14 stacji drogi krzyżowej 2014-04-07 13:29:57; Napisz inne nazwy 14 stacji drogi krzyżowej 2011-03-28 18:27:15; Rozważanie do 9 stacji drogi krzyżowej. Pilne! 2008-06-01 17:42:10; Rozważanie do stacji X drogi krzyżowej? 2009-03-29 15:43:31; Wypisz stacje Drogi Krzyżowej? 2010-03-03 17:09:10; ułożycie mi rozważaniedo wybranej stacji
Stacja V. Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi. Liczne są rany Jezusa, które zalewa krwawy pot. Nie jest mu łatwo nieść krzyż moich i Twoich grzechów. Tak bardzo jest wycieńczony. Zmęczony jest również i Szymon, który cały dzień spędził w polu i w pocie czoła wykonywał swoją pracę.
W tej tajemnicy nie odprawiamy Drogi Krzyżowej, nie przechodzimy od stacji do stacji, jak to miało miejsce w Jerozolimie, i jak bywa odtwarzane w naszych kościołach i sanktuariach. Ogarniamy całą tę drogę w tym jedynym niejako aspekcie: Jezus dźwiga krzyż (por. J 19, 17; Mt 27, 31; Mk 14, 20; Łk 22, 26).
To słowa wypowiedziane przez Jezusa na krzyżu, po których skonał. Przytoczył je w swojej Ewangelii świadek śmierci Syna Bożego - św. Jan. Wykonało się to, co przewidywało proroctwo. Zbawiciel, który przyszedł na świat, odkupił ludzi za cenę własnego cierpienia, poniżenia i śmierci. Rozważanie Drogi Krzyżowej pozwala nam
napisz rozważanie do jednej ze stacji drogi krzyżowej 2015-02-27 12:27:26; Rozważanie jednej ze stacji drogi krzyżowej. ( 10 ppkt ) 2010-03-08 19:50:57; napisz rozważanie do wybranej stacji drogi krzyżowej 2014-04-10 15:07:28; Ułoż rozważanie do wybranej stacji Drogi Krzyżowej 2013-03-06 18:18:07; Ułóż rozważanie do wybranej
lirik lagu d masiv tak bisa hidup tanpamu. STACJA IV – PAN JEZUS SPOTYKA SWOJĄ MATKĘKłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, Żeś przez krzyż swój święty świat odkupić naśladują niepokalanego Baranka , mego Jednorodzonego Syna , który wisząc na krzyżu był szczęśliwy i Maryi biegnie tuż przy Jezusie. Współcierpiąca , bolesna Matka wielu ludzi chce prowadzić do swojego Syna wszystkich , skądkolwiek pochodzą i kimkolwiek są . Jedyna droga Maryi – to droga do Jezusa. Matka Jezusa może tylko przez krótką chwilę patrzeć na cierpienie niewinnego Syna. Słaba , wśród tłumu i ciasnoty jerozolimskich uliczek może tylko przez moment wspomóc swego Syna kochającym spojrzeniem. W tej tak krótkiej chwili łączyła swoje cierpienie z Jego zbawczą Jezu , dziękujemy Ci za ten wspaniały dar , którym jest Twoja i nasza ziemska matka. Patrząc na Maryję , myślimy teraz o naszych mamach. One także poświęcają się dla nas , troszczą się o nasze dobro i wspierają na każdym kroku. Naucz nas tak kochać i szanować nasze mamy , byśmy ich nigdy nie zasmucali. Pomóż nam także zawsze pamiętać , że Maryja jest także naszą najlepszą sięDziewico Maryjo , Matko Chrystusa , Niewiasto wiary, symbolu nadziei, wspieraj także trudy naszych duszpasterzy . Niech słowo przez nich głoszone , dociera do wszystkich , byśmy lepiej poznali Twego Syna i mieli życie , przez Chrystusa , Pana naszego .Amen.
Pierwszą stację – Modlitwa Pana Jezusa w Ogrodzie Oliwnym – poświęcono ubogim, młodym i powołaniom a autorem przemyśleń był młody człowiek z Hondurasu. Podkreślił, że ogród Getsemani jest zawsze przypomnieniem milczenia, modlitwy, cierpienia i taki jest Bóg: milczący i dyskretny, nienarzucający się naszej wolności, toteż trzeba przygotować się do uważnego słuchania Jego Słowa, uczyć się odczytywania wydarzeń oczami wiary i bycia otwartymi na niespodzianki Ducha Świętego. «Pani z Suyapy z Hondurasu, łagodna, pokorna i mała Panno, naucz nas, że Jezus jest naszym nauczycielem, wolnością i nadzieją i że ci, którzy są prześladowani na wiele sposobów i w wielu miejscach, czują bratnie pocieszenie całej ludzkości» – modlił się autor stacji drugiej – Jezus zdradzony przez Judasza i aresztowany – modlono się o jedność i w intencji ekumenizmu a przygotował ją Kubańczyk. «Z serca Kuby krzyczymy, że jesteśmy twórcami wspólnoty, życia, radosnej nadziei, aby podarować światu nowy 'dźwięk’ żywotności, szczęśliwego poszukiwania tego, co nas łączy. Droga Kościoła, który jest budowniczym pokoju, przechodzi przez Getsemani, aby w cierpieniu Jezusa znaleźć poparcie do wytyczania mostów, do łącznie woli, uzdrawiania ran i budowania braterskich wspólnot» – prosił autor rozmyślań. Modlił się następnie do Pani Miłosierdzia z Cobre – Patronki swego kraju – aby nauczyła nas, że «Jezus, Jej Syn i nasz Mistrz, nadal prosi, abyśmy 'byli jedno’, aby pracować nieustannie na rzecz jedności i braterstwa».Trzecia stacja – Jezus skazany przez Sanhedryn – to modlitwa za Kościół męczenników, przygotowana przez młodzież z Salwadoru. «Głos męczenników będzie zawsze hymnem nadziei, a głos pasterzy będzie nadal pokazywał swej trzódce drogę życia i nadziei, głos umierających za to, że byli wierni Jezusowi, jest wiecznym krzykiem nadziei i błogosławieństwa» – słyszeliśmy w rozważaniach. «Niech Dziewica Pokoju, Pani Salwadoru, przypomina nam, jak bardzo Bóg kocha krew męczenników, która jest nasieniem nadziei i jakże cenne jest w oczach Pana serce ofiarowane za tych wszystkich, którzy są zjednoczeni z Chrystusem, ofiarowując pokój i błogosławieństwo» – brzmiała czwartą – Piotr zapiera się Jezusa – poświęcono ludom tubylczym, a przygotowali ją młodzi Gwatemalczycy. Wskutek doznanych cierpień i wykluczenia «Indianie, pochodzący z tej ziemi, stali się bardzo bliscy Jezusowi tak, iż znalazł się On na ich twarzach, to Jego umiłowane oblicze, które wielbimy wyryte i namalowane z miłością; oblicze braci» – głosiły rozważania. A w modlitwie na zakończenie ich proszono Pana, aby wybaczył nam, że «nie umiemy rozpoznać wartości każdego stworzenia, że nadal uważamy je za przedmiot użytkowy i panowania nad nim a nie nauczyliśmy się kontemplować jego piękna, dziękować za jego wspaniałość oraz szanować jego integralności i kultury».Stacja piąta – Jezus osądzony przez Piłata – to modlitwa w intencji ekologii i wspólnego domu, opracowana przez młodzież z Kostaryki. To typowe, że tak wielu ludzi uważa, iż wszystko należy do nich, do życia, osób, świata. Jezus w obliczu przedstawiciela cesarza proponuje nam wymowny i wspaniały kontrast: jest Panem wszystkich i pewnego dnia całe stworzenie stanie w obliczu Jego chwalebnej obecnością, gdyż to Bóg złożył w ręce ludzkości ten cudowny świat, pełen piękna i harmonii. «Z Kostaryki Madonna Aniołów przypomina nam, że Pan, skazany na niesprawiedliwą śmierć, będzie Panem wszystkiego. i Razem z Nim wołamy: 'Bądź pochwalony, mój Panie, przez naszą siostrę matkę ziemię, która nas podtrzymuje i wytwarza różne owoce z kolorowymi kwiatami i ziołami” – brzmiała modlitwa równieżW szóstej stacji – Jezus ubiczowany i cierniem ukoronowany – modlono się za migrantów i uchodźców, a przygotowali ją młodzi Wenezuelczycy. Biczowanie i korona cierniowa nadal ranią okrutnie oblicze i ciało Jezusa, który chciał, abyśmy Go znaleźli w bólu migrantów i w niepokoju uchodźców. On sam w dzieciństwie uciekał do Egiptu i słyszał kroki tych, którzy wczoraj i dziś brutalnie prześladują tych, którzy nie tylko stracili wszystko, ale widzą zamknięte granice i bramy. Niech Pani z Coromoto, która wędrowała z bijącym sercem z tak wieloma migrantami i uchodźcami, pomoże nam leczyć, uzdrawiać i napełniać nadzieją ubiczowane i ukoronowane cierniami serca tych licznych ludzi, którzy opuścili swą stacja – Jezus bierze krzyż na ramiona – to modlitwa za ofiary, przygotowana przez młodych Haitańczyków. To św. Jan Paweł II podarował nam transparent nadziei w postaci pielgrzymującego Krzyża Światowych Dni Młodzieży – jest to standard Jezusa, znak poddania się, niosącego zbawienie, miłości obejmującej wszystkich, rozpostartych ramion Zbawiciela, który ze Świętego Drzewa uczynił znak chwały, tron zabitego Baranka, Sąd, na którym jesteśmy sądzeni w miłości. „Niech Pani od Wieczystej Pomocy, czczona z wielką miłością na Haiti, ukaże nam Jezusa, który spotkał Ją na drodze krzyżowej, Ją – Matkę Pocieszenia i siły” – modlili się uczestnicy tej Via ósma – Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi – jest modlitwą za młodych i o nadzieję, a przygotowali ją wraz z rozważaniami Brazylijczycy. Młodzi znają solidarność, współczucie, dzielone wspólnie życie, spotkania budujące mosty i otwierające drogi braterstwa Na drodze zwycięstwa Jezusa, którą obecnie przemierzamy, Szymon z Cyreny reprezentuje nas, przywołuje nas i nas zachęca, aby wszystkie inicjatywy, zrodzone przez braterstwo i solidarność, znalazły w tej stacji niezawodne uzasadnienie. „Niech Pani Niepokalanie Poczęta z Aparecidy nauczy nas bycia wielkodusznymi i ofiarowania całej naszej solidarności chrześcijańskiej, która w świetle Ewangelii nazywa się miłością i pozwala nam napełniać świat naszą promienną radością, zwaną nadzieją” – modlili się autorzy dziewiąta – Jezus spotyka niewiasty jerozolimskie – ma za temat przemoc wobec kobiet i przygotowali ją młodzi z Dominikany. Kobiety z Jerozolimy mają odwagę ofiarować nam blask łaski i cnót kobiet biblijnych, które je poprzedziły: Ewy, Sary, Rebeki, Racheli, Judyty, Esery, Noemi czy Rut a w Nowym