przepraszam Pana nie wie , gdzie pan jest gabinet inspektora Grodzkiego?- Basia - Idź prosto i w lewo .- policjant - Dziękuję panu .- Basia Młoda policjantka udała w skazanym kierunku. Zapukała do drzwi inspektora Grodziskiego. - Dzień Basia - Dzień dobry. Pani w sprawie pracy policjantki w wydziale zabójstw ? - Rysiek - Tak .Podkomisarz Barbara Storosz. - Basia - Inspektor Ryszard Grodzki. Przyjmuje pani posadę ? - Rysiek - Tak. - Basia - Pani Olu po proście Komisarza Adama Zawadę i Podkomisarza Marka Brodeckiego. - Rysiek Po chwili przyszli obaj panowie .Basia nie mogła uwierzyć , że będzie pracowała z najlepszym policjantem w mieście. - Pani Basiu jest to Komisarz Adam Zawada i Podkomisarz Marek Rysiek. - Rysiek my mamy z nią pracować? - Adam - Adam nie przeginaj. Podkomisarz Storosz ukończyła szkołę oficerską z najlepszym wynikiem . I ma za sobą staż na Pomorskiej. - Rysiek - Ona na pewno nie wie ile to jest 2+2=?- Marek - Bardzo śmieszne. Panie pana wiadomości 2+2 jest równe 4 .- Basia - Czy tą dyskusję możecie skończyć. Adam nie przekreślajcie jej od razu . - Rysiek - No nie mamy Sherlocka w spódnicy. - Adam - Panie komisarzu ja jestem w spodniach. - Basia - Widzę , że ta bezsesowna dyskusja nie skończy. Idźcie się integrować do kanciapy. -Basia - Ale .... - Marek i Adam - Nie ma żadnego ale. Nie po zabijajcie się , i któreś z was ma panią Basię oprowadzić po komendzie. - Rysiek - Panie inspektorze niech pan mówi do mnie po imieniu. Basia. - Basia - Okej. Macie się pogodzić . - Rysiek Cała trójka wyszła z gabinetu inspektora Grodzkiego. Basia idąc korytarzem zauważyła swoją przyjaciółkę z gimnazjum. - Zuzia .Cześć. - Basia - Cześć Basia co tu taj robisz? - Zuzia - A pracuję z komisarzem Zawadą i podkomisarzem Brodeckim. - Basia - Ja też z nimi pracuje. Dopiero po roku mnie zaakcteptowali. Herbaty czy kawy ? - Zuzia Na korytarzu dwa piętra niżej . - Jak mogłeś ją zgubić ? - Adam - Może się zgubiła. - Marek Dwa piętra wyżej . - Dzięki za herbatę. - Basia - Nie ma za co. Chodź pokażę Ci , gdzie jest kanciapa. Tych dwóch panów Zuzia - Dzięki. - Basia Zuzia wzięła kubek swój z herbatą i Basię , która niosła swoją herbatę. Po chwili byli w kanciapie dwóch oficerów. Po chwili wnieśli biurko dla Basi. - Mam nadzieję, że nie skończy na tym , że po roku cię Zuzia - Ja też . Chociaż zdążyłam z nimi pokłócić. - Basia - Oni po prostu nie lubią dziewczyn w swoim zespole .- Zuzia - Właśnie widzę. - Basia - Basiu daj im czas . Muszą przecież przyzwyczić do tego , że w ich zespole jest druga dziewczyna. - Zuzia Po chwili weszli Komisarz Adam Zawada i Podkomisarz Marek Brodecki. Basia wstała ze swojego dotychczasowego miejsca do siedzenia. - Pani Podkomisarz tu taj pani jest. - Adam . - Jak widać .- Basia - Ja lepiej się ulotnię - Zuzia - Zuzia nie tak szybko . Wy się znacie z podkomisarz Storosz ? - Adam - Do gimnazjum chodziłyśmy razem . - Zuzia - Ja lepiej pójdę poszukać toalety. - Powiedziała Basia . Nie chcąc zaczynać trzeciej kłutni w ciągu dwóch godzin . - Zuzia idź wskazać podkomisarz Storosz ubikację. - Z chęcią komisarzu. - Zuzia. I obydwie wyszły. - Adam czy ty musisz dla Zuzi i tej biednej podkomisarz być taki surowy ?- Marek - Ona bez mojego pozwolenia oddaliła się. - Adam - Ty jej się dziwisz. Spotkała swoją przyjaciółkę z gimnazjum. Zresztą dzieckiem nie jest . - Marek - Marek te dziewczyny to same kłopoty. - Adam - Ja przypominam , że miałeś żonę i dziecko . - Marek - Ty lepiej nie przeginaj . - Adam - Przepraszam , ale próbuje Ci wytłumaczyć , że jak przybyła Zuzia rok temu to w ten sam sposób do niej miałeś stosunek .- Marek - Trochę Adam - To przeprośmy podkomisarz Storosz. - Marek - Ty ją przepraszasz. - Adam - Adam ty też dla niej nie byłeś nie miły - Marek - Może i masz racje - Adam Po chwili weszła Basia z Zuzią. - Zuzia możesz wyjść - Adam - Lepiej nie. - Zuzia - Boję Basię zostawić z waszą dwójką sam na sam. - Basia - Niech Ci będzie - Adam. - Pani Podkomisarz chcieliśmy panią przeprosić . Przepraszam. - Przeprosiny przyjęte . Basia - Basia - Adam - Adam - Przepraszam - Marek - Przeprosiny przyjęte Basia - Basia - A ja Marek - Marek - No zuchy trzeba jeszcze powiedzieć inspektorowi , że się pogodziliśmy. - A wasza dwójka nie powinna go też przeprosić? - Zuzia - Zuzia....- Adam - Ale ona ma racje Adam- Marek Basia zaczęła chichotać. Przypominają sobie rozmowę w gabinecie inspektora. - Basia , a ty z czego się śmiejesz? - Adam - Przypomniałam sobie rozmowę , którą prowadziliśmy w gabinecie inspektora Grodzkiego . - Basia - No Rysiek nie był zadowolony . - Adam - To dlatego Adam i ty Marek idziecie go przeprosić. - Basia - Ty też uczestniczyłaś w tej rozmowie . - Marek - Ale to nie ja go zdenerwowałam tylko wasza dwójka. - Basia - Mam pomysł - Zuzia - Jaki ? - Basia , Marek i Adam - Cała wasza trójka inspektora przeprosi - Zuzia - Nie chcę aby do kolejnej kłótni doszło .- Zuzia - Może i masz racje. - Marek , Basia i Adam Cała trójka udała się do gabinetu inspektora Grodzkiego . - Proszę ! - Rysiek Weszli do środka. - I co pogodziliście się ? - Rysiek - Tak i przepraszamy za swoje zachowanie - Adam , Marek i Basia - Dobrze przeprosiny przyjęte. - Rysiek Usłyszeli pukanie do drzwi. - Proszę ! - Rysiek - Mamy sprawę - Zuzia - Pierwsza sprawa Basiu - Adam