Testamencie są to Elżbieta, Maria Magdalena, Salome, a później te, które stały się kamieniami jaśniejącymi na drodze Kościoła: matki, męczennice, lekarki, założycielki, misjonarki… „Niech z Dominikany Nasza Pani z Altagracia, Panna wierna, Pani Chwalebna, która jest pierwowzorem każdej kobiety, przypomina nam miłość, jaką Jezus okazywał kobietom swoich czasów i niech pomoże nam przezwyciężyć wszelką dyskryminację, wszelki handel ludźmi, wszelką przemoc, aby godność wszystkich kobiet zajaśniała w swym blasku” – prosili przewodnim stacji dziesiątej – Jezus ukrzyżowany – były prawa człowieka, a modlili się o nie Kolumbijczycy. Z drzewa Krzyża, zasadzonego na Kalwarii, Jezus jawi się jak Pan, a przybity do niego jest ostatecznym znakiem miłości Boga, który wyciąga ramiona, aby objąć nimi i przyjąć wszystkich, aby stać się ołtarzem, na którym życie ofiarowane w ofierze paschalnej staje się Życiem, Światłem i Miłosierdziem dla wszystkich. „Kolumbia, która odczuła w sposób jakże dramatyczny ból przemocy i braku miłości, przypomina nam, że w Ukrzyżowanym świat znajduje prawdziwą miłość, która jedna i zbawia. Niech Maryja Różańcowa z Chiquinquirá przypomina nam, że w radości, świetle, bólu i chwale życia Jezusa dany jest nam prawdziwy pokój”.Stacja jedenasta – Jezus obiecuje swe Królestwo dobremu łotrowi – ma za temat korupcję, a zajęli się tym młodzi z Portoryko. Jezus na krzyżu ma klucz do drzwi królestwa nadziei i może otworzyć się na wszystkie miłosierne serca Ojca. Wszyscy mamy miejsce tam, gdzie jest miłość i przebaczenie dla wszystkich. Nie możemy zapominać, że pozostaje tajemnicą to, jak ukrzyżowany łotr rozpoznał w swym towarzyszy męki oblicze króla który jest gotów otworzyć mu królestwo życia i pokoju. „Niech Pani Opatrzności Bożej z Portoryko przypomina nam, że Jej Syn Jezus, leżący w Jej łonie, jako jedyny prowadzi nas do Bramy Życia i do świetlistego Królestwa dobra i prawdy”.Stacja dwunasta – ukrzyżowany Jezus powierza swą Matkę Uczniowi – była poświęcona matkom i przygotowali ją młodzi z Belize. Nie można żyć bez matki, a Maryja, która wydała w Betlejem błogosławiony owoc swego łona, idzie za swym Synem w wielkodusznym i posłusznym milczeniu, pokazuje to w Kanie, a zwłaszcza na Kalwarii. Dniom Młodzieży zawsze towarzyszyła Maryja. Będąc matką uczniów i wiecznie młodą, nadal z macierzyńską dobrocią czuwa nad kruchością młodości, troszczy się o potrzebę czułości i chce bronić młodych przed szałem grzechu i goryczą samotności. „Niech Niepokalanie Poczęta, tak pokorna, prosta, Matka, Patronka Stanów Zjednoczonych, nadal nam towarzyszy na naszej drodze i niech nas broni od surowości rozpaczy, abyśmy stawali się prawdziwymi uczniami Krzyża”.Stacja trzynasta – Jezus umiera na krzyżu – to rozważania i modlitwy wokół terroryzmu i zabójstw, przygotowane przez młodych z Meksyku. Śmierć Jezusa na krzyżu jest jednocześnie poświęceniem, ofiarą, darem i światłem. Niełatwo jest zrozumieć, jak bolesna śmierć może być źródłem życia, ale Baranek złożony w ofierze, Pan życia, na świętym drzewie złożył wszystkie ofiary Starego Przymierza i rozpoczął swoją chwalebną śmiercią nowy czas życia, pokoju i nadziei. W naszym świecie terroryzm zniszczył wiele istnień ludzkich i Jezus, zmarły na krzyżu, staje się głosem licznych ofiar, aby powiedzieć nam, z jaką miłością winniśmy bronić, szanować i troszczyć się o życie. „Pani z Guadalupe, którą męczennicy meksykańscy obejmowali z miłością w chwilach tortur, niech nadal okazuje nam jaśniejące oblicze ukrzyżowanego Pana i niech nas nauczy siać nadzieję tam, gdzie brak miłości przeszył serce ludzkości”.Stacja czternasta – Jezus złożony do grobu – była poświęcona aborcji i przygotowali ją młodzi Nikaraguańczycy. Według Ewangelii grób Chrystusa znajdował się w ogrodzie i w ogrodzie rozpoczęło się także życie. Życie rozkwita w ciele Jezusa, który namaszczony balsamem, owinięty w całun jednolicie uszyty, czeka świtu paschalnego, aby zmartwychwstać jak zwycięzca. Jest wiele pięknych grobowców, inne niepozorne, ale jest grób, który woła do nieba i demaskuje straszne okrucieństwo ludzkości – grób, który się otwiera w łonach matek, które wyrywają życie niewinnych istot. Jest to grób, do którego wkładają nowych niewinnych męczenników, ofiary aborcji, które – niczym dzieci z Betlejem – nadal krzyczą przed światem, jest to krzyk ich rozerwanych ciałek, głęboki smutek ich złamanych praw, największa niesprawiedliwość, która zaprzecza prawu do życia.„Przenajczystsza, Niepokalanie Poczęta, która królujesz w Nikaragui, naucz nas świętej wartości życia od jego poczęcia do naturalnego końca, aby nikt nie mógł już tworzyć grobów w świętych łonach matek” – modlili się w ostatniej stacji młodzi z przeżywającego obecnie wielkie trudności kraju środkowoamerykańskiego. kg (KAI) / Miasto Panama fot.
Ta pomoc edukacyjna została zatwierdzona przez eksperta!Materiał pobrano już 535 razy! Pobierz plik interpretacja_drogi_krzyżowej już teraz w jednym z następujących formatów – PDF oraz DOC. W skład tej pomocy edukacyjnej wchodzą materiały, które wspomogą Cię w nauce wybranego materiału. Postaw na dokładność i rzetelność informacji zamieszczonych na naszej stronie dzięki zweryfikowanym przez eksperta pomocom edukacyjnym! Masz pytanie? My mamy odpowiedź! Tylko zweryfikowane pomoce edukacyjne Wszystkie materiały są aktualne Błyskawiczne, nielimitowane oraz natychmiastowe pobieranie Dowolny oraz nielimitowany użytek własnyDroga krzyżowa – Stacja 3 – opis, streszczenie, interpretacja. Stacja III – Jezus pierwszy raz upada. Jezus niosący na swych plecach krzyż, Rozważania drogi krzyżowej. (Fot. Krzysztof Bocheński). Rozważając drogę krzyżową Pana naszego Jezusa Chrystusa, całym sercem bądźmy przy. Stacja I. Pan Jezus na śmierć skazanyStacja II. Jezus bierze krzyż na swoje ramionaStacja III. Jezus upada po raz pierwszy pod krzyżemStacja krzyżowa – Stacja 9 – opis, streszczenie, interpretacja. Stacja IX – Jezus trzeci raz upada. Ciało już po raz trzeci poddaje się pod ciężarem ANDRZEJ DUDA. ROZWAŻANIA DROGI KRZYŻOWEJ. PODCZAS PIELGRZYMKI MATURZYSTÓW NA JASNĄ GÓRĘ. WSTĘP. Jezu Chryste mamy już za sobą ważny etap rozważania do stacji drogi krzyżowejDlaczego rozważania drogi krzyżowej są ważne?. 2008-06-01 17:42:10 Mam takie zadanko Napisz krótkie rozważanie do wybranej stacji Drogi. napisz rozważanie wybranej stacji drogi krzyżowej. +0 pkt. Odpowiedz. Odpowiedzi: 3. Number of thanks 0. about 10 years ago. PAN JEZUS NA ŚMIERĆ 17:42:10 napisz rozważanie do jednej ze stacji drogi krzyżowej 2015-02-27 12:27:26 ułożycie mi rozważanie do wybranej stacji. Pliss na mam na jutroW rozważaniach drogi krzyżowej poznasz tajemnice i znaczenie krzyża. Napisz inne nazwy 14 stacji drogi krzyżowej. STACJA II — Jezus bierze Krzyż. Istota mądrości polega na posłuszeństwie Bogu. Pełnienie woli Boga ma stać się naszym pokarmem tak, jak się stało Twoim, 10 drogi krzyżowej opisDroga Krzyżowa > Stacja X: Jezus z szat obnażony > Punkt 10. 10. Pan Jezus dociera na Kalwarię. Podają Mu wino zmieszane z żółcią, mające działać jak. I trzeba ukochać ten „mój” codzienny krzyż. Stacja III – PIERWSZY UPADEK. Oto pierwszy upadek. Tradycja podaje, że Pan powstał z tego upadku i. Stacja 10. Jezus odarty z szat. Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste… „Rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy”.Biblijne stacje Drogi Krzyżowej — Nazwa ta używana jest też w kontekście samej męki Chrystusa, nabożeństwa rozważania stacji Drogi Krzyżowej, przedstawienia. Stacja 10: Pan Jezus z szat obnażony. Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić Krzyżowa stacjeOto opis stacji, który może się okazać niezwykle pomocny podczas odmawiania drogi krzyżowej dla dzieci. Stacja I Pan Jezus na śmierć skazanyTablice przedstawiają 14 stacji Drogi Krzyżowej: 1. stacja: Pan Jezus na śmierć skazany. 2. stacja: Pan Jezus bierze krzyż na ramiona swoje. 3. stacja: Pierwszy. STACJE DROGI KRZYŻOWEJ >>> · Stacja I: Jezus na śmierć skazany · Stacja II: Jezus bierze krzyż na swoje ramiona · Stacja III: Pierwszy upadek pod. On sam chce nas nią poprowadzić, chce pójść nią razem z nami, bo to jest Jego droga. stacja I Pan Jezus na śmierć skazany. Właściwie za co? Za nadmiar miłości?– Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. Stacja III: Pan Jezus upada pod krzyżem. – Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i 4 Drogi Krzyżowej rozważanieStacja 4: Pan Jezus spotyka swoja Matkę. Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić tej drodze krzyżowej jesteśmy razem. Na dobre i na złe, dopóki śmierć nas nie rozłączy.. Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad trudne sprawy przechowywała w swym sercu, rozważała je, kontemplowała (por. Łk 2, 19). Z owej medytacji i kontemplacji czerpała siłę, Stacja 2 symbolizuje poświęcenie Pana Jezusa nad ludźmi, to, że wraz z krzyżem bierze on na swe ramiona grzechy całego świata. Wiktor Cernusko. Droga krzyżowa – Stacja 4 – opis, streszczenie, interpretacja. Stacja IV – Jezus spotyka swoją Matkę. Maryja Matka, która przez całe życie towarzyszyła.