Kiedy Marek koło godziny 8:15 rano wszedł do kuchni w pensjonacie zastał tam już Pawła. - ale ranny ptaszek z Ciebie- zakpił Marek- nad czym tak dumasz? - myśle czy wszystko jest załatwione- Paweł - i ze jakby nie sprawdzać listy gości ciagle brakuje 3 najważniejszych osób ?- domyślił sie Brodecki- rodzice i brat? - tak- Paweł- teraz to do mnie dotarło a poza tym to żołądek mnie łupie - trema??- zakpił Brodecki- cześć Adam - czołem- ziewnął Zawada i sięgnął bo butelkę wody mineralnej- nie naśmiewaj sie z Pawła bo sam nie byłeś lepszy. - ide sie ogolić bo jak dziewczyny sie zabarykadują to nie zdązymy na 14-stą- Marek - masz rację- Adam W domu państwa Storosz koło godziny 11:00 panował już ruch. Basia siedziała w pokoju i czekała na spóźniającą sie fryzjerkę. - maamoo! No gdzie ona jest?- zawołała rozpaczliwie - słonko, zaraz przyjdzie. Miała klientkę w zakładzie- p. Storosz – o już jest! Agata! Wychodż natychmiat z łazienki! - mamoo! Oczko mi poszło w rajstopach- zawyła Agata- gdzie są zapasowe? - w moim pokoju w szufladzie!- wrzasneła Basia- Michał! Zamorduję Cie! Wychodż z łazienki! W pensjonacie wcale nie było spokojniej. - ja nigdzie nie idę!- oznajmiła Iza wchodząc do kuchni gdzie była Kasia , Adam i Beata - czemu? Źle sie czujesz?- zaniepokoił sie Adam - niee, sukienka mi nie pasuje. Dwa dni temu była jeszcze dobra- Iza - o Boożee, kobieto, chodź!!- załamała ręce Kasia i obydwie poszły do pokoju- ubieraj ją! - no przecież mowię ze za ciasna- zaprotestowała Iza ale ubrała sukienkę - a guziczek odpiełaś pod paskiem? Nie! I już dobra- Brodecka- zapomniałaś o tym? - mhm- Iza- atmosfera ogólnej paniki mi sie udzieliła. Przed chwilą dzwoniłam do Basi! - no to wszystko jasne- Kasia - no nie, ja sie powieszę!- ryknął Paweł - następny? Kasia- a tobie co nie pasuje? - spodnie!- jęknął Nowacki- jak kupowałem to mi były jeszcze za duże! Marynarka też pewnie bedzie za ciasna - a nie mówiłam zebys wziął te większe?- Beata- mowiłam! - no przecież nie mogłem przytyć ponad 6 kilo! Jakim cudem?- Paweł - normalnym- powiedziała Beata i poszła do swojego pokoju i po chwili wróciła z drugim kompletem ubrania- przewidziałam to! Przebieraj sie szybko! Wziełam w ostatniej chwili! - ratujesz mi dzisiaj życie! – Paweł ucałował Beatę w czoło i popędził sie przebrać - żeby tylko dzisiaj- Beata- schudł prawie 18 kilo w czasie choroby a teraz dośc szybko wraca do normalnej wagi. - duzo mu jeszcze zostało?- Adam - w sumie to już 14kg przytył- Beata- po powrocie robimy dokładne badania ale podejrzewam ze juz jest zdrowy - Adaam! Maasz obrączki??- zawołał Paweł - nie, wpadły mi do ubikacji- odpowiedział Adam- ŻARTOWAŁEM!! – szybko dodał widząc panikę w oczach Nowackiego - kto ma jeszcze jakiś problem to niech sie teraz zglosi- stanowczo powiedziała Kasia - mamuusiuu, mi sie chce siusiuu- Ania - ja sie nią zajmę- Marek- jedżcie już do koscioła. Paaweł! Limuzyna podjechałaa! - mam zawał! Nigdzie nie idę- oznajmił stanowczo Pan Młody Po kilku minutach panika i wszelkie problemy techniczne zostały opanowane i Pan Młody wraz ze świadkami wsiedli do samochodu udając sie po Pannę Młodą. - Basieek! Jadąąąą !- zawołała Agata Gdy wszyscy zebrali sie duzym salonie z piętra zszedł pan Storosz prowadząc Pannę Młodą ukrytą za welonem. Paweł stał oniemały. Również Adam z podziwem spoglądał na przepiękną Basię. - już moze sz oddychać- wymruczał do Pawła wpatrującego sie w narzeczoną jak w obrazek. Rodzice Basi i rodzice chrzestni Pawła pobłogosławili parę po czym wyruszyli w drogę do Koscioła gdzie już czekali wszyscy goście. Młoda Para wysiadła z samochodu i powoli weszli do kościola. Tuż za nimi szli swiadkowie: Adam i Iza. Basia ukradkiem spojrzała na Pawła, który był bardzo poważny. Nowacki wyczul jej spojrzenie bo leciutko scisnął jej dłoń i zajęli miejsca. Rozpoczęła sie msza aż w końcu nadszedł moment przysięgi małżeńskiej. Stanęli naprzeciwko siebie i powtarzali za ksiedzem - ja, Paweł, biore sobie Ciebie, Barbaro za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cie nie upuszczę aż do śmierci- wyrecytował Paweł - ja , Barbara, biorę sobie Ciebie, Pawle, za męża i ślubuję Ci miłość , wierność i uczciwość małżeńską oraz, żę Cie nie opuszczę aż do śmierci- Basia Adam i Iza spojrzeli na siebie i trzymając się za rece obserwowali nakładanie obrączek przez narzeczonych. Mama Basi nie umiała już dłuzęj powstrzymać łez. - Barbaro , przyjmij tą obrączkę, jako dowód mojej miłości i wierności, w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. – Paweł załozył obraczkę na palec Basi patrząc jej w oczy - Pawle, przyjmij tę obrączkę, jako dowód mojej miłości i wiernośći, w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego – Basia nałożyła obrączkę mężowi Marek w ławce spojrzał na żonę i trochę sie przybliżył. Zuzia i Dorota uśmiechały sie, koleżanki Basi słuchały przysięgi małżeńskiej trochę jej zazdroszcząc. W końcu uroczystość zakonczyła sie i Młoda Para wstała i skierowała sie do wyjscia przy akompaniamencie Marsza Weselnego. Paweł wychodząc spojrzał na Basię i po raz pierwszy sie uśmiechnął do Niej. Po chwili zostali zasypani ryżem i monetami. Zaczęły sie życzenia od gości. Adam i Iza odbierali prezenty i kwiaty. Tłum gości ruszył w stronę pensjonatu pod kierownictwem Brodeckich. ciąg dalszy nastąpi!!! WEsele w kolejnej częsci !! Mam nadzieję ze oddałam nastrój i notka sie wam podoba???? Pozdrawiam!