Droga Krzyżowa ulicami miasta 5 kwietnia 2020 Your browser does not support the audio element. Wstęp Jezus powiedział do uczniów: „Wy wszyscy zwątpicie we mnie tej nocy. Bo jest napisane: uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada” (Mt 26,31) Powiedział również: „Zaprawdę powiadam wam: jeden z was mnie zdradzi.” (Mt 26,21) NOC – zdrady, zwątpienia, strachu, NOC – zagubienia, rozczarowań, bezradności NOC – opuszczenia, samotności, walki z demonami i samym sobą, NOC – próby wiary, NOC – niewyobrażalnego bólu ciała i duszy. TWOJA NOC Każdego z nas Jezus pyta :Przyjacielu, po coś przyszedł? Dać świadectwo prawdzie czy mnie zdradzić? Będziesz trwać przy mnie, czy przerażony uciekniesz, wypierając się mnie? Stacja I Pan Jezus na śmierć skazany Fascynował Piłata ten tajemniczy, milczący, spokojny, pełen godności oskarżony. Było w skazańcu coś istotnie królewskiego, chociaż jak sam mówił, Jego Królestwo nie jest z tego świata. Dziwne to było przesłuchanie, które gdyby nie okoliczności, mogłoby przypominać filozoficzną dysputę na temat: Co to jest prawda? Jednak nie o prawdę w tym procesie chodziło. Wyrok od dawna był ustalony przez Sanhedryn, należało tylko odpowiednio nastawić Piłata, podstawiając fałszywych świadków, łamiąc procedury prawne, a ostatecznie przez szantaż polityczny wymusić na Piłacie wyrok skazujący Jezusa na śmierć. Ten proces sądowy ciągle trwa. Podważana jest, Panie, Twoja wiarygodność jako Syna Bożego, jako Zbawiciela! Jako Tego, który ma moc uzdrawiać wszystkie choroby i leczyć każdą ranę! Czego się tak bardzo boisz, że jak Piłat umywasz ręce i wyrzucasz Jezusa ze swojego życia? Czyjej władzy ulegasz? Czym dajesz się zastraszyć? Wybacz, Panie, nasz brak wiary. Stacja II Jezus bierze krzyż na Swe ramiona Tamtej nocy w ogrodzie Oliwnym błagałeś, Panie, trzykrotnie Ojca, by zabrał od Ciebie ten kielich cierpienia. Jak inna to była noc spędzona na modlitwie z Ojcem od tylu poprzednich nocy. TEJ NOCY Ojciec cierpiał tak jak SYN – jedyny, umiłowany, posłany jako Zbawiciel świata. Bóg Ojciec – który jest Miłością, jest Wszechmocny – nie oddalił tego kielicha, ale umocnił Syna takim ogromem miłości, że Jezus z największym zaufaniem do Ojca i równie wielką miłością powiedział: nie to, co ja chcę, ale to, co Ty niech się stanie! Było tak, jak sam zapowiedział: Dlatego miłuje mnie Ojciec, bo ja życie moje oddaję (…), nikt mi go nie zabiera, lecz ja od siebie je oddaję. I oddał za Ciebie i za mnie. Bestialsko torturowany, wyszydzony, opluty, poraniony tak, że wielu nie mogło na Niego patrzeć – poszedł pełen Królewskiego majestatu i godności, mimo haniebnej korony cierniowej, bez żadnej skargi, z pełnią miłości modlitwą przebaczenia swoim oprawcom. Stacja III Jezus upada pod krzyżem po raz pierwszy Zapytałeś kiedyś, Panie: Czemu to wzywacie mnie „Panie, Panie”, a nie czynicie tego, co mówię? (…) Ten, kto słucha, a nie wypełnia, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. Gdy potok uderzył w niego, od razu runął, a upadek jego był wielki. (Łk 6 46,49) Upadamy, bo nie jesteśmy posłuszni Twojej nauce, Panie. A przecież tak doskonale znamy słowa Maryi z wesela w Kanie – uczyńcie wszystko, cokolwiek wam powie. NIE CZYNIMY! Niesiesz, Panie, krzyż naszych grzechów, a szczególnym ciężarem są grzechy niewyznane podczas sakramentu pokuty, grzechy ukryte lub pominięte w niedbałym rachunku sumienia, a także grzechy tych, których posłałeś do życia konsekrowanego. Biada wam, obłudnicy, bo zamykanie Królestwo Niebieskie przed ludźmi, przewodnicy głupi i ślepi. Węże, plemię żmijowe, jak wy możecie ujść potępienia w piekle? – te słowa skierował Jezus do faryzeuszy i uczonych w Piśmie, ale mogą odnosić się one do każdego z nas, kiedy brnąc w grzech czujemy się bezkarni, zaślepieni własną pychą, zniewoleni pożądliwością, pełni zazdrości i gniewu. Panie Jezu, niech Twoja pokorna miłość podnosi nas z upadków. Stacja IV Pan Jezus spotyka swoją Matkę Są takie spotkania, rozmowy, modlitwy, które powinny pozostać w dyskretnym ukryciu, aby czyjeś podejrzliwe myśli i złośliwe języki nie sprofanowały tego, co czyste, piękne i szlachetne. Na drodze krzyżowej Jezus spotyka ukochaną Matkę. W atmosferze pośpiechu, wrzasku żołnierzy, wąskich uliczek pełnych przepychających się ludzi, Maryja i Jezus nie mieli możliwości, żeby temu niezwykłemu spotkaniu nadać sens bardzo intymny, rodzinny, najczulszy. Zamiast słów musiały wystarczyć spojrzenia, w których bezgraniczna miłość wyrażała jednocześnie ból, smutek, tęsknotę, świadomość rozstania. Delikatny, nieśmiały dotyk Matki, by nie powiększać bólu tak poranionemu Synowi, musiał Jezusowi wystarczyć na dalszą drogę męki. Miech boleści przeszywał oba tak bardzo kochające się serca zjednoczone ogromnym cierpieniem, pogodzone z tym, co MUSI się wypełnić. I na naszej drodze krzyżowej czeka Maryja, współcierpiąca z nami Matka. Ona wszystko rozumie. Nigdy nas nie opuści, będzie przy nas w naszym bólu, osamotnieniu, wzgardzie, wyszydzeniu, upodleniu. Jej Miłość da siłę, wiarę, nadzieję. Idź do Niej, oddaj się Jej całkowicie, Ona Cię uratuje, ukoi największy ból. Niepokalane Serce Maryi, bądź naszym ratunkiem! Stacja V Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi Czasem bywa takie cierpienie, którego sam nie uniesiesz i wtedy trzeba przyjąć pomoc drugiego człowieka, którego Jezus posyła do Ciebie. Ile to razy otrzymaliśmy pomoc w dramatycznej sytuacji. Módlmy się z wdzięcznością za tych, którzy ofiarowali nam swój czas, rozmowę, spotkanie, wysłuchali ze zrozumieniem, obdarzyli pełnym miłości spojrzeniem i ciepłym uśmiechem, byli blisko, gdy tak bardzo bolała samotność. Czasem to nas Jezus posyła do innych w sposób nieoczekiwany, burzący nasze własne plany i mobilizuje do działań, na które początkowo wcale nie mamy ochoty. Mamy, według Jego nauki, nieść brzemiona jedni drugich, okazując sobie wzajemni miłość, wsparcie, zrozumienie, nie oczekując zapłaty czy uznania. Wszyscy o tym wiemy, ale czy rzeczywiście mamy ŚWIADOMOŚĆ, że cokolwiek uczyniliśmy innym, uczyniliśmy JEZUSOWI? Czy naprawdę OBCHODZI nas cierpienie innych czy buduję bliskie więzi z tymi, którzy dźwigają swój krzyż, czy może odgradzam się od nich murem milczenia, pozornego poszanowania ich wolności – nie będę się wtrącać w czyjeś życie – nie będę się narażał, poświęcał, może inni… Uwrażliwiaj, Panie Jezu, nasze serca na cierpienia innych. Stacja VI Weronika ociera twarz Panu Jezusowi Ile subtelnej delikatności i miłości musiało być w geście tej wrażliwej, odważnej kobiety, gdy ocierała opuchniętą, zakrwawioną, oplutą twarz Jezusa. Jej postawa ilustruje to, o czym w pierwszym liście pisał św. Jan: (…) Nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą. (…) W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości. Weronika wie jak okazywać miłość. Nie myśli o sobie, najważniejszy jest Jezus – poraniony, spragniony, opuszczony, brutalnie bity, kopany, obrzucany obelgami i przekleństwami. Ewangelista Mateusz (10, 32) przypomina słowa Jezusa, które dopełniają to niezwykłe spotkanie Zbawiciela z Weroniką: Do każdego więc, kto się przyzna do mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i ja przed Moim Ojcem, który jest w niebie. Panie Jezu, spraw, aby ci wszyscy, którzy z miłością i troską przychodzą mi z pomocą, zabierali ze sobą w pamięci wizerunek mojej twarzy pełnej wdzięczności i szacunku dla ich odwagi i trudu. Stacja VII Jezus drugi raz upada pod krzyżem Jezus powiedział do uczniów: „Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu na szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. UWAŻAJCIE NA SIEBIE!” Czy rzeczywiście uważamy? - na to co, jak i do kogo mówimy? - na to, jak i czemu się przyglądamy? - co nas fascynuje, zabiera czas, uwagę, myśli? - komu daję władzę nad sobą? - kto mną a kim ja manipuluję? - kogo swoim zachowaniem, słowem, gestem doprowadziliśmy do upadku? Wybacz nam Jezu nasze grzechy, oczyść nasze serca, bo stamtąd pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa. Oby każdy upadek uczył nas mądrości, był przestrogą przed pułapkami szatana; obyśmy chcieli i potrafili zadośćuczynić wyrządzonym krzywdom. Stacja VIII Jezus spotyka płaczące niewiasty Czy kobiety jerozolimskie ZROZUMIAŁY to, co Jezus do nich powiedział? Zgodnie ze zwyczajem odprowadzały skazanego, lamentując nad Nim, a Jezus świadomy tego, dokąd i dlaczego idzie, ostrzega niewiasty co stanie się z Jerozolimą, która odrzuciła Mesjasza i nie chce nawrócenia. „Jeruzalem! Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani!” (Mt 23, 37) Jezus wie, że za kilka godzin umrze, ale obchodzi Go los tych, którzy zostaną przy życiu, bo zna przyszłe wydarzenia. Matki wydaję się jednak nieświadomie zagrożeń i niebezpieczeństw, które nadchodzą. Płaczemy nad sobą i nad naszymi dziećmi! Jezus i nas ostrzega: „Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod Moim imieniem i będą mówić: „Ja jestem” oraz „Nadszedł czas”. Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec. […] Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie.” (Łk 21, 8-11) Niech Twoje ostrzeżenia Panie wzbudzają w nas pragnienie nawrócenia i pokuty. Stacja IX Pan Jezus trzeci raz upada pod krzyżem Już większa część drogi za Tobą, Panie, miejsce kaźni coraz bliżej. Trudny do wyobrażenia ból, zmęczenie, ciągle krwawiące rany sprawiają, że upadam Panie Jezu kolejny raz. Udało się szatanowi przekonać ludzi, że mają prawo osądzić i zabić Syna Bożego jako opętanego bluźniercę. Ten „specjalista” od kłamstwa – szatan manipuluje nami na poziomie rozumu i emocji. Uderzy w najsłabszy punkt, uważnie obserwując czego się boisz, na czym ci zależy, czego tak kurczowo się trzymasz, że sama myśl o tym, że coś lub kogoś możesz stracić jest dla ciebie przerażająca. STRACH – to broń szatańska, dlatego Jezus nieustannie przypomina: nie bój się, nie lękaj się, ufaj, wierz tylko, odwagi, Ja jestem, podnieście głowy, nabierzcie ducha. Nie pozwól, Panie, byśmy trwali w upadku – przerażeni i wątpiący w Twoje Miłosierdzie. Przymnóż nam wiary, a Twoja odpowiedź na pytanie „Któż więc może być zbawiony?” niech będzie nasza nadzieją: „Co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga”. (Łk 18, 26-27) Stacja X Pan Jezus z szat obnażony „Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.” (Iż 53, 3) Bolesna prawda ujawnia się w słowach proroka Izajasza. Mieliśmy i często mamy Ciebie Panie za NIC! Tłum patrzył, jak odzierali Ciebie z szat. Stałeś nagi, jak tyle innych ofiar przemocy, gwałtów, brutalności, okrucieństwa i wymyślnych tortur. Ty – Mistrz i Nauczyciel, najlepszy pasterze, Uzdrowiciel, cudotwórca, Przyjaciel Syn Boży, Zbawiciel. Ogołocony ze wszystkiego wydawałeś się Panie pozbawiony wszelkiej mocy, ale to nieprawda. Bo Twoja moc pochodzi od Ojca, umacniania miłością w Duchu Świętym. Patrzyli na Ciebie przerażeni uczniowie, ukryci wśród tłumu i pewnie trudno im było wierzyć Twoim słowom: „Niech się nie trwoży serce wasze […] Idę przygotować wam miejsce. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej na same dzieła.” Panie Jezu, niech sakrament pokuty odziera nas z naszych grzechów, przywracając godność dzieci Boga Ojca. Niech naszą ludzką nędzę okrywa Twoja miłosierna Miłość. Stacja XI Pan Jezus do krzyża przybity Ileż to razy słyszeliśmy Twoje słowa Panie: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze swój krzyż i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa.” (Łk 9, 23-24) Ilu z nas chce za wszelką cenę zachować swoje życie? No właśnie, za wszelką cenę! Zdrady Jezusa, odejścia od Boga, wybór wersji odwróconego Dekalogu? Jacy to inni bogowie tego świata stali się ważniejsi niż ten Jedyny Wszechmogący? Czyje imię wymawiano z większą czcią niż Imię Jezus? Czyje życie wydawało się bardziej interesujące niż Tego, który jest Drogą, Prawdą i Życie? Czy jakiekolwiek inne stworzenie, oprócz człowieka zabija swoje potomstwo, jeszcze zanim się urodzi? Czystość, wstrzemięźliwość i wierność przestano łączyć z miłością, bo z niej zrobiono towar i przedmiot handlu. Pozwoliliśmy się okradać ze wszystkiego nie tylko w wymiarze materialnym, ale także moralnym i duchowym. Fałszywe świadectwa, kłamstwa, złe emocje, uzależnienia, agresja – co zrobiliśmy z naszym życiem? Czy w ogóle rozumiemy co to znaczy zaprzeć się samego siebie? Trzeba, póki jeszcze nie jest za późno zweryfikować swoje wybory i odpowiedzieć na pytanie: komu tak naprawdę UFAM? W kim lub w czym pokładam nadzieję? Co warte jest życie bez Ciebie, Panie? Stacja XII Jezus umiera na krzyżu Przygotowywałeś Panie uczniów na tę godzinę, mówiłeś o swojej męce, śmierci i zmartwychwstaniu, ale dla nich była to rzeczywistość tak odległa i niezrozumiała, że woleli spierać się o to, który z nich jest ważniejszy niż słuchać Twoich słów. Na tę godzinę przygotowywałeś Panie Jezu także swoją Matkę, a Ona w przeciwieństwie do uczniów, przeczuwała w swoim kochającym sercu ogrom cierpień, które przyjmiesz na siebie. Kiedy Jezus ujrzał Matkę pod krzyżem i stojącego obok umiłowanego ucznia, powiedział słowa, które każdy z nas doskonale zna, ale niezwykle istotne jest to, co św. Jan zapisał w kolejnym zdaniu: „I od tego godziny uczeń wziął Ją do siebie.” Co to tak naprawdę znaczy wziąć Maryję do siebie? Umierający Jezus daje nam swoją Matkę jak najcenniejszy, najukochańszy Dar. Zaufaj Jej, Ona nie wyprze się ciebie jako swojego dziecka, nie opuści cię pod krzyżem. Ci, którzy jako jej niewolnicy po 33 dniach rekolekcji zawierzyli Maryi swoje życie wiedzą, że prawdziwe są słowa św. Bernarda, które często przytacza św. Ludwik Grignon de Monforte: „Kiedy idziesz za Maryją, nie zbłądzisz. Kiedy modlisz się do Niej, nie popadniesz w rozpacz. Kiedy Ona cię podtrzymuje, nie upadniesz. Kiedy Ona cię chroni, nie będziesz się lękał. Kiedy cię prowadzi, nie będziesz czuł zmęczenia. Kiedy stoi przy twoim boku, bezpiecznie dotrzesz do celu.” Weź Maryję do siebie. Potęga Jej Miłości jest większa od bólu, cierpienia i śmierci. Stacja XIII Pan Jezus zdjęty z krzyża A więc wykonało się! Jezus umarł. Sanhedryn będzie mógł wraz z ludem świętować Paschę, napawać się swoim zwycięstwem, że na zawsze uciszyli tego Galilejczyka. Wreszcie spokój! Trzy kobiety pod krzyżem i małoletni Jan też wydają się być spokojni, ale z zupełnie innego powodu, bo przecież wreszcie skończyła się Męka ukochanego Jezusa. Ich spokój - to odrętwienie bólem, smutkiem, tęsknotą. Nie ma odpowiednich słów, by wyrazić nasze cierpienie wobec śmierci tych, których kochaliśmy, bo wraz z nimi umiera jakaś część nas. Nie było czasu na oddawanie należnej czci zmarłemu Jezusowi ani na dokonanie należytego obrządku wobec martwego ciała. Piłatowi też chodziło o to, aby jak najszybciej zamknąć sprawę kłopotliwego Króla Żydowskiego, dlatego nie odmówił Józefowi z Arymatei i pozwolił na zdjęcie z krzyża ciała Jezusa. Z najwyższym szacunkiem i współczuciem oddał Ciało Matce. Chwilą milczenia uszanujmy ból Matki Najświętszej, jednocząc się z Jej Miłością do Syna. Stacja XIV Jezus złożony do grobu Organizacją pogrzebu Jezusa zajęli się dwaj dostojnicy żydowscy – faryzeusz Nikodem i Józef z Arymatei, członek Sanhedrynu, obaj zakonspirowani zwolennicy Jezusa. Jak zanotował św. Jan, zabrali Ciało Jezusa, obwiązali Je w płótna razem z wonnościami i złożyli w nowym grobie, w którym jeszcze nie złożono nikogo. Syn Boży, Nauczyciel i Mistrz, Uzdrowiciel, Przyjaciel, Cudotwórca, Mesjasz – złożony do grobu, a na pogrzebie tylko najwierniejsza garstka tych, których strach nie sparaliżował; których miłość do Jezusa była większa od jakiegokolwiek lęku. Nie było przy grobie Twoich uczniów, których nazwałeś przyjaciółmi, a przecież zapewniłeś ich Panie, że „nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13) Nie uwierzyli w Twoją miłość? Zwątpili, uciekli bojąc się o swoje życie, a przecież uciszając burzę na jeziorze objawiłeś im swoją moc, nie zostawiłeś ich, gdy przerażeni wołali: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” (Mk 5, 38). Wstałeś wtedy Panie, rozkazałeś wichrom i jezioru i nastała GŁĘBOKA CISZA. I nam wszystkim – wątpiącym, przerażonym, bardziej ufającym ludziom niż Tobie, Panie, potrzebna jest głęboka cisza, żeby przy Twoim grobie zrobić dokładny, szczegółowy rachunek sumienia jaka jest nasza WIARA, zwłaszcza w uzdrowieńczą moc Eucharystii. Oby nigdy więcej STRACH nie okazał się większy niż MIŁOŚĆ do Ciebie, Panie, niż WIARA I NADZIEJA. Zakończenie Ojcze Nasz…Zdrowaś Mario…Chwała Ojcu…
pomóżcie!!! ;) Jeżeli posiadacie informacje, materiały dotyczące prezentowanych w Serwisie felietonów, macie propozycję innych związanych z Ziemią Proszowską, albo zauważyliście błędy w naszym materiale; prosimy o kontakt! skarby@ Inne kontakty z nami: TUTAJ! Redakcja IKP Kursy walut NBP 2022-07-29 USD 4,6365 -1,25% EUR 4,7399 -1,20% CHF 4,8682 -0,73% GBP 5,6434 -1,37% Wspierane przez Rozważania drogi krzyżowej Makuły Proszowice, 20-11-2009 Rozważania drogi krzyżowej napisał proboszcz parafii Proszowice ks. Henryk Makuła. Nasza parafia prowadziła Tą Drogę 18 listopada 2009 roku w miejscu śmierci błogosławionej Karoliny Kózkówny w miejscowości Wał - Rudy. Okazją była kolejna, 95 rocznica śmierci Karoliny. W opracowaniu zostały wykorzystane zdjęcia ze strony Zapraszam do głębokiej refleksji nad rozważaniami ks. Henryka. Wprawdzie zajmie to sporo czasu, ale warto. Andrzej SolarzROZWAŻANIA DROGI KRZYŻOWEJ Idąc drogą ku miejscu męczeńskiej śmierci bł. Karoliny, rozważając Panie Twoją ofiarę Krzyża, z której płynie cała nasza nadzieja, módlmy się: o szacunek dla każdego życia, a szczególnie ludzkiego życia; o poszanowanie godności człowieka we współczesnym świecie; o zrozumienie wielkiej wartości cnoty czystości; o zrozumienie sensu cierpienia szczególnie tych, którzy stali się ofiarami przemocy lub byli ofiarami wypadków drogowych; o siłę do przeciwdziałania wszelkiej przemocy i zniewoleniu człowieka. idź do góry STACJA I - Jezus skazany na śmierćSłowo, które zabija! Nasze życie! - Słyszałaś o Kaśce, ale afera (tu potok słów, och i ach, faryzejskie zgorszenie), - Nie mów, przecież to tylko plotki, - Jakie tam plotki, czysta prawda, Jolka to pewne źródło, a poza tym wszystko pasuje jak ulał. Nie może być inaczej (a jest)... Internetowe fora, kolorowe tabloidy: coś tam..., gdzieś tam..., wydaje się, że... Człowiek w ogniu domysłów, przypuszczeń zabarwionych "życzliwym" uprzedzeniem czyli cyniczną nienawiścią i chęcią dokopania mu. W jednej chwili skazany na "śmierć cywilną", na niebyt. Zaszczuty, kończy załamaniem, zgorzknieniem, czasem tragicznym krokiem porwania się na własne życie. Cóż z tego, że po jakimś czasie gdzieś tam na ostatniej stronie ktoś odwoła, przeprosi... bo musi. Złe słowo rzucone na wiatr zrobiło swoje. Posiało zło, poróżniło, zabiło przyjaźń, miłość, zniszczyło autorytet. Chrystus! Twoje słowo, Panie dawało życie. Uczyło miłości, dobra, pomagało. Twoje słowo było Dobrą Nowiną o zbawieniu - było Ewangelią. Ty byłeś i jesteś w tym, co mówiłeś i co czyniłeś Bożym Słowem, które stało się ciałem. W Twoim życiu - Synu Człowieczy - była ta jedyna, cudowna zgodność słów i czynów. To bolało, drażniło, tych, u których był rozziew słów i życia, tych, którzy na zawsze pozostają faryzeuszami, ludźmi zakłamanymi, nieszczerymi. To oni przywiedli Ciebie, przeszkadzającego ich krzywym sumieniom przed sąd Piłata, aby Cię zniszczyć. Zniszczyć złym słowem, fałszywym świadectwem. Zniszczyć naciskiem, szantażem wywieranym na słabym, pragnącym świętego spokoju człowieku. Jego pytanie "Cóż to jest prawda?" idzie przez wieki, intryguje, zmusza do refleksji także i nas. Karolina! Był panem jej losu, życia. Przynajmniej tak to czuł. Był zwycięzcą, który sięga po cudze jak po swoje. Coś mu się przecież od życia należało. Był na wojnie, gdzie huczą działa, karabiny, a milczy sumienie. Może myślał sobie: "To tylko prosta, wiejska dziewucha. Nic się nie stanie." Tak Karolina stawała się narzędziem źle pojętej, karykaturalnej wolności. Prosimy Cię, Panie: o zgodność naszych słów i czynów; o słowa mądre, dobre, niosące miłość i przebaczenie; o żal serdeczny za każde słowo, które zabija, pomniejsza godność; o nawrócenie dla ludzi walczących za pomocą słów