Witam ponownie :) Zostawiam dziś dla Was pierwszą część opowiadania. Zaczyna się ono w grudniu i ma miejsce po ostatnim odcinku siódmej serii. Z tą małą zmianą, że Marek jednak nie jest idiotą i wrócił do swojej ukochanej pracy ;) Opowiadania będą bardziej zawierać część prywatną, nie jestem mistrzynią kryminału i nie zamierzam udawać, że jest inaczej, poza tym sprawy mieliśmy bardzo ładnie opisywane w serialu, a właśnie tej "prywaty" czasami brakowało. A, jeszcze jedno - oddałam im samochody, Adam nadal jeździ swoją wierną czarną Toyotą, Basi utopione autko zostało zastąpione nowym, takim samym. Nie lubiłam tych Fiatów :P Zapraszam serdecznie :) *** Mały pub w centrum Warszawy. Głośna muzyka, wrzawa, zadymione pomieszczenie, ludzie zatopieni w tańcu. Codzienność… Nagle strzały. Krzyki. 10 minut później nastała cisza. Na podłodze leżała tylko pewna ładna brunetka z wyciętym w skórze na ręku napisem „Na zawsze…” * – Cholera jasna! – cichy wyraz złości zmieszał się z ciężkim dźwiękiem tłuczonego grubego szkła. To, co niegdyś było syropem z cebuli, a teraz przybrało strukturę galaretowatej mazi o barwie głębokiego brązu i dawno straciło wszelkie możliwości zużytkowania włącznie z bezpiecznym dla środowiska usunięciem substancji z tego świata, tworzyło właśnie na podłodze wspaniałą mozaikę kształtów, kolorów i zapachów razem z kawałkami brązowej butelki, kroplami krwi i liśćmi zielonej herbaty. – Szlag by to trafił… – drugi raz zagłębiła dłoń w szafkę nad lodówką, przesuwając stare pudełka aż w końcu osiągnęła swój cel – małą podręczną apteczkę. Ku niezadowoleniu poszukiwaczki bandaż wybrał się na randkę z gazą i wcale nie mieli zamiaru wrócić, zostawiając tylko na posterunku dawno przeterminowane już krople na żołądek i nie wiadomo z jakiej racji stare pudełko z gwoździami. Skąd gwoździe w apteczce? Wściekła jeszcze bardziej, dziewczyna zlazła z drabiny, starając się nie wdepnąć w maź, która chyba właśnie zaczynała żyć własnym życiem, a następnie skierowała się do szuflady z dawno nieużywanymi obrusami, wzięła jeden i zaczęła drzeć go na pasy. Krew fantazyjnie kapała na śnieżnobiałą tkaninę i za nic nie chciała przestać. Owinięta ściśle materiałem rana na chwilę dała za wygraną, a potem znowu pokazała co potrafi, gdy czerwona ciecz przesączyła się przez grubą warstwę strzępów materiału. Dziewczyna popatrzyła z niesmakiem na dłoń i wyciągnęła komórkę z kieszeni. * – Magdalena Kumczyk, lat dwadzieścia siedem, zginęła jakieś dwie godziny temu. Precyzyjny strzał prosto w serce, ale nie wygląda na zawodowca, no i ten napis… Czyżby zdradzony chłopak? – technik pokrótce opowiadał Szczepanowi co mogło się wydarzyć. – Ładna dziewczyna, kurka… - burknął Żałoda. – No ładna, ładna, im ładniejsza tym zazdrość większa – mruknął Adam, który właśnie do nich podszedł – No nic, zabieramy ją do siebie, Szczepan, popytaj ludzi z baru co tu się działo, ja się zajmę odszukaniem jej rodziny. Szczepan zasalutował i odszedł do przestraszonych pracowników baru. – Witam, starszy aspirant Żałoda, czy mogą mi państwo powiedzieć, co tu się działo? – Szczepan wyjął swój notes gotów do zapisywania zeznań. – My nic nie wiemy… Ta dziewczyna była może dopiero drugi czy trzeci raz, nie widywałam jej zbyt często. – niska blondynka mówiła prawie szeptem, nadal w szoku po tym, co zaszło. – Przyszła około dwudziestej z jakimś kolesiem, na oko starszym od niej z dziesięć lat. Widziałam, że jakiś młodzik kręci się koło niej, ale nie sądziłam… – Jak on wyglądał? – spytał Szczepan. – Ten młody czy ten starszy? – wyjąkała dziewczyna. – Obaj najlepiej. – odpowiedział Szczepan, skrobiąc w notesie. – No to ten starszy, wysoki, szczupły mężczyzna, dobrze ubrany, z lekką siwizną, ale sądzę, że przed czterdziestką. – blondynka opowiadała najdokładniej jak umiała. – A ten drugi… Nie widziałam go za bardzo, nie zamawiał nic do picia, widziałam tylko, że wgapia się w nią, siedział tam. – wskazała stolik daleko od baru. – Sądzi pan, że to mógł być on? – Na razie nic nie wiemy, ale się dowiemy. – Szczepan podniósł głowę znad notesu i uśmiechnął się pokrzepiająco. – Mają państwo jakąś wizytówkę, numer telefonu? * – No w końcu, Baśka, już miałem do ciebie dzwonić, gdzieś ty się podziewała, stało się coś? – Adam przywitał koleżankę, gdy weszła do kanciapy. – Cześć, nic się nie stało. – odburknęła podkomisarz, rozebrała się i usiadła na swoim miejscu. – A co z tą ręką? – zapytał Adam patrząc na jej zabandażowaną dłoń. – Nic takiego. – warknęła Basia. – Miałaś wypadek? – dopytywał zatroskany komisarz. – Nic mi nie jest! – Baśka wstała z krzesła i z furią wyszła z kanciapy. Adam popatrzył na Marka, który również od chwili przyglądał się koleżance. Wzruszył tylko ramionami i wrócił do grzebania w komputerze. Po chwili wróciła Basia z dwoma kubkami kawy, postawiła przed kolegami i siadła z powrotem na krześle. – A ty nie pijesz? – zapytał ze zdziwieniem Adam. – Nie mam ochoty. – odpowiedziała dziewczyna i zaczęła robić porządek na biurku. Adaś wziął do ręki notatnik i długopis, przekręcił kilka kartek, wybrał jedną z pustych prawie w środku notesu i zaczął wyliczać: – Spóźnianie się do pracy. Drażliwość… – spojrzał na nią akurat w momencie, kiedy obdarzała go zabójczym wzrokiem i wrócił do odhaczania nieistniejących punktów dawno wypisanym długopisem. – Brak ochoty na kawę… Baśka, czy ty z Dumiczem...? – w tym momencie