nie licząc się z prawdą i dobrem; o sprawiedliwy osąd rzeczywistości, unikanie fałszywych i niepotrzebnych sądów; o prawdziwie czyste ręce i czyste serca, bez teatralnych gestów umywania rąk; o umiłowanie Bożego słowa, które jest źródłem prawdy. powrót idź do góry STACJA II - Jezus bierze krzyżNasze krzyże codzienne Nasza codzienność! - Wyglądasz jak siedem nieszczęść. - Wiem, tak bardzo boli mnie głowa, taka jestem chora... - Nigdy mu nie wybaczę. Zdradził mnie. Tak bardzo mnie zranił. Jakby ktoś wyrwał mi serce. Już nic nie czuję i nic nie rozumiem. - Jaki sens ma życie? Starałem się, zabiegałem by dzieciom było lepiej. Teraz dogorywam samotny, a jeśli się mną ktoś interesuje to ludzie obcy. - Proszę księdza, dlaczego tak cierpi mój kilkuletni synek? Już kilka operacji mózgu a mówią, ze końcem będzie tylko śmierć. To niesprawiedliwe! - Po co to wszystko? Nasz ludzki kołowrót: marzenia, które nigdy się nie spełnią; plany, które nigdy nie zostaną zrealizowane... Wszystko idzie jakby na opak. Chrystus! Stanąłeś, Panie, u początku tej ostatniej drogi. Byłeś przeraźliwie sam. Odeszli, rozproszyli się, zdradzili ci, dla których byłeś Mistrzem. Ci zaś, którzy szydzili, łapali za słowo, śledzili każdy krok - ci właśnie teraz triumfują. Wtłoczyli ciężką belkę na Twoje poranione barki, związali z innymi w szeregu skazańców. Zostałeś skazany na haniebną śmierć, zrównany z największymi zbrodniarzami. Przeżywałeś boleśnie każdy rodzaj ludzkiego cierpienia: fizyczny ból i duchowe sponiewieranie. Powiadają, że mimo wszystko ucałowałeś drzewo krzyża, jakby było upragnione i z ochotą wziąłeś je na siebie. Rozumiałeś to, czego my nie rozumiemy: potrzeba było, abyś cierpiał, aby się dopełniło dzieło Boże, potrzeba było... Karolina! Cóż jest winna ta prosta, wiejska dziewczyna - chodząca dobroć i pokora - że stała się narzędziem w ręku zła? Cóż jest winna idąca w kierunku lasu popychana przez żołdaka, popędzana słowami pełnymi nienawiści i pogardy, pełna lęku o własny los. Widocznie trzeba było, potrzeba było, aby się dopełniła miara dramatu człowieka, który do końca idzie za Chrystusem razem z Nim niosąc krzyż. Prosimy Cię, Panie: pozwól nam zrozumieć dramat Twojego Krzyża; daj siłę, abyśmy umieli przyjąć nasz krzyż bez względu na to jak jest ciężki; pozwól zrozumieć, że krzyż, cierpienie jest "materią pierwszą odkupienia człowieka"; Prosimy Cię: o odwagę zgody na każde cierpienie; o ducha walki z cierpieniem, które można i trzeba ograniczyć, odsunąć, ułagodzić; o to, abyśmy nigdy nie nakładali krzyża cierpienia naszym braciom i siostrom. powrót idź do góry STACJA III - Pierwszy upadek JezusaCzy to już grzech? Nasze życie! - Przychodził do domu coraz częściej późno i na lekkim rauszu. Wiedziała, że ucieka przed sobą. Nie radził sobie w nowej pracy. Żył lękiem, że go "wyleją". Odreagowywał wśród dawnych kolegów przy budce z piwem. Gdy delikatnie zwróciła mu uwagę bojąc się o niego, o rodzinę, licząc na to, że się otworzy, pogada - on wpadł w szał. Zaczął krzyczeć: "Pijaka ze mnie chcesz zrobić! Wiem, co robię, panuje nad sytuacją!" - "Nie bój się, nic ci nie będzie, dorośli tak robią. Przecież to nie grzech." - przekonywał kolega namawiając go do pierwszego papierosa. Kusiło go, choć tak naprawdę nie miał ochoty. Uległ koleżeńskiej perswazji. - Kochała go. Był jej pierwszym chłopcem. Była taka dumna, że ma chłopaka, że jest taka dorosła, że koleżanki jej zazdroszczą. Spotykali się z dala od ludzi. Wyczuł jak bardzo jej na nim zależy. Stopniowo posuwał się coraz dalej. Czułe słówka, namiętne pocałunki, coraz odważniejsze pieszczoty. Gdy broniła się niepewnie mówił: "Nie bój się głupia. Przecież się kochamy. Wszyscy tak robią. Przecież to nie grzech." Chrystus! Szedłeś dźwigając belkę krzyża w szeregu skazańców przeznaczonych na śmierć tego dnia. Byłeś z nimi powiązany jednym sznurem. Każdy gwałtowny ruch, szarpnięcie powodował Twoje zachwianie. To właśnie w taki sposób nagle znalazłeś się na ziemi, twarzą w pyle drogi. Każdy z nas upadając nawet niespodziewanie odruchowo amortyzuje ten upadek wyciągając ręce. Ty nie mogłeś tego uczynić, bo ręce były mocno przywiązane do belki krzyża. Tym boleśniejszy był upadek, w czasie którego raniłeś sobie twarz i kolana. Tym trudniej było powstać i iść dalej. Twoje droga jest symbolem naszej drogi. Twoje upadki zwykliśmy rozpamiętywać nie tylko w kategoriach fizycznego zdarzenia i bólu z tym związanego, ale w kategoriach głębszych, dotykających naszych życiowych postaw, spraw sumienia i ludzkiego ducha, w kategoriach duchowych dramatów przeżywanych przez absolutnie każdego człowieka. Panie, największy dar, jakim obdarowałeś każdego z nas to wolność. Dar wymagający dojrzałości i odpowiedzialności człowieka. Egzamin z wolności zdajemy przez całe nasze życie. Wolność to nie samowolka, ale wybór tego, co lepsze, bardziej godne człowieka. Wolność wymaga określenia jasno przyjętych zasad, granic, których pod żadnym pozorem przekraczać nie wolno. Furtki, wyłomy w murze sumienia, które czasami czynimy w imię przekonania: to mi jeszcze wolno, to jeszcze nie grzech - kończą się tragedią upadku. Błogosławiona! Twoim słowem, Twoją prawdą żyła Karolina. W Świętej Księdze szukała odpowiedzi na życiowe pytania. Twego słowa uczyła innych. W oparciu o Twoje słowo kształtowała wrażliwe sumienie. Dla Niej wszystko było po Bożemu proste, jednoznaczne. Twoje słowo dawało jej siłę w codzienności i przygotowało do wielkich rzeczy, do chwili próby. Prosimy Cię, Panie: dając nam wolność naucz nas mądrze z niej korzystać; daj nam sumienie wrażliwe i czujne, abyśmy nie przekraczali granicy między dobrem a złem; nie pozwól nam paktować ze złem, łatwo tłumaczyć swoje słabości, postępować w sumieniu niepewnym z pytaniem: to chyba jeszcze nie grzech? daj siłę ducha, abyśmy ciągle na nowo powstawali z naszych upadków. powrót idź do góry STACJA IV - Jezus spotyka swoją MatkęMatki nasze cierpiące Nasza codzienność! - Wiesz, moja stara to chyba zwariowała. Stawia mi takie wymagania, jakby zapomniała, że to już XXI wiek. - Mamo, proszę Cię, odczep się. To moje życie i ja wiem, co robić, nie jestem przecież dzieckiem. - Proszę księdza, jak ciężko żyć obok własnego dziecka kilka lat bez słowa. Nawet wnuki nie mogą do mnie przychodzić. Najtrudniej jest w wigilię, gdy zza ściany słychać gwar składanych życzeń, śpiewanej kolędy. - Dziś, gdy wciągałam go sponiewieranego przez próg, wycierałam twarz cuchnącą alkoholem pierwszy raz pomyślałam: "Lepiej żebyś nie żył..." Pomyślałam i przestraszyłam się samej siebie. - Moja mama była najlepsza pod słońcem. Zawsze czułem, jak oddech, moc jej modlitwy. Gdy Bóg ją zabrał poczułem pustkę, zrozumiałem jak była ważna, jak potrzebna. Bez niej nie ma już domu rodzinnego. Kochana mama... Chrystus! Stała na Twojej drodze. Sobór Watykański mówi jeszcze piękniej o Jej roli w Twoim życiu. Szła za Tobą w pochodzie wiary, aż pod krzyż, gdzie nie bez woli Bożej stanęła. Teraz patrzyła na Twój ból. Nic nie mogła uczynić. Tylko patrzyła. A przecież właśnie to było takie ważne. Te oczy, które mówiły o wszystkim: o współczuciu, nieustannej miłości. Oczy, które mówiły: "Tak trzeba Synu", "Jestem z Tobą", "Odwagi, bądź silny". Jej obecność to nie tylko jeszcze jeden ból, ale bardzo silne duchowe wsparcie. Twoja Matka. Bolesna, współcierpiąca. Nasze matki. Nasze matki cierpiące, odrzucane, deptane, współczujące, żyjące niegasnącą miłością do nas, czasami tak trudną i ciężką, jak Twój krzyż. Matki nasze cierpiące, dźwigające nieustannie nasz krzyż. Błogosławiona! Nie było matki Karoliny, gdy ta rozpoczynała swoją ostatnią drogę. Była w kościele. Ból dopadł tę matkę dopiero później. Jednak Karolina nie była sama. Razem z Nią szła ta Matka z krzyżowej drogi Chrystusa. Ta, z którą zawsze rozmawiała po dziecięcemu, którą wychwalała śpiewem "Godzinek". Nikt z nas nie jest sam na swojej krzyżowej drodze. Zawsze jest z nami Matka Jezusa. Prosimy Cię, Panie: o nieustanną obecność Maryi w naszym życiu "teraz i w godzinę śmierci naszej"; o poszanowanie godności każdej ludzkiej matki; o ulgę w cierpieniu dla matek odtrąconych przez dzieci; o siłę dla matek walczących o dobro dla swoich dzieci uwikłanych w nałogi i zło; o dar życia wiecznego dla naszych matek dających życie, żywicielek, wychowawczyń i świadków naszych życiowych zmagań. powrót idź do góry STACJA V - Szymon z Cyreny pomaga JezusowiPrzed krzyżem nie uciekniesz Nasze życie! - Tam leży człowiek na chodniku, może trzeba pomóc? - Pewnie za dużo wypił i film mu się urwał, a ja mam się nad nim litować. - Słuchaj, ona wrzeszczy jakby ją ktoś ze skóry obdzierał. Dzieciaki także krzyczą. Chodźmy tam, zapukaj chociaż w ścianę. - Ile razy ci mówiłem, nie wtrącaj się w życie innych ludzi. - Ci młodzi ludzie zachowują się jak wandale. Demolują wszystko. Popatrz zniszczyli przystanek autobusowy, ich słowa są brudniejsze niż rynsztok. Powiedz im coś, zareaguj. - Ich jest tylu a my sami. Chcesz awantury? Albo chcesz wrócić do domu z rozbitą głową? Oni mają swoich rodziców, nauczycieli. Niech inni ich wychowują. To nie nasza rzecz. Chrystus! Idąc zmęczony z pola natknął się na korowód ze skazańcami. Spojrzał obojętnie. Jeszcze jedna egzekucja. Chciał ukryć się w tłumie, ominąć, bo z rzymianami nigdy nic nie wiadomo. No właśnie. Woła go dowódca kohorty: "Hej, ty, zbliż się tutaj!" Idzie, bo musi, nie chce awantury - "Pomożesz temu w środku!" - "Ale dlaczego?" - "Bo ja tak rozkazuję!" - "Nie znam Go, spieszę się, ja nie mam z tym nic wspólnego..." - "Bierz krzyż i nie dyskutuj. Idziemy!" Zobaczył wreszcie cierpienie tego skazańca. Poczuł pełne miłości spojrzenie. Zrobiło mu się głupio. Ale nieść krzyż to tak, jakby przyznać się do winy. Taki wstyd. Gdy szedł obok Jezusa, gdy wspierał Go silnym ramieniem, zaczął myśleć inaczej. Krzyż wcale nie był ciężki dla niego przyzwyczajonego dźwigać większe ciężary. Co więcej, stawał się dziwnie lekki, jak piórko. Myślał intensywnie: "Ten obok to przecież też człowiek, pomogę mu". Myślał: "A jeśli jest niewinny?" Słyszał o tym, czego On nauczał, że wzywał do szacunku do drugiego człowieka, do miłości. Jezus czynił tyle dobrego. A on? Myślał tylko o sobie, uciekał przed problemami innych. Teraz zrobiło mu się wstyd. Szedł już spokojny. Tak dziwnie rozpoczęła się jego przygoda z Chrystusem. Potem, gdy uwierzy do końca będzie dumny: "Niosłem krzyż Chrystusa. Pomagałem Jezusowi." Karolina! Szła samotnie wśród równiny pól, ku lasowi. Czuła za sobą obecność żołnierza. Co myślała? Może kurczowo szukała dróg ucieczki, jakiegoś ratunku, pomocy. Nie było nikogo. Dwaj przestraszeni, trochę od niej starsi koledzy, ukryci w gęstych krzakach nie mieli odwagi pomóc, choćby krzyczeć. Bali się. Ona tyle razy pomagała innym, służyła jak mogła. Teraz była samotna w swojej drodze ku śmierci. To było smutne. Prosimy Cię, Panie: o obecność dobrych ludzi na naszej życiowej drodze; o to, abyśmy nie uciekali przed krzyżem innych, ale starali się pomóc, zaradzić; o oczy otwarte na cierpienia innych i ręce gotowe podjąć cudzy krzyż; o umiejętność zobaczenia Ciebie w drugim człowieku szczególnie w tym chorym cierpiącym, odepchniętym; o zrozumienie, że nikt z nas nie jest samotną wyspą i mamy dźwigać brzemiona innych. powrót idź do góry STACJA VI - Weronika pomaga JezusowiOblicze Chrystusa w tobie Nasza codzienność! - Tak wszyscy nadawali na tego dyrektora. Było w tym tyle emocji, fałszywych sądów, chęci przypodobania się innym. W gruncie rzeczy to nie jest zły facet. Wiem to , ale nie miałem odwagi powiedzieć prawdy, milczałem. - Próbowała mieć inne zdanie. Nie zostawili na niej suchej nitki. Zagadali, zakrzyczeli. Stała bezradna wśród rozwrzeszczanej grupy. Nikt nie chciał słuchać jej argumentów. Nie chcieli zrozumieć, że człowiek jest jak góra lodowa - tylko jej część jest widoczna na powierzchni. - Na podłodze rozbity w drobny mak flakon. Stali wszyscy ze spuszczonymi głowami. Pani spytała: "Kto to zrobił?" Winni byli wszyscy, a tylko on jeden miał odwagę powiedzieć: "Ja. Nie chciałem tego, jestem gotowy jakoś to wynagrodzić." Chrystus! Szedłeś z krzyżem wśród wrogiego tłumu. Tłum wyzwala najgorsze instynkty. Nikt nie pytał czy byłeś winien. Twoja słabość budziła u nich poczucie siły, wyzwalała agresję. Poszły w niepamięć dobre słowa i czyny. Teraz zostałeś zrównany ze złoczyńcami i tak jak oni traktowany. Ci, którzy Ci współczuli cierpieli w milczeniu, albo byli po ludzku bezsilni wobec opinii większości. Jakże boli ludzka pogarda, jak boli bezsensowna nienawiść, uprzedzenie, niesprawiedliwe zrównanie pod wspólny mianownik. Wtedy pojawiła się ona. Nie była w stanie niczego zmienić, przekrzyczeć innych. Pomogła tak, jak umiała. Chustą zdjętą ze swojej głowy delikatnie otarła Ci twarz. To tak niewiele i tak wiele jednocześnie. Ona miała odwagę być dobrą. Miała odwagę zrobić coś wbrew powszechnej opinii. Nie bała się, że ją ośmieszą, że zostanie brutalnie potraktowana za ten ludzki gest. Weronika - prawdziwe oblicze. Nie tylko to, które według tradycji zostawiłeś na skrwawionej chuście. Prawdziwe oblicze, Twoje oblicze, które winniśmy nosić w naszym sercu. Twoje oblicze, które winniśmy sobą pokazywać my chrześcijanie - ludzie Chrystusa - gdziekolwiek jesteśmy, cokolwiek robimy. Błogosławiona! Jak wyglądała Karolina na swojej krzyżowej drodze? Czy była tylko prostą, zastraszoną, wiejską dziewczyną? Chyba nie. Świadoma obecności Boga w sobie pewnie szła dumnie, bez lęku. Zrozumiała, że ten, kto jest obliczem Chrystusa nie może żyć w lęku, nawet gdy nadchodzi śmierć. Miała odwagę, która płynęła z żywej wiary. Prosimy Cię, Panie: o odwagę przyznawania się do Ciebie w każdej sytuacji; o trafne rozeznanie każdej sytuacji naszego życia i umiejętność opowiedzenia się po stronie prawdy i dobra; o zdolność pomagania nawet przez małe rzeczy każdemu potrzebującemu; o zdolność pójścia nawet pod prąd, jeśli jest to słuszna droga o wyobraźnię miłosierdzia w naszym życiu powrót idź do góry STACJA VII - Jezus powtórnie upadaTrzeba się nieustannie podnosić - nasze zniewolenia Nasze życie! - Jestem człowiekiem!, mówisz, a po wódce wychodzi z ciebie bestia, dzikie zwierzę. - Jestem wolny, mogę zrobić ze sobą, co chcę! "Na głodzie", za "działkę" oddałbyś wszystko. Wyniosłeś na handel całą bibliotekę ojca i ślubną obrączkę matki. Nie ma takiej podłości, takiego świństwa, którego byś nie zrobił byle tylko zdobyć upragniony towar, by znowu "dać sobie w żyłę" i poczuć upragniony spokój aż do następnego razu. - Marek, alkoholik, razem z takim jak on kolegą szukali forsy na wódkę, bo ich "suszyło". Poszli do domu jego babci. On ją zagadywał a tamten penetrował zakamarki szafy. Zauważyła to i zaczęła krzyczeć. W szale, lęku uderzył mocno. Zabił ją. Uciekli w panice. Po kilku dniach zobaczył siebie na liście gończym. Schwytali go. Dostał 25 lat. W więzieniu wyleczył się w grupie AA. Także jako więzień skończył studia. Teraz jest wychowawcą pośród tych, którzy tak jak on zbłądzili. Daje świadectwo, że jednak można powstać. To jest trudna, prawdziwa historia z dobrym zakończeniem. Chrystus! Znowu upadłeś. Jeszcze boleśniej niż za pierwszym razem. Usiłowałeś podnieść się o własnych siłach i iść dalej. Co bolało bardziej? Razy po biczowaniu ocierane teraz drzewem krzyża, potłuczone kolana, zmasakrowana twarz, obręcz cierni na skrwawionej głowie? A może jeszcze bardziej bolały szturchańce pospólstwa, popychanie i słowa ostrzejsze niż bicze pełne wzgardy, buty i braku miłości bliźniego? Bolało tak bardzo to, że słowa Twojej Dobrej Nowiny wypowiedziane tak niedawno i wzbudzające ich zachwyt teraz nic już nie znaczyły wobec zła, które wyzwalało się w tym tłumie. Nasze ludzkie upadki, te mniejsze czy większe dramaty. Nas przekonanych o własnej sile, mądrości, pełnych tupetu i pewności siebie. Zapatrzonych w swoją gwiazdę, zaślepionych uczonością, chcących za wszelką cenę imponować innym, kierujących się instynktem stada. Bezsens, nuda, szukanie wrażeń za wszelka cenę. Co dalej? Jakże często nadmiar alkoholu i powolne uzależnianie się. Jakże często "trawka", po której robi się cudownie, a potem już równia pochyła w dół, aż do totalnego zniewolenia i chęć skończenia z sobą przez "złoty strzał". Jakże trudno poranionym, zniewolonym wyjść z zaklętego kręgu, powstać na nowo do normalnego życia. Uwierzyć, że jest się potrzebnym. Uwierzyć, że Bóg ciebie kocha nawet wtedy, gdy błądzisz. Błogosławiona! Karolina była 16 letnią dziewczyną wychowaną w atmosferze żywej wiary i prawdziwej pobożności. Była nawet jak na tamte czasy dziwna: nie dbała o piękne stroje i atrakcyjny wygląd. Życzliwa i chętna do pomocy stroniła od zabaw i zalotów tak normalnych dla rówieśników. Daleka była od zmysłowości, która ogarnęła uzbrojonego żołnierza tak, że gdy ją zobaczył miał powiedzieć: "Jesteś ładna, ty mi drogę pokażesz." Jakże różne były ich drogi, jakże różne pragnienia. Prosimy Cię, Panie: daj nam siłę, abyśmy dar życia mądrze wykorzystali i nie zmarnowali; nie pozwól zejść z drogi wierności Tobie, zabłądzić wśród wielu dróg, które daje świat; chroń nas przed zniewoleniem ciała i duszy przez nałogi i grzech; daj tym, którzy upadli siłę do powrotu; nam wszystkim daj siłę, abyśmy nieustannie powstawali. powrót idź do góry STACJA VIII - Jezus pociesza płaczące niewiastyPo prostu bądź! Nasza codzienność! - Gdy się żaliła koleżance na męża, dzieci, na trapiące ją choroby usłyszała tylko jedno: "Wiesz, a ja... a mnie " Po jakimś czasie przestała mówić cokolwiek. Nie było warto. Tamta miała swoją twierdzę, która nazywała się "ja". - Weszli do szpitala na sale pełne bolesnej ciszy ze śpiewem, żartami, gwarem młodości, która z nich tryskała. Przyszli dumni, że robią tyle dobrego, bo chcieli się połamać z chorymi opłatkiem, zaśpiewać kolędę. Starszy, chory człowiek skarcił ich; nie chciał tego wszystkiego. Chciał być samotny w swoim cierpieniu. Jeden z młodych usiadł przy jego łóżku, serdecznie przeprosił i nagle wziął jego rękę i pocałował ją. Wtedy zobaczył na twarzy chorego łzy wzruszenia. Coś pękło. - Przecież ty mnie wcale nie słuchasz. Tyle razy ci to mówiłem, a ty nic nie rozumiesz. Zrozum, trzeba nie tylko mówić, mówić, jakby chciało się zagadać ciszę, zapełnić pustkę jak jest w nas. Dużo trudniej jest usiąść u cudzych stóp, jak kiedyś Maria przy Chrystusie i cierpliwie słuchać. Umieć słuchać. - Nie musisz mi nic tłumaczyć, wyjaśniać, gadać bez sensu. Wystarczy, żebyś był tuż obok. Chcę tylko, abyś po prostu był. Chrystus! Na Twojej ostatniej ziemskiej drodze cały korowód postaci, charakterów, sposobów zachowań. Zwyczajna obojętność, szukanie sensacji, wrogość a wręcz nienawiść i ludzka bezsilność wobec niezawinionego cierpienia. Ukrywane czy też okazywane współczucie i próba pomocy. Była tam także ta grupa zawodzących niewiast. Nie były to rytualne płaczki zamawiane na pogrzeby bogaczy. Na Twoją drogę przywiodło je chyba autentyczne współczucie. W sposób właściwy dla kultury Wschodu zawodziły głośno, łamiąc ręce i zwracając na siebie uwagę. Uciszyłeś krótko to pełne emocji towarzystwo. Jak zawsze zwróciłeś uwagę na to, co najważniejsze. Ty nie potrzebowałeś litości, bo to głupie i dziwne uczucie. Obejrzeć, pokiwać głowami, uronić łezkę, powiedzieć "szkoda" i ... iść dalej. To zbyt mało wobec dramatu, który dokonywał się na ich oczach. Dramatu odrzucenia Boga, sponiewierania ludzkiego serca i dobroci. Owszem to ważne, że były, że współczuły, ale "Nie płaczcie nade Mną, płaczcie nad sobą i nad synami waszymi." Cóż znaczy ich współczucie wobec tłumu, w którym byli ich bliscy, a który jeszcze niedawno krzyczał: "Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go!", "Krew Jego na nas i na syny nasze!" To one, matki, tak wychowały swoich synów, że ci zaślepieni nienawiścią tak łatwo dali sobą manipulować i odrzucili tego, o którym jeszcze niedawno mówili: "Hosanna Synowi Dawidowemu!" Trzeba umieć słuchać Boga, zwracać uwagę na to, co najważniejsze. Trzeba umieć być, po prostu być na krzyżowej drodze naszych bliźnich. Karolina! Nie było nikogo na jej krzyżowej drodze w lesie. Nikt nie płakał, nie zawodził. No, może gdzieś tam ojciec miotał się w bólu przeczuwając to, co najgorsze. Szła jednak za nią cała dobroć ludzi, którym pomagała, których wspierała jak mogła czynem, uśmiechem i dobrym słowem. Prosimy Cię, Panie: o dar mądrego uczestniczenia w życiu i problemach naszych bliźnich; o miłość prawdziwą okazywaną cierpiącym, o to coś więcej niż puste słowa i tanie, nic nie znaczące współczucie; o umiejętność słuchania drugiego człowieka, o obecność przy nim i czas dla niego; o wyłuskanie ze skorupy obojętności, plotek tego, co w drugim jest najważniejsze; o odwagę obecności bez słów przy człowieku przeżywającym dramat konania. powrót idź do góry STACJA IX - Trzeci upadek JezusaBezsilność wobec konieczności śmierci Nasze życie! - Młody, kontaktowy, zdolny. Młodzież za nim szalała. Grał w tenisa stołowego a nade wszystko w nogę. Był dobry na obronie. Grał na gitarze i klawiszach - to było rodzinne. A przy tym był mądrym i odpowiedzialnym księdzem. Pierwsze symptomy choroby i wyrok: rak żołądka. Wszyscy walczyliśmy o to, aby żył. Nieustanna modlitwa, dwie operacje, trzy indywidualnie dobierane chemie. Trwało to niecałe pół roku. Szarpał się wewnętrznie. Trudno się było pogodzić z rzeczywistością i jemu i nam. Pod koniec było to już wzajemne oszukiwanie się w imię miłości. Wszyscy wokół niego: -"Tylko mu nic nie mówcie", a do niego: -"Już niedługo wrócisz do domu." On do innych: -"Tylko nie mówcie o tym, że wiem rodzicom i proboszczowi. Niepotrzebnie będą się martwić." 18 grudnia 2003r. Piotrek odszedł do Pana. Byłem przy jego konaniu. - Cierpienie, cierpienie, cierpienie. Jak morze rozlane szeroko. Ileż tego? Ofiary zamachów terrorystycznych i wypadków na drodze. Nieuleczalnie chorzy i konający w ciszy hospicjów. Nieuchronna konieczność śmierci. Chrystus! Leżałeś w pyle drogi tak niedaleko celu. To był najcięższy upadek. Twoje zmęczenie graniczyło z krańcowym wyczerpaniem, potworne cierpienie przechodziło w agonię. Najchętniej byś się już nie podnosił. Inni, ci z boku, pewnie też z lękiem myśleli, że to już koniec. To psułoby im wcześniej zaplanowany scenariusz zdarzeń. Dlatego wściekli szarpali Cię, bili i kopali krzycząc: -"Dalej! Podnieś się! Musisz iść dalej!" To były nie tylko oznaki zła, lęku przed tym, że umrzesz za wcześnie. To był, u każdego z nich z osobna, przede wszystkim lęk przed samym sobą. Przed choćby resztką sumienia, które się w nich budziło i potępiało za udział w tym krwawym spektaklu. Brak ludzkiej godności, brak wiary w dobro, poczucie absurdu, brak celu i sensu życia. Także nasza niemoc fizyczna i duchowa wobec nieuchronności śmierci. W przypadku człowieka umierającego w wielkim cierpieniu lęk przed tym, co będzie dalej, lęk przed samotnością i pustką. Czyż nie doświadczałeś tego już wcześniej, tam na samotnej modlitwie w Ogrójcu, gdzie wołałeś tak po ludzku: "Ojcze, oddal ode mnie ten kielich!". Tam gdzie Twój pot był jak krople krwi. Zawsze cierpienie konania jest po ludzku straszne a chwila odejścia pełna leku i niepewności co dalej. Panie, pozwól nam nie tylko mądrze żyć, ale też mądrze umierać. Niech w naszym zmaganiu się ze złem, w naszej walce o dobro, w naszym spotkaniu z Tobą w godzinie śmierci towarzyszy nam mocna wiara, żywa nadzieja i wielka miłość do Ciebie. Błogosławiona! Karolina walczyła o swoje życie. Później odnaleziono na drodze jej buty i kurtkę, którą zgubiła uciekając przed żołnierzem. Pewnie potykała się niejednokrotnie. To wtedy otrzymała bolesne cięcia szablą. Czy teraz, gdy ostatecznie upadła powtarzała te słowa, którymi wcześniej pocieszała innych: "Pan Jezus więcej cierpiał." Prosimy Cię, Panie: o siłę podnoszenia się nawet z największych upadków; o siłę ducha dla nieuleczalnie chorych, którzy muszą pogodzić się ze śmiercią; o odwagę dawania świadectwa wiary i chrześcijańskiej nadziei wobec umierających; o dar modlitwy już teraz o dobrą śmierć dla nas i naszych bliskich; o wiarę żywą i silną w Twoje zmartwychwstanie; o umiejętność mówienia o rzeczach ostatecznych tak by oswoić się z faktem śmierci. powrót idź do góry STACJA X - Jezus odarty z szatNie można zabić tego, co najważniejsze Nasza codzienność! - Świat obrazów, świat nachalnych reklam. Wszak tyle jest towarów do sprzedania. Samochód, sprzęt elektroniczny, środki czystości a wszystko to w rękach pięknych, roznegliżowanych pań. Wiadome skojarzenia. Skróty myślowe ocierające się o dobry smak, wręcz wulgarne i te pozy kuszące, drapieżne. Blond wamp z dużego bilbordu patrzy zmysłowo, wyzywająco. Zdaje się mówić: "Tylko zbliż się a będziesz kolejnym, którego zniszczę" - ta pani reklamuje lody znanej firmy. Piękno ciała, które nie zachwyca, ale wyzwala zło, pożądanie, najniższe instynkty. Wystarczy zwyczajna wycieczka po sieci, klikniesz tu i tam i kuszące zaproszenie nie liczące się z wiekiem odbiorcy. Jedna chwila i jesteś w świecie wybujałych zmysłów, erotyki, pornografii. Trzeba mieć siłę woli i odwagę by wyjść z tego zaklętego kręgu. Tyle tego - szał ciał. Gdzie w tym świecie ludzie dojrzali, starzejący się pięknie? Gdzie jedno zapomniane słowo: "osobowość"? Nie lalka Barbie, bezbrzeżna głupota i pustka, ale osobowość, osobowość człowieka. Chrystus! Obdarli Cię z szat. Zabrali wszystko. Nagi Król. Szyderstwo i pośmiewisko pospólstwa. Zabrali wszystko? Nie! Mimo pęt, drwin nie zabrali Ci godności. Chciałbym widzieć Twoje spojrzenie tam wtedy. Mimo nagości dostojeństwo i wewnętrzny spokój. To nic, że nie masz szat. Jesteś sobą. Jesteś Królem. Nie da się zabić duszy, zabrać wbrew woli człowieka jego godności. Tak, można być nagim Królem wbrew oczekiwaniom szydzących. Błogosławiona! W czasie swojej drogi Karolina dorastała do wielkiego czynu. Wzrastała w odwadze. Za nią czaiło się zło, które chciało zabrać Jej najcenniejszy skarb: godność. Nie, Ona nigdy na to nie pozwoli. Teraz nie może stchórzyć. Podejmie walkę mimo, iż wie, że po ludzku przegra. Wygra, na pewno wygra jej duch. Prosimy Cię, Panie: o czystość naszych ciał i serc; o świętość wewnętrzną naszych dziewczyn i matek - nas wszystkich; o kres nawale nagości, która gorszy i budzi demony; o lepszy los dla tych, którzy ulegli zmysłom i weszli w tryby zła w świecie rozrywki, konsumpcji, czynienia rzeczy z ludzkiego ciała; o poszanowanie ludzkiej godności o odwagę w walce o tę godność; o prawdziwe piękno, które emanuje z oczu dziecka. powrót idź do góry STACJA XI - Jezus przybity do krzyżaTeraz ty - twoja kolej Nasze życie! - Był zdrowy, silny, tryskający energią. Jeden fatalny skok do wody. Złamał kręgosłup. Kalectwo. Wózek inwalidzki. Co dalej? Ciemna rozpacz? Chęć skończenia ze sobą? Na początku tak a potem odnaleziona wiara w Boga i odzyskana wiara w siebie. Nie poddaje się, walczy, pisze, tworzy, działa społecznie. Ma dom i rodzinę. Dziś mówi, że ten skok był potrzebny. Skoczył wtedy w inny, piękny, bardziej ludzki świat. - Jest nieuleczalnie chora. Nie wychodzi z domu od wielu lat. Wcale nie jest nieszczęśliwa i samotna. Jej skromne mieszkanie tętni życiem. Przychodzą do niej ze swoimi biedami jak do księdza do konfesjonału. Ona z właściwym dystansem do wielu spraw wysłucha, doradzi, pomodli się. Otrzymuje tyle, tyle listów, emaili, że nie starcza sił by wszystkim od razu odpisać. Dzwonią także znajomi księża: -"Wiesz, jutro zaczynam rekolekcje. Pomódl się." -"Mam taki trudy do rozwikłania problem pewnej rodziny. Proszę cię o wsparcie." Pomaga jak umie. Jest potrzebna. Żyje życiem tylu ludzi. A przecież kiedyś myślała z bólem: -"Dlaczego mnie Bóg jeszcze trzyma na tym świecie?" Chrystus! Rozpoczął się ostatni etap Twojej męki. Już tam na Golgocie. Nagiego, skrwawionego powalili na ziemię i rozłożyli ręce szeroka na belce krzyża. Badania Całunu Turyńskiego dowodzą, że przypadkiem czy też celowo zostawili jedną rękę bardziej zgiętą, co potem, po podniesieniu krzyża wraz z Tobą sprawiło, że zawisłeś niesymetrycznie, a to powodowało tym większy ból. Wbrew temu, co przedstawiają stare, czcigodne krucyfiksy przebito Ci nie wnętrze dłoni - wtedy ciężar ciała rozerwałby dłoń, ale nadgarstki. Tamtędy biegnie główny splot nerwowy ręki i dłoni, każde jego dotknięcie powoduje niemiłosierny ból. Pomijając postaci oprawców zajętych swą krwawą robotą miałeś przed sobą rozświetlone słońcem czyste niebo. Przemierzyłeś w wędrówce całą ojczystą ziemię. Docierałeś do wszystkich potrzebujących pomocy, pochylałeś się nad każdą ludzką nędzą. Twoje słowa i Twoje ręce przynosiły pociechę, ratunek. Przywracały zdrowie, życie, dawały nadzieję. Byłeś tak bardzo aktywny, dynamiczny, a teraz leżysz bezradny, unieruchomiony na krzyżu - ołtarzu Twojej ostatecznej ofiary. Zdajesz się mówić do nas, do mnie: -"Teraz ty. Twoja kolej. Ja już więcej nie mogę po ludzku działać. Aby nadal, na zawsze czynić dobro potrzebuję ciebie. Twoich nóg, twoich dłoni. Ty możesz, powinieneś być narzędziem miłości, moim przedłużeniem w dzisiejszym świecie." Błogosławiona! Karolina pokłuta, poraniona szablą leżała na mokrej ziemi. Oprawca poszedł sobie. Czuła jak wraz z krwią ucieka z niej życie. Gasnąc patrzyła w niebo. Co myślała? Kto to wie. Znając styl jej życia możemy przypuszczać, że gorąco się modliła, że łączyła swoje cierpienie z ofiarą krzyżową Chrystusa. Prosimy Cię, Panie: abyśmy byli dobrymi samarytanami dla wszystkich potrzebujących pomocy; o siłę, odwagę życia także wtedy, gdy przychodzi choroba i ograniczenia; o umiejętność traktowania trudnych kolei życia jako ofiarę podejmowaną w jedności z Tobą; o to by nasze życie było przedłużeniem Ciebie w dawaniu tego, co dobre; o powszechne zrozumienie i pomoc dla ludzi obarczonych kalectwem. powrót idź do góry STACJA XII - Jezus umiera na krzyżuWielka miłość. Czy jesteśmy jej warci? Nasza codzienność! - Był taki biedny z tym swoim lękiem, że aż śmieszny. Panicznie bał się śmierci. Mozolnie parzył sobie ziółka, łykał porcje tabletek skrupulatnie pilnując określonych godzin. Dbał o właściwe ubieranie się. Nigdy nie jadł "byle czego". Skrzętnie podliczał kalorie by niczego nie było za dużo. I bezradnie pytał bliskich: "Trzeba umrzeć? Co wy mówicie!" - Pan Zygmunt długo już leżał w szpitalu. Dopóki chodził starał się pomagać innym, pocieszał, budził wiarę i nadzieję. Sam czerpał ją z codziennej Komunii Świętej. Gdy jego stan się pogorszył i gasł w oczach to inni nad nim się pochylali i użalali. Zaskoczył wszystkich słowami: -"Co wy mówicie. Jaki żal, smutek. Przecież ja idę do Pana. Dopiero tam będzie mi dobrze." Jego dziecięca wiara budziła podziw i dawała innym dużo do myślenia. - Wszystko sobie ułożył, zaplanował. Wiedział, że musi odejść, że nie ma ratunku. Wybrał czytania mszalne i ułożył modlitwę wiernych na swój pogrzeb a także wszelkie komentarze liturgiczne. Wyznaczył kolegę, który miał powiedzieć kazanie. W tym wszystkim ani cienia żalu, nadmiernych wzruszeń. Tylko wiara w zmartwychwstanie i nadzieja życia wiecznego. Gdy ks. Janusz umarł wszystko odbyło się tak jak tego pragnął. Chrystus! Teologowie poświęcili opasłe tomy analizie każdego Twojego słowa wypowiedzianego z wysokości krzyża. Nawet wtedy myślałeś o innych, byłeś człowiekiem dla drugich. Jeden z psalmów przytacza słowa: "Nie człowiek ja a robak." Tak, Ty po prostu wiłeś się w bólu. Coraz bardziej bolały zadane rany, ubywało sił. Coraz trudniej było oddychać. Twoje ostatnie słowa: "Wykonało się." Dopełniła się miara cierpienia, dokonała się krwawa ofiara Baranka. Najważniejsza, najpiękniejsza ofiara, z której jak ze źródła płynie cały sens naszej wiary i cała nasza moc. Jest taki stary radziecki film: mały chłopiec zauważył rozmyty, zniszczony tor. Za chwilę tędy będzie pędził pociąg. Zginą ludzie. Co robić? Chłopiec pobiegł naprzód, stanął na środku toru rozpaczliwie dając znak rękami. Maszynista zauważył go w ostatniej chwili. Ostro hamował. Pociąg zatrzymał się tuż przed wyrwą w ziemi. Niestety chłopiec zginał w zderzeniu z lokomotywą. Gdy ludzie w milczeniu stali nad ciałem bohatera, ktoś zadał pytanie: "Czy jesteśmy warci tej śmierci?" No właśnie. Panie Jezu, czy jesteśmy warci Twojej ofiary? Twojej śmierci? Jak odpowiadamy na Twoją wielką miłość? Czy ta wielka miłość mobilizuje nas do naszej choćby małej? Karolina! Umarła z dala od ludzi. W wielkiej ciszy. Dopiero po kilku dniach odnajdą jej ciało, rozpoczną żałobę. Umarła dziewczyna, która ze swej godności uczyniła wartość największą. Wolała życie stracić niż oddać tę godność głupio i bezsensownie. Kierowała nią zawsze, także w godzinie śmierci wielka miłość do Boga, który jest Panem życia i zwycięzcą śmierci. Dlatego mamy prawo przypuszczać, ze ona nie bała się śmierci, była gotowa na wieczną przygodę z Bogiem, źródłem miłości. Prosimy Cię, Panie: o dar mądrego życia i jeszcze mądrzejszego umierania; o nadzieję życia wiecznego, którą wyrażamy słowami prefacji żałobnej: "Życie nasze zmienia się, ale się nie kończy"; o umiejętność jednoczenia naszych cierpień z Twoim krzyżem, tak by łatwiej było umierać; o traktowanie naszego życia w każdym jego przejawie jako ofiary, którą nieustannie Tobie składamy. powrót idź do góry STACJA XIII - Jezus zdjęty z krzyżaZnowu na kolanach Matki - zatoczone koło Nasza codzienność! - Amerykanie obliczyli, a ci umieją liczyć, że fizyczna wartość ludzkiego ciała to raptem kilka dolarów, bo główny jego składnik to przecież tylko woda. - Kto policzy wartość ludzkiego życia, które dokonuje się przecież w ciele. Kto policzy wartość ludzkich czynów, ludzkich wzruszeń, uczuć, tego wszystkiego, co dla nas najważniejsze. - Ileż siły jest w matkach walczących o życie dzieci tych, które uległy wypadkowi, tych, które urodziły się z jakąś wadą, ograniczeniem, tych chorych nieuleczalnie, gasnących w oczach. Ileż bólu jest w matkach, które po ludzku tę walkę przegrywają, bo dziecko umiera. Kto, jakie słowa, jaki wydarzenia mogą przywrócić im nadzieję, chęć życia? Chrystus! Wydawałoby się, że przynajmniej po śmierci powinni zostawić Cię w spokoju, uszanować Twój zgon i ból Matki. Nie. Oni chcieli być pewni. Przebili bok by mieć pewność, że umarłeś. Dziś widzimy w tym symbol Bożego życia, które nieustannie trwa. Krew i woda, które wypłynęły z Twojego serca to znak Chrztu i Eucharystii - sakramentów rodzących Kościół - wspólnotę wierzących. A pod krzyżem ciągle stała Maryja. Patrzyła jak bezwładnie opada na ziemię Twoje Ciało oderwane od drzewa krzyża. To Ciało złożyli w Jej ramiona. Na kolanach Matki, w Jej ramionach doświadczałeś jako dziecko ciepła i miłości. Teraz z tą sama miłością znowu tuliła Twoje Ciało. Z miłością i bólem: -"Synu, co oni z Tobą zrobili?" Dopełniła się ziemska miara Twojego życia. Dopełniła się miara miłości, troski i bólu Twojej Matki. Od Betlejem, Nazaretu aż tu na Golgotę. Zegar ziemskiej przygody Jezusa - Syna Człowieczego, tego, który był prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem zatoczył pełny krąg. Żłobek w Betlejem i ramiona Matki - ramiona Matki i grób. Była z Tobą zawsze. Zawsze kochała, chroniła przed złem. Przeżywała Twoją śmierć. Współcierpiała. Miała, ma swoje trwałe miejsce w historii zbawienia każdego z nas. Jest Matką naszych ludzkich dróg. Matką każdej dobrej drogi. Błogosławiona! Martwa Karolina leżała spokojna pośród jesiennych drzew na podmokłej ziemi. Dopełniła się Jej życiowa droga. Może po ludzku wydawało się to niesprawiedliwe, nikomu nie potrzebne, bezsensowne, ale któż z nas zna zamiary Boga i ma prawo stawiać Jemu warunki? Krąg życia Karoliny zamknął się. Od chwili narodzin aż po śmierć, którą w tradycji chrześcijańskiej nazywamy narodzinami dla nieba. Tu, przynajmniej na razie nie było ramion matki, lecz na pewno w tej męczeńskiej śmierci, w tym udręczonym ciele młodziutkiej dziewczyny było podobieństwo do ofiary krzyżowej Chrystusa. Prosimy Cię, Panie: o szacunek dla ludzkiego ciała od chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci; o godne traktowanie ludzkiego ciała po śmierci, bo przecież było ono świątynią Ducha Świętego; o ulgę w cierpieniu dla matek, które muszą przezywać śmierć swoich dzieci; o ludzi na miarę Matki Teresy z Kalkuty, która zbierała konających z ulicy tylko po to, by godnie umierali; o odwagę przyjęcia cierpienia i śmierci naszych bliskich; o dobrą śmierć w Twojej obecności dla nas wszystkich, gdy kiedyś trzeba będzie odejść; jeśli nie o łaskę męczeństwa to przynajmniej o łaskę dobrego życia, tak abyśmy mogli się kiedyś z Tobą spotkać w wieczności. powrót idź do góry STACJA XIV - Jezus złożony w grobieTo już koniec czy dopiero początek? Nasza codzienność! - Umarł pan Leon, kiedyś lider wspólnoty Odnowa w Duchu Świętym. Wspólnie z żoną Esterą wychowali czterech synów. Jeden jest kapłanem, drugi katechetą. Na pogrzebie to synowie przygotowali liturgię. Ksiądz Kazimierz mówił w czasie homilii o ojcu jak o żyjącym. Mówił ciepło, jak o przyjacielu. Żadnych łzawych scen, nadmiernych wzruszeń. Tylko modlitwa i nadzieja, wielka nadzieja, wyrażona słowami: -"Do zobaczenia w niebie." Tak trzeba. - Niech mi ksiądz odpowie: Czy po śmierci tam coś jeszcze jest? - Jak możesz zadawać takie pytanie? Niby wierzysz. Codziennie powtarzasz: "wierzę w życie wieczne". Jaka w końcu jest ta twoja wiara? - Chciał skończyć ze sobą. Był przecież niepotrzebną nikomu, cierpiącą, bezradną kukłą, kłodą drzewa. Nagłośnili sprawę, aby mógł to zrobić w majestacie prawa. Wtedy znaleźli się ludzie, którzy chcieli pomóc, ofiarowali pieniądze, czas, serce. Odzyskał wiarę w ludzi. Odzyskał nadzieję. Mimo ograniczeń i bezradności chce żyć dalej. Widzi sens życia i swojego cierpienia. Wierzy w ciąg dalszy po śmierci. Chrystus! Twoim miejscem konania, ołtarzem ofiary z życia - tej jedynej, niepowtarzalnej ofiary był krzyż. Byłeś do nas podobny we wszystkim. Także w tym, że Twoje umęczone ciało, ledwie przygotowane - bo był pośpiech, presja żołnierzy, a nade wszystko nadchodziło święto - złożono do grobu. Wykuta w skale grota, a w niej nisza skalna na ułożenie ciała i koniecznie ciężki kamień opadający na wejście, aby chronić przed dzikimi zwierzętami i nie mniej dzikimi ludźmi, którzy okradali groby. Niewielu było żałobników. Obok Matki tylko kilkoro tych najwierniejszych. A przecież gromadziłeś nieprzeliczone tłumy. Czy ci, którzy tam stali, gdy opadał grobowy kamień myśleli "to już koniec"? Kto to wie. To my spuszczamy głowy nad mogiłami naszych bliskich. Sami grzebiemy ich w naszym sercu mówiąc: "był..., była..., to już nie wróci..., jaka szkoda..." A przecież w świetle Twojej Ewangelii nie ma śmierci, jest tylko przejście, jak przez bramę ku innej rzeczywistości. "Życie nasze zmienia się, ale się nie kończy". Ty powiedziałeś: "W domu Ojca jest mieszkań wiele. Idę przygotować wam miejsce". Ty jesteś życiem i zmartwychwstaniem naszym. To nie był koniec. To był dopiero początek. Rozerwałeś więzy śmierci, odsunąłeś kamień, powstałeś z grobu, stanąłeś między osłupiałymi Apostołami i powiedziałeś: "Pokój wam!" To jest cała nadzieja mojego życia. "Twym zmartwychwstaniem żyję". Błogosławiona! Odszedł oprawca Karoliny. Skulona agonią leżała na trzęsawisku. Dziwny koniec dla młodej dziewczyny. Dopiero po kilku dniach dobrzy ludzie podnieśli ze czcią udręczone ciało. Przygotowali do chrześcijańskiego pogrzebu. Wszyscy mówili: "To święta." Żyje w sercach ludzi. Nigdy nie umarła. Męczeństwo jest najprostszą i najpewniejszą drogą do nieba. Jest łaską, na którą trzeba zasłużyć. Jak ona. Prosimy Cię, Panie: o umiejętność pogodzenia się ze śmiercią naszych bliskich nawet wtedy, gdy wydaje się niesprawiedliwa; o żywą wiarę w Twoje zmartwychwstanie; o nadzieję, że nikt do końca nie umiera; o ulgę w cierpieniu dla tych, którzy nie umieją się pogodzić ze śmiercią; o dar życia wiecznego dla wszystkich, którzy odchodzą do Ciebie; o prawdziwą świętość dla nas wszystkich, którzy jeszcze jesteśmy w drodze. powrót idź do góry Módlmy się: Najłaskawszy Boże, który sprawiłeś, że młoda dziewczyna poświęciła swoją czystość wyłącznie Tobie przez ofiarę swego życia, ginąc z rąk nieprzyjaciela, spraw prosimy, abyśmy za jej wstawiennictwem umieli podejmować codzienną walkę z pokusami. Wzbudź w nas mocne postanowienie życia czystego i szlachetnego. Spraw, abyśmy umieli rozpoznawać cnoty bł. Karoiny, a spełniając Twoją wolę oczyszczali swoje intencje i służyli Tobie z radością. Amen. idź do góry opracował: ks. Henryk Makuła
napisz krótkie rozważanie do 5 stacji drogi krzyżowej