oberwał z całej siły pustą butelką po wodzie, która stała tu już od kilku dni. – No przyznaj się! – zachęcił ze śmiechem, mimo tak wyraźniej aluzji, żeby dał jej święty spokój. – Adam, do cholery jasnej, nie mam ochoty na kawę, bo dopiero co piłam, jestem wściekła, bo w święta przyjeżdżają moi rodzice i chciałam ugotować coś dobrego, skaleczyłam się nożem, cała kuchnia ulepiona jest śmierdzącą mazią powstałą z cudownego syropu mojej babci, spóźniłam się do pracy, bo musiałam półtorej godziny spędzić na pogotowiu, wystarczy? – opowiedziała w złości Baśka. – No już, już, koleżanko Storosz, spokojnie, nie musisz się aż tak tłumaczyć. – odpowiedział Adam z uśmiechem, podnosząc butelkę, zgniatając ją i wrzucając do kosza na śmieci. – Ale wiesz, jakby co to możesz nam o wszystkim powiedzieć… Przegiął, Baśka nie miała ochoty na żarty. Pokręciła tylko głową, rzuciła mu pogardliwe spojrzenie i wyszła z kanciapy. – Oj komisarzu, komisarzu… – mruknął Marek, nie podnosząc głowy znad monitora. – Daj jej spokój. – Eh, no chyba faktycznie trochę przesadziłem, ale jakoś mam dziś dobry humor… – powiedział dźwięcznie mężczyzna. – Adamie Zawado, a może to tobie przydałaby się mała spowiedź? – Marek wyjrzał zza ekranu monitora i mrugnął zachęcająco do przyjaciela. – Phi, też mi coś… Cieszę się po prostu, że znów wszystko jest na swoim miejscu. – obruszył się Zawada i również wyszedł z kanciapy, kierując się do gabinetu Grodzkiego. Marek zaśmiał się tylko i powoli wstał z krzesła. W ślad za przyjaciółmi opuścił pomieszczenie, lecz on skierował się na poszukiwania Basi. Siedziała na ławce obok automatu z napojami i w rękach trzymała kubek gorącej czekolady. – Koleżanko Storosz… – mruknął Marek, stając obok niej. – Nie złość się tak, złość piękności sz… – nie dokończył, bo spotkał się z jej nieprzychylnym wzrokiem. – Basia, co jest? – zrezygnował z żartów i kucnął przy niej, opierając przedramiona na jej kolanach. – Nic, po prostu jestem beznadziejna, nawet obiadu ugotować nie umiem… – burknęła podkomisarz tonem obrażonego przedszkolaka. – No co ty, to, że raz coś nie wyszło… Bardzo mocno się skaleczyłaś? – spytał troskliwie Marek. – Musieli zszyć, nic takiego. – odpowiedziała Basia, patrząc w swój kubek. – Kiedy przyjeżdżają twoi rodzice? – zagadał po chwili ciszy Brodecki. – Pojutrze… Jeszcze nic nie przygotowałam. – dziewczyna spuściła wzrok i utkwiła go w lewej dłoni Brodeckiego. – Kiedy ostatnio się z nimi widziałaś? – Marek szukał sposobów, by ją pocieszyć. – Na początku wakacji. – chwilę zajęło, zanim Baśka przypomniała sobie ostatnią wizytę w Przemyślu. – To zapewniam cię, że jedzenie akurat będzie najmniej obchodzącą twoich rodziców rzeczą w twoim domu. – powiedział Marek uśmiechając się do niej. – Spójrz na mnie, no spójrz. Dziewczyna powoli przeniosła wzrok na śliczne oczka Brodeckiego, które aktualnie nabrały jakiegoś jeszcze większego uroku. – Będą się cieszyć, że widzą swoją córkę, a nie jedzenie. – kontynuował Marek patrząc prosto w jej wielkie brązowe oczy. – Co prawda trochę pokrojoną, ale zawsze córkę! – uśmiechnął się w taki sposób, że Basia nie była w stanie powstrzymać się od lekkiego wygięcia kącików ust w górę. – To co, koniec złości, wracamy do kanciapy i pomagasz nam w sprawie? – Cieszę się, że wróciłeś. – mruknęła Basia. – Bałam się, że się nie uda... Brodecki wstał bez słowa i podał jej rękę. Chwyciła ją swoją zabandażowaną dłonią i pozwoliła mu, by pomógł jej wstać. Objął ją ramieniem i ruszyli z powrotem do kanciapy. – Co mamy? – spytała Basia, gdy już usiadła za biurkiem. – Młoda kobieta zabita w knajpie. – wyjaśnił Brodecki, podając koleżance zdjęcia. – "Na zawsze"? - podkomisarz zwróciła uwagę na krótki napis wycięty w skórze dziewczyny. – Zabił ją z miłości? – Zawsze to jakiś sposób na to, by druga osoba cię nie zdradziła, prawda? – zakpił Brodecki. – Pora brać się do roboty. * Przedświąteczne przygotowania trwały w najlepsze. Państwo Storosz przyjechali wieczorem, dzień przed Wigilią. Oczywiście rodzice Basi kompletnie nie przejęli się niedokończonymi zakupami czy brakami w potrawach. Cieszyli się z tego, że widzą swoją córkę, a to, że mogli jej w czymś pomóc było dla nich dodatkową przyjemnością. W pracy pani podkomisarz dostała bardzo ważną misję odnalezienia jakichkolwiek informacji na temat sprawy, którą właśnie prowadzili. Trafiła na trop, który wydawał się sensowny, skończyło się niestety tym, że jeszcze w wigilijny poranek musiała zjawić się na komendzie. Srebrna Toyota zaparkowana była pod jej blokiem. Basia podeszła do samochodu i od razu spostrzegła kartkę papieru wetkniętą za wycieraczkę. Wyjęła ją, rozłożyła i przeczytała treść. Rozejrzała się nerwowo i schowała przedmiot do kieszeni płaszcza. Wsiadła do auta i po chwili odjechała. * Adam rozciągnął się na swoim fotelu, wyglądając przez okno. Lekko siąpiący deszcz tworzył błyszczące smugi na oknach. Pogoda w żadnym stopniu nie chciała pomóc w przywołaniu jakichkolwiek optymistycznych myśli. Komisarz westchnął ciężko i zagłębił się ponownie w papierach. Już się przyzwyczaił do spędzania Wigilii w pracy. To był kolejny zwykły dzień, kolejny wieczór dla niego i dla sprawy. Podniósł wzrok znad kartek i ponownie spojrzał w okno. Po chwili wyjął portfel i rozłożył go. Patrzył w niego przez chwilę i nagle z całej siły przyłożył pięścią w blat biurka aż wszystko się zatrzęsło. Był twardy, ale nie zawsze potrafił udawać, że Wigilia to jednak nie jest zwykły dzień jak każdy inny… Siedział bez większego sensu i wpatrywał się w zdjęcia obu swoich, zmarłych już, żon. Paweł pojechał z Robertem do Argentyny na święta. Komisarz znów został sam. * Srebrna Toyota mknęła przez opustoszałą Warszawę w strugach deszczu. Kiepska pogoda jak na święta. Z głośnika właśnie dobiegał głos prezentera zapowiadający niebezpieczeństwo na drodze spowodowane zamarzającym deszczem. Wyłączył radio. Po co słuchać takich rzeczy, jeszcze coś się wydarzy. A musiał tam dojechać, przecież obiecał. Sobie obiecał… * – Świetna ryba kochanie, kiedy nauczyłaś się tak doskonale gotować? – pani Storosz była oczarowana daniem, które przyrządziła jej córka. – Czysta improwizacja, nic szczególnego. – Basia uśmiechała się, w duchu wdzięczna karpiowi, że się udał po tych wszystkich wcześniejszych porażkach. – Zaraz przyniosę pierogi i barszcz, niestety już nie mojej roboty. Basia wstała z fotela i udała się do kuchni. Lekko zmrożone krople deszczu rozbijały się o okno. Podeszła do lodówki, otworzyła ją. Zabandażowana ręka nadal przeszkadzała jej w wykonywaniu nawet najprostszych rzeczy, więc powoli wyjęła talerz z pierogami, odstawiła go na blat, a później sięgnęła po karton barszczu. „Prawdziwa Wigilijna kolacja…” – warknęła w myśli. Ciche pukanie do drzwi odwróciło jej uwagę. Nasłuchiwała przez chwilę, ale w końcu doszła do wniosku, że jej się wydawało i zaczęła wyjmować talerz z worka. Pukanie rozległo się znowu. Odstawiła trzymane naczynie i niepewnie podeszła do drzwi. Wyjrzała z wahaniem przez wizjer. Wysoki brunet stał i czekał, aż ktoś w końcu łaskawie otworzy drzwi. – Marek? – zapytała cicho, uchylając drzwi na tyle, by mogła je szybko zamknąć. – Co ty tu robisz? – Chciałem złożyć ci życzenia, rano jakoś nie było okazji. – również wyszeptał w odpowiedzi. Jego włosy były wilgotne od deszczu. – Dlaczego szepczesz? – zapytała podkomisarz. – Bo ty to robisz. – odpowiedział Brodecki z rozbrajającym uśmiechem. – Przepraszam. – mruknęła Basia już normalnym głosem i otworzyła szerzej drzwi. – Wejdź, proszę. – Nie, nie chcę przeszkadzać, przyniosłem tylko to. – podał jej dużą papierową torbę. – Marek… – jęknęła dziewczyna. – Wesołych Świąt, Basiu. – powiedział podkomisarz, uśmiechając się przyjaźnie. Podszedł do niej, ucałował ją w czoło i wycofał się za drzwi. – Marek, ale ja dla ciebie nic nie mam… – burknęła blondynka. – Basiu? Kto przyszedł? – z pokoju rozległ się głos pani Storosz. – Muszę iść, wracaj do rodziców, udanego wieczoru. – powiedział szybko Brodecki. Odwrócił się i pospiesznie zbiegł po schodach. Basia stała jeszcze przez chwilę kompletnie zdezorientowana. W końcu zamknęła drzwi i wróciła do kuchni. Wypakowała zawartość prezentu, który dostała od Marka. Była to wielka książka na temat gotowania, przyjmowania gości i pozbywania się nieprzyjemnych konsekwencji swoich błędów. A na samym dnie torby świeciło się coś małego. Jej kolczyk? Ten sam, który zgubiła kilka tygodni wcześniej? Jak to mówią „jak kocha to wróci”. No i wrócił… Basia wyjrzała przez okno. Srebrna Toyota właśnie wyjeżdżała z parkingu, bombardowana marznącymi kroplami. – Basieńko, wszystko w porządku? – w wejściu do kuchni rozległ się głos mamy Basi. – Tak mamuś, już idę… – odparła prawie szeptem podkomisarz. Nagle znowu usłyszała pukanie. Ruszyła z nadzieją do drzwi, ale cofnęła się gwałtownie i wyjrzała przez okno. Toyoty tam nie było. Przeszedł ją dreszcz. Pukanie rozległo się znowu, tym razem bardziej intensywne. Serce dziewczyny zaczęło bić jak oszalałe. Wciąż z książką w dłoniach podeszła do drzwi. Przez chwilę patrzyła tępo we wzory na drewnie, a potem spojrzała w wizjer. Nogi aż się pod nią ugięły… – Adaśku! – rzuciła mu się z ulgą na szyję, o mały włos nie uderzając go wielką książką. – Basiu, coś się stało? – komisarz od razu zauważył, że koleżanka jest nieźle przestraszona. – Nie, nic, wejdź, proszę. – wciągnęła go do mieszkania, by móc jak najszybciej to możliwe zamknąć drzwi. – A co to? – zapytał Adam patrząc na książkę. – A to… Marek… Od Marka dostałam, był tu chwilę temu. – odpowiedziała, jakby speszona. – O, nic mi nie mówił, że do ciebie jedzie, mogliśmy pojechać razem. Widać chciał ci złożyć wizytę osobiście. Fajna książka. Ja niestety nic ci nie kupiłem… Przyjechałem prosto z komendy… – powiedział zawstydzony komisarz. – Nie ma sprawy, to najmniej ważne. Zjesz coś? Właśnie szykuję… pierogi. – burknęła Baśka, nadal niezadowolona swoim brakiem talentu kulinarnego. – A nie będę przeszkadzał? – zapytał Adam, na co Basia przecząco pokiwała głową i zabrała się za wrzucanie pierogów na patelnię. Nagle gorący tłuszcz strzelił prosto w jej palec, na co dziewczyna syknęła wkładając go sobie do ust. – Basiu… Co się stało? Jesteś zdenerwowana. – Wszystko w porządku. – skwitowała krótko. – Idź do pokoju, moi rodzice tam są. – Szkoda, że Jacek pojechał do tej Barcelony, miałabyś okazję przedstawić rodzicom przyszłego zięcia. - zaśmiał się Zawada, za co oberwał mokrą ścierką po ramieniu. Spojrzał jeszcze raz na koleżankę, pokręcił ze śmiechem głową i ruszył do salonu. * – Cześć mamo. – Marek wszedł właśnie do domu i przytulił się do swojej rodzicielki. – Przepraszam, że tak późno, ale musiałem coś załatwić. – Nie szkodzi synku, ważne, że jesteś. – pani Brodecka ucałowała syna. – Chodź, nagrzałam już karpia, podzielimy się opłatkiem. – Muszę tylko jeszcze do kogoś zadzwonić – Marek poszedł do sypialni, by mieć choć odrobinkę prywatności. Wyjął telefon. – Krzysiu…? * Nie mogła zasnąć. Cholerna kartka nie dawała jej spokoju. Nagle usłyszała cichy dźwięk wibracji telefonu. W SMSie z numeru prywatnego było napisane tylko „30…”. Chwilę później usłyszała pukanie do drzwi… * – Synku, otwórz, bo mam mokre ręce! – zawołała pani Maria. Marek zwlókł się z kanapy i poszedł do drzwi. – O, cześć Adam, wejdź. – przywitał pogodnie przyjaciela. – Nie chcę przeszkadzać, chciałbym tylko o czymś z tobą pogadać. – wyjaśnił Zawada zdejmując buty. – Zjemy śniadanie i porozmawiamy, a coś się stało? – zapytał Marek. – No właśnie nie jestem pewny… – burknął komisarz. * – Basiu? – pani Storosz stała nad córką, która jeszcze spała. Dziewczyna otworzyła gwałtownie oczy i spojrzała ze strachem na matkę. Powieki miała spuchnięte, wyschnięte usta. – Która godzina? – zapytała ochrypniętym głosem. – Prawie 11, długo spałaś, zaczęłam się denerwować. – odpowiedziała mama Basi. – Nie mogłam dziś zasnąć jakoś, przepraszam. – usiadła niepewnie na łóżku. Spojrzała na telefon, który małą migającą diodką oznajmiał, że otrzymała SMSa. – Zrobiłam już śniadanie, przyjdź jak będziesz gotowa. – pani Storosz ucałowała córkę w czoło i wyszła z pokoju. Baśka wzięła telefon. „Co się odwlecze to nie uciecze, suko…” * – Marek, może ty wiesz, co się dzieje z Baśką? – zapytał Adam między kolejnymi łykami kawy. – A co ma się dziać? – Brodecki właśnie usiadł na kanapie i dopadł się do pilota, włączył telewizor. – Nie wiem, wczoraj gdy do niej przyszedłem była jakaś dziwna. – komisarz zamyślił się przez chwilę. – Wyglądała na mocno zdenerwowaną, czymś przestraszoną, cały wieczór prawie się nie odzywała. Marek, podobno ty u niej wcześniej byłeś…? – Przecież ja jej nic nie zrobiłem! – oburzył się Brodecki. – Dałem jej tylko prezent i wyszedłem. Ale fakt, ostatnio jest jakaś cicha, nieobecna… – Może wypadałoby z nią pogadać? – zasugerował Zawada. – Zapytam ją czy nie miałaby nic przeciwko małemu spotkanku z kumplami, ale to po świętach, niech nacieszy się rodzicami, tak rzadko się widują. – Marek zaczął nerwowo przerzucać kanały w telewizorze. – A właśnie, coś nowego w sprawie tego Różańskiego? – Nie, ciągle nie możemy go namierzyć. – odpowiedział komisarz, wpatrując się w migający bez sensu ekran telewizora. – To jakiś cud, że Baśce udało się w ogóle odkryć cokolwiek, ten facet jest jak powietrze, kompletnie nieuchwytny! Nikt go nie zna, nie widział, nie ma rodziny, w domu go nie znaleźliśmy… – mówił Adam z poirytowaniem. – Ale my go i tak złapiemy, prawda partnerze? – Marek uśmiechnął się zaczepnie do kolegi. – No ba, dla ekipy komisarza Zawady nie ma rzeczy niemożliwych! – zaśmiał się Adam. Zapadła niezręczna cisza. Po chwili dumy i tryumfu Marek się zamyślił. – Hmmm… Ale tylko, gdy pomaga nam pewna miła policjantka… – mruknął z nieukrywanym wstydem. Adam spojrzał na kolegę, studiując jego słowa. – No chyba masz rację… Obaj westchnęli ciężko i Marek sięgnął po telefon. * Stała przy zlewie, zmywając naczynia, rodzice właśnie wyszli na spacer. Ciepła woda i piana na jej dłoniach dawały wspaniałe ukojenie i relaks, mimo, że było to tylko trochę płynu do zmywania o zapachu cytryny. Zamyślona, bawiła się małymi grupkami bąbelków, wpatrując się bezwiednie w dno zlewu. Nagle jeden z talerzy ześlizgnął się z miski, na której stał i z głośnym szczęknięciem spadł na dół, rozpryskując pianę. Podkomisarz ocknęła się z letargu, rozglądając niespokojnie po kuchni. Podniosła niesforny talerz i wróciła do czyszczenia go. Nagle wzdrygnęła się, słysząc ciche brzęczenie telefonu. Spojrzała na stół za swoimi plecami z przerażeniem w oczach, komórka świeciła i brzęczała zawzięcie. Strzepnęła pianę z dłoni, wytarła je niedbale w mały ręcznik wiszący na uchwycie od szafki. – Och, cześć Marku. – westchnęła z ulgą, witając się z przyjacielem. – Hej Basieńka! Co tam u ciebie, jak minął wczorajszy wieczór? – usłyszała głos w telefonie. – Wszystko dobrze, dziękuję, a tobie? – odpowiedziała spokojnie Basia, ciągle próbując uspokoić serce. – Posiedziałem z mamą, pooglądaliśmy jakieś kolędowania w telewizji, standard. Adam u mnie jest teraz i tak rozmyślaliśmy, może byś chciała się spotkać z kolegami z pracy? Podkomisarz Storosz, co pani na to? Oczywiście po świątecznych dniach, nie chcemy ci zabierać czasu z rodzicami… Stęskniliśmy się za tobą! – nawijał Marek słodkim głosikiem niewiniątka. – Przecież wczoraj się widzieliśmy, Maarek... Co wy tam znowu z Adaśkiem kombinujecie? Poza tym przecież za dwa dni już wracamy do pracy. – Basia robiła wszystko, by się wykręcić ze spotkania. – Dobra Basiek, masz się z nami spotkać i tyle, zrozumiano? Musimy poważnie pogadać. – do rozmowy włączył się Adam, który najwyraźniej odebrał telefon Markowi. – Coś się stało? – spytała zaskoczona podkomisarz. – Właśnie my chcieliśmy cię o to zapytać… – głos Zawady był wyjątkowo stanowczy. Poczuła delikatne wibracje telefonu, gdy przyszedł SMS. Odsunęła słuchawkę od ucha, spojrzała na wyświetlacz. Przerwała połączenie. Trzęsącą się ręką wcisnęła przycisk „Otwórz”…
Cześć, wszystkim z przykrością muszę napisać, że na razie nie pojawią się nowe opowiadania może dopiero koło września, października ponieważ, pracuję codziennie po 8 godzin pon-pt po prostu jak już przyjdę z pracy to jestem zmęczona i nie mam do tego głowy. A w weekend muszę ogarnąć w domu i w ogóle także na razie muszę zawiesić bloga nic na to nie poradzę chociaż bardzo mi go szkoda :( mam nadzieję, że nie pogniewacie się na mnie wrócę obiecuję musicie cierpliwie poczekać POZDRAWIAM :) **** Aha komentarze mile widziane będę wiedziała, że ktoś czeka na moje nowe opowiadania komentujcie tego posta :) 4..3..2..1 start!!!
bliżały sie Walentynki. Basia z Pawłem coraz lepiej sie ze soba rozumieli i coraz czesciej spotykali sie. Pewnego dnia Paweł zajrzał do pomieszczenia kryminalncych. - czesc wam!- Paweł - oo czesc Paweł ale Basi nie ma- Adam - ja tym razem nie do Basi tylko do was. Chciałem sie poradzic gdzie zaprosic Basie na Walentynki- Paweł - no to powazna sprawa- Marek- Adam jak nazywała sie ta restaracja do której zaprosiłes Ize a ja miałem tam zabrac Patrycje? - chyba Imperium, proponuje potem jeszcze spacer i reszte musisz wymyslec sam- Adam- aha ta resteracja jest dosc droga wiec uwazaj - dzieki- Paweł- a wy jakie macie plany? - no ja i Adam jestesmy wolni- Marek- chyba ze nasz komisarz cos wymysli - mysle mysle- Adam- ale na odległosc trudno cos wykombinowac. Czesc Basia - oo czesc chłopaki? Co to za spisek?- Basia - spisek? Jaki spisek?- Marek - no bo trzech facetów z tejemniczymi minami to juz jest spisek- Basia - ja tylko wpadłem zapytac jak komputery działaja bo była awaria w nocy- Paweł- ale juz lece do - Basia ty pewnie znasz adres do Izy bo widziałem list u ciebie. Mozesz mi podac?- Adam - moge ale nie wiem czy zasłuzyles- Basia - a jak ładnie poprosze?- Adam - zastanowie sie i jutro ci odpowiem- Basia- mamy cos do roboty? - na razie cisza i spokój- Marek- ale papiery sie nam wszedzie walaja - no własnie moze byscie tak posprzatali co?- Adam - my? ty lepiej popatrz na swoje biurko- Basia - trafiłas kulą w płot Basiu- Adam- ja wiem ze to jest twoj bałagan ale uporzadkuj to - zamorduje cie kiedys!- Basia - spróbuj- Marek- z nim nie tak łatwo - no jak nie zadzwoni po ciebie to sprawa bedzie prosta- Basia - Rysiu czy ty słyszysz te mordercze zamiary – Adam - chcesz ochrone?- Grodzki - jakos sobie poradze- Adam Smiech przerwał dzwonek telefonu Adama. - Zawada. gdzie, zaraz bedziemy. Cholera w domu akcyjnym zamordowano pracownika ochrony i skradziono pare rzeczy- Adam - no to jedziemy!- Basia Adam , Basia i Marek pojechali do domu aukcyjnego. - no czesc Leszek co tam?- Adam - ochroniarz, zmarł na skutek ran kłutych, jedna w serce- Leszek - kto go znalazł?- Marek - zmiennik- Szczepan- denat to Andrzej Michałowski, lat 38, wdowiec, mieszkał niedaleko - a ten drugi?- Basia - Szymon Krajewski pracuje tu od miesiaca- Szczepan - dzieki Szczepan- Adam- moze pan powiedziec co ukradli?- Adam - nie wiem, nie orientuje sie w tym wszystkim- ochroniarz - a kto moze nam udzielic informacji?- Basia - kustosz powinien juz jechac- ochroniarz - dobra. Marek jak kustosz przyjedzie to pogadaj z nim a ja z Basią jedziemy do domu denata- Adam - o juz jest- ochroniarz Do budynku weszła brunetka w wieku 27 lat. Brodecki stanał jak wryty i zapatrzył sie. - Marek pogadaj z nia a my jedziemy- Adam. Basia szturchneła Adama, który spojrzał na Marka i usmiechnał sie. - podkomisarz Brodecki!! Prosze do samochodu a Basia ty sie zajmij panią. MAREK!!!- Adam - ee co? Juz ide- Marek W drodze do mieszkania ofiary. - fajna dziewczyna co?- Adam - tak? Nie zauwazyłem- Marek - a to na Szczepana sie zagapiłes?- Adam- Marek przeciez omało ci szczeka nie opadła - az tak to było widac?- Marek- nie no, dziewczyna fajna ale ja musze myslec o Krzysiu - Krzysiek tez potrzebuje matki. A Patrycja to przeszłosc i nie była ciebie warta- Adam- pomysl tez o sobie Przeszukali mieszkanie zabitego ochroniarza i wrócili na komende gdzie czekała juz Basia. - czesc chłopaki. Macie cos?- Basia - nic nie mamy, oprócz rachównków do zapłacenia nic nie znalezlismy- Marek - a ty czego sie dowiedziałas?- Adam - Kasia ma nam dostarczyc liste rzeczy ktora zgineła. Aha ma córeczke w wieku Krzysia i nie ma męża- Basia - o rany dajcie spokój dobrze?- Marek - a czy my cos mowimy?- Adam- Basia co z tym adresem do Izy? - jak znajde to ci napisze- Basia - to znajdz!- powiedział Adam- a teraz do domu bo na razie nic nie mamy! Do jutra! Następnego dnia na komendzie - prosze, tu masz adres Izy- Basia - dzieki Basiu- Adam - co wymysliłes?- Basia - na odległosc ciezko ale wpadlem na pewien pomysł- Adam- dzieki za adres - widze ze w koncu zmadrzałes- Basia- jak myslisz czy Markowi spodobała sie Kasia? - no na 100%- Adam- oby mu sie udało tym razem - dobra, tu mamy liste przedmiotow które zostały skradzione z domu aukcyjnego, wyniki sekcji, daktyloskopia, od techników, balistyka, zeznania swiadków i sasiadów- Basia - wiecej tego nie było?- Adam - jest jeszcze wiecej- Marek- trzeba pogadac z agencja ubezpieczeniową i z tymi od alarmów, popytac ile to było warte i pogadac z ludzmi w lombardach i z paserami. - no to wy macie co robic a ja sobie ide – Adam - ooo nieee!! Ja cie nigdzie nie puszcze!!- Basia- tu siadac i zaczac pracowac panie komisarzu leniuchu! - leniu?? Podkomisarz Storosz prosze mnie nie obrazac i za kare zrobic kawe!- Adam - no prosze a jednak len!- Basia- sam sobie nie umiesz zrobic? - imiem ale ty robisz lepszą- Adam - bedziecie tak gadac cały dzien czy zabierzemy sie do roboty?- Marek - no ty mozesz pojechac do domu aukcyjnego i zapytac sie pani Kasi o wartosc tych skradzionych przedmiotów a potem pogadac z paserami i w lombarach- Adam - i przy okazji poderwac pania kustosz- Basia - wy oszaleliscie!- Marek- jade!! - Szczepan!!- Adam -noo?- Żałoda - pojedziesz do agencji ubezpieczeniowej i dowiesz sie wszystkiego o tym domu aukcyjnym - sie robi panie komisarzu- Szczepan - Basia a my bierzemy sie za to- Adam- chyba ze chcesz pojechac do tych od alarmów - pojade- Basia- miłego czytania Kilka godzin pozniej na komendzie zrobiło sie głosno bo wszyscy chcieli powiedziec cos równoczesnie. - panie komisarzu nie uwierzy pan kurka czego dowiedziałem sie w tej agencji ubezpieczeniowej!!- Szczepan - no ja tez mam pare informacji o włascicielu i o skradzionych przedmiotach!!- Marek - dobra moze po kolei! – Adam- Basia czego ty sie dowiedziałas o tych alarmach? - alarmy które sa zamontowane w domu są najnowoczesniejsze i najnowsze. Nie mozna ich wyłaczyc przecinajac kabelek bo maja jakies dodatkowe zabezpieczenia- Basia - czyli ktos kto zna kody moze je wyłaczyc?- Marek - dokładnie- Basia- tylko ochrona i pracownicy domu znali kody - własciwciel domu aukcyjnego tydzien wczesniej podwyzszył stawke ubezpieczenia od właman i kradziezy- Szczepan-sprawdzilem z Markiem jego bilingi i jutro bedzie wydruk - dobra robota dzieciaki- Adam- Marek a pytałes jaka wartosc miały skradzione przedmioty? - no mozesz sobie za to kupic luksusowa wille i 5 samochodów i jeszcze zyc w luksusie do konca zycia- Marek - hmm trzeba by to kiedys wykorzystac- Basia - Baska!! Ty lepiej wykorzystaj wiedze i mysl nad sledztwem- Adam - dobra dobra, czego ty sie dowiedziałes?- Basia - ochroniarz zginał z własnej broni, nie było sladów walki, na broni nie było odcisków palców- Adam- ciekawe nie? - czyli musiał znac zabójce- Marek - no, w dodatku strzał padł z bliskiej odległosci- Adam- mysle ze własciciel maczał w tym palce - myslisz ze zaplanował to i sam ukradł wszystko?- Basia - podejrzewam ze tak- odezwała sie nagle Kasia- szef ostatnio był jakis dziwny - co znaczy dziwny?- Adam - no wydzwaniał co chwile, był nerwowy, gdy jakis miesiac temu zaczelismy zwozic te wszystkie przedmioty na aukcje bardzo sie ucieszył a potem to różnie- Kasia- raz był wsciekły, za chwile wesoły a zaraz potem gdzies dzwonił. - zauwazyła pani cos jeszcze dziwnego?- Marek - 2 tygodnie temu zaczełam wyceniac dzieła i przekałam mu kosztorys. Po dwoch dniach stwierdził ze nic nie dostał wiec dałam mu jeszcze jeden wykaz. Tydzien temu był ktos z agencji ubezpieczeniowej . Stawka od lat była taka sama a tu nagle podwyzsza ja o prawie 100%- Kasia - cos jeszcze?- Basia - nie, chyba nie- Kasia - prosze przypomniec sobie wszystko- Adam - od kilku dni po galerii krecił sie jakis dziwny typ. Szef twierdził ze to z ekipy sprzatajacej ale oni zaczynali po zamknieciu galerii a ten typek chodził w dzien- Kasia - moze nam go pani opisac albo moze go pani rozpozna?- Marek - spróbuje- Kasia - dobra, Basia, Marek jedzcie pogadac z panem Sławomirem Kaczmarczykiem i przycisnijcie go- Adam - Adam a moze pojechałbys ze mna co? A Marek niech zostanie?- Basia - wiesz Basiu to dobry pomysł- Adam- po drodze jeszcze musze cos załatwic. Basia z Adamem wyszli z komendy a w gabinecie kryminalnych zostali Marek z Kasią. - nie wydaje ci sie ze oni próbuja nas wyswatac?- Kasia - no chyba tak- Marek - Basia mi mowiła ze masz synka Krzysia- Kasia- ja tez sama wychowuje córeczke Anie- Kasia - a mąż?- Marek - nie mam męza a jej ojciec zostawił mnie jak byłam w ciazy- Kasia - no matka Krzysia uciekła do Stanów, po roku wróciła, namieszała mi w zyciu i znow poszła w sina dal- Marek- no ale mamy robote. Poznajesz kogos z nich? - juz patrze- Kasia Tymczasem Adam i Basia weszli do budynku domu aukcyjnego i usłyszeli głośna rozmowe dwoch meżczyzn. - mowiłes ze nie bedzie zadnych trupów- Sławek - tak wyszło. Napatoczył sie- drugi facet- a ty mowiłes ze szybko da sie to upłynnic a kasy jak nie było tak nie ma!! - musimy poczekac az sie sprawa wyciszy- Sławek - ja nie moge czekac! Dajesz kase cwaniaczku albo podzielisz los ochroniarza!!- facet - STAC POLICJA!- krzyknał Adam- chyba mielismy szczescie. Ładnie to sobie pan wymyslił. Gdyby nie smierc ochroniarza zgarnałby pan niezła kase! Kiedy po przesłuchaniu szefa i mordercy zakonczyli sprawe, Marek odwiózł Kasie do domu. - Adam a jak twoj pomysł walentynkowy?- Basia - jest juz w drodze- Adam - a co wysłałes?- Basia - nie interesuj sie. Zreszta i tak sie pewnie dowiesz- Adam - Adam a myslisz ze Marek i Kasia…?- Basia - pozyjemy zobaczymy. OO widze,że twoja walentynka sie zbliza. Czesc Paweł- Adam - czesc. Basiu zawioze cie do domu a potem czeka nas mnostwo atrakcji- Paweł - Bawcie sie dobrze!- Adam Tymczasem Marek odwiózł Kasie do domu. - słuchaj a moze zjemy dzis kolacje u mnie?- Kasia- przyprowadz Krzysia, bedzie sie bawił z Ania a my pogadamy? - to dobry pomysł. Bede za 2 godziny- Marek Marek i Kasia spedzili wspaniały wieczór w towarzystwie dzieci, Basia z Pawłem zjedli kolacje w bardzo drogiej restaracji „Imperium” a Adam…… no cóz, nasz komisarz spedził ten wieczór samotnie w domu gapiac sie w ekran telewizora i myslac o pewnej blondynce ktora jest w Paryzu. KONIEC.
kryminalni opowiadania basia